Dział PublicystykaRecenzje

Eminem – Revival (2017), recenzja Zuzanny Rubaszewskiej

Eminema nikomu nie trzeba przedstawiać. To człowiek, który podczas swojej ponad dwudziestoletniej kariery osiągnął już wszystko –  zdobył 15 nagród Grammy, Oscara i założył własną wytwórnię. ‘Król Hip – Hopu’ jak to mawiają niektórzy. No właśnie. Co się stało z tym królem? Gdzie zniknął artysta, który swoją muzyką poruszał miliony?

Rzadko w taki sposób zaczynam recenzje, ale muszę to zaznaczyć. W Eminemie zakochałam się po wydaniu w 2013 – The Marshall Mathers LP 2, które co tu dużo mówić, zmieniło moje podeście do muzyki hip-hopowej. Pokochałam charakterystyczny głos artysty, niezwykłą emocjonalność i agresję, którą dało się odczuć w każdym utworze. Podobnie było z jego wcześniejszymi albumami, każdy z nich prezentował coś nowego. Mimo, że nie wszystkie były udane. A jakie jest Revival?

Niestety, jestem ogromnie rozczarowana i jest mi niezmiernie przykro, że musiałam przez ponad godzinę (78 minut) słuchać jak artysta, którego uwielbiam gubi się w muzyce, którą tworzy. Raper flirtuje z popem, powtarza dobrze znane i płaskie bity. Nie jestem pewna nawet czy to już nie jest pop z elementami rapu. I nie zrozumcie mnie źle, w popie nie ma nic złego. Istnieje wiele wokalistów/wokalistek z tego gatunku, których bardzo lubię, ale nie Eminema. Do niego takie aranżacje nie pasują. Gdzie ten agresywny, obrażający w inteligentny sposób pół świata człowiek? Gdzie zniknął ten ogień? Na Revival obelg wciąż jest trochę (chociażby te wycelowane w Donalda Trumpa  w Like Home), niby jest agresywnie, ale to nie to samo.

Dziwi też dobór gości – Ed Sheeran, P!nk, Alicia Keys i sama Beyoncé to wielcy artyści, ale nie do końca pasujący do muzyki tworzonej przez Eminema. I jaki jest tego rezultat? W Walk on Water, Queen B dosłownie zjada Marshalla, River brzmi jak kolejny kawałek Sheerana, podobnie Need Me, które mogłoby się znaleźć na kolejnej płycie P!nk. Wyszło powtarzalnie, nieoryginalnie i zwyczajnie źle. A szkoda, bo z raper mógł do współpracy kogokolwiek chciał, a postawił na znane, komercyjne nazwiska.

https://www.youtube.com/watch?v=ryr75N0nki0

Z utworami bez gości nie jest jednak lepiej, niektórych nawet nie chcę sobie przypominać. Remind Me czy In Your Head to zbrodnia zarówno na muzyce hiphopowej jak i rockowej. Castle i Arose to z kolei dziwny flirt z popem. Natomiast reszta kompozycji wieje nudą, nie jest warta uwagi – po prostu kwintesencja przeciętności.

Są jednak na tej płycie utwory warte uwagi (żeby nie było, że na wszystko narzekam) – Chlorasceptic, Believe czy Framed. Nie są to kawałki idealne, wybitne czy szczególnie powalające, ale w tej nieudanej mieszance (jaką jest Revival) wypadają bardzo korzystnie. Framed ma parę naprawdę fajnych momentów i dobrą melodię, podobnie Chlorasceptic z ciekawym bitem. W Believe podoba mi się z kolei narastające napięcie w ‚refrenowych’ momentach. Wiem, że to trochę mało, ale czego więcej oczekiwać. Te kompozycje umilają nam przynajmniej męczące minuty spędzone z Revival.

Trudno ocenić ten album, trudno cokolwiek o nim powiedzieć. Gdzieś zaginął ten Eminem, w którym zakochały się miliony. Ten, którego muzyka poruszała szczerością, dobitnością i trafnością. Revival to ogromne rozczarowanie (kolejne już w dyskografii rapera), o którym nie ma sensu się rozpisywać. Jako długoletnia fanka mogę tylko powiedzieć, że mi przykro. Z bólem serca mówię: ‚Nie warto na tą płytę marnować 78 minut swojego życia.’

Znalezione obrazy dla zapytania revival eminem

Tags
Show More

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close