Throwback Review: Elvis Presley – Elvis’ Christmas Album (1957), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej

Stworzony ponad 50 lat temu, lecz wciąż kochany i co roku odświeżany, mowa oczywiście o świątecznym albumie jedynego i niepowtarzalnego Elvisa Presley’a. Lecz co sprawia, że po tylu latach ludzie nadal do niego wracają?

Mówi się o nim król rock and roll’a, ale prawda jest taka,że czegokolwiek by się nie chwycił, zamieniało się w złoto. Nie jest inaczej z jego albumem świątecznym. Magia jaką tworzył, łączy pokolenia. Nie ma chyba roku w którym te wykonania nie były by puszczane w radiach. Nawet w tegorocznej składance na święta stworzonej przez Spotify nie brakuje elementów z tego krążka.

Podobny obraz

Niejeden współczesny wokalista może jedynie pomarzyć o takiej nieśmiertelności,jaką zyskał Presley. Może to po części dlatego, że w dzisiejszych czasach jesteśmy zasypywani ze wszystkich stron nową, ciągle to ulepszaną muzyką. Czego nie można odmówić wokaliście, to niesamowity talent,głos i styl. To właśnie te cechy sprawiają, że jego twórczość łączy ludzi. To właśnie styl wyróżnia Elvis’ Christmas Album na tle reszty. Nawet robiąc album świąteczny, Elvis wykorzystał swoje cechy charakterystyczne i słychać w nim jego styl.

Na albumie możemy znaleźć aranżacje kultowych utworów świątecznych, takich jak: White Christmas,I’ll be home for Christmas,Here Comes Santa Claus, Blue Christmas, Santa Clause is back in Town, czy Silent Night. Instrumental jednak odbiega bardzo od typowych świątecznych kompozycji, bardziej brzmieniem przypomina normalny album w wykonaniu Elvisa.

Zdecydowanie zachwycające i niesamowite jest wykonanie I’ll Be Home For Christmas. Mimo, że można znaleźć tysiące wykonań tego utworu, chyba żadna nie zachwyca mnie tak jak ta.Przepiękne damskie chórki, które idealnie są prowadzone przez całą piosenkę w połączeniu głosem Presley’a i fortepianem, pozwalają zatopić się i rozkochać.To idealna propozycja dla tych, którzy jeszcze nie czują świątecznej atmosfery.

Ciekawym wykonaniem jest O Little Town Bthlehem. Jest to jedyna piosenka na płycie, która została wykonana a capella, a jedyne co towarzyszy wokaliście to przewijające się w tle chórki, które nadają ciekawego charakteru całości. Mimo, że nie ma instrumentów,utwór nie jest uboższy albo mniej ciekawy. Dzięki temu zabiegowi bardziej można się skupić na głosie Elvisa a także na słowach.

Jest to album wręcz doskonały pod każdym względem. Długość, aranżacje, styl, wykonanie, partie instrumentalne, wokal,chórki, wszystko idealnie dopracowane, ale też nie przeciążające. Do tego chyba nie znam osoby, która nie kochałabym Elvisa.Król rock&roll’a jest tylko jeden i nieśmiertelny.

Mimo, że nie jest to najbardziej wyszukany repertuar, to odróżnia się na tle reszty, dlatego przypadnie do gustu fanom nietypowych rozwiązań.Zdecydowanie pozycja ta powinna też pojawić się na playliście każdego fana lat 60′, choć klimat całej płyty jest ponadczasowy.Dlatego tej pozycji zdecydowanie nie może zostać przeoczona podczas tegorocznych świąt.