Elvis Presley – Christmas with Elvis and the Royal Philharmonic Orchestra (2017), recenzja Marty Muśko

Drzewa ledwo zaczynają szczupleć tracąc liście, a wielu artystów z dużym wyprzedzeniem i bez zahamowań próbują wymusić na słuchaczu klimat świąt. Z roku na rok czasowy próg pojawiania się wydawnictw o tej tematyce  wydaje się coraz bardziej naginany. Święta z Elvisem Presleyem rozpoczęto już w październiku wraz z premierą albumu Christmas With Elvis And The Royal Philharmonic. Chodźcie i rozpakujcie worek pełen muzycznych prezentów od artysty, który już wkrótce wniesie do niejednego domu 17 nastrojowych i ciepłych kompozycji sprzed ponad 60 lat.

Wszystkie nagrania pochodzą z bożonarodzeniowych albumów nagranych za życia artysty – Christmas Album z 1957 roku, które obchodzi w tym roku swoje 60-lecie oraz Elvis Sings the Wonderful World of Christmas z 1971 roku, przygotowanych w nowych aranżacjach przez słynną Orkiestrę Filharmonii Królewskiej. Pierwsze efekty tego muzycznego eksperymentu mogliśmy usłyszeć na dwóch poprzednich wydawnictwach – If I Can Dream, które rozeszło się w ponad półtora milionowym nakładzie oraz The Wonder Of You z poprzedniego roku.

nullI oto mamy przed sobą trzecie wyjątkowe wydawnictwo spod ręki producentów Nicka Patricka i Dona Reedmana, z workiem prezentów w postaci świątecznych utworów króla rock and rolla, których za życia nagrał niemało. Projekty, którego regularnie od trzech lat podejmuje się Orkiestra doceniam za spójność i konsekwentność w balansie emocji, nastrojów oraz różnych stylistyk.

Święta z Elvisem rozpoczynamy spacerem po rozświetlonym białym mieście i wyczekujemy Mikołaja razem z przebojowym Santa Claus Is Back In Town. Często słuchając danej kompozycji jakiegoś artysty nie zdajemy sobie sprawy, jak wielką mocą włada oprawa muzyczna. Niewielu zaś potrafi poradzić sobie bez wyraźnie wyeksponowanego tła. Elvis jest przykładem talentu w czystej postaci. Wystarczy wsłuchać się w Here Comes Santa Claus, gdzie jego głos po prostu nas prowadzi. Nie skromna melodia, nie chórki – tylko jego ciepły głos tworzy całość naprawdę wyjątkową, która mogłaby akompaniować scenariuszowi niejednej romantycznej komedii z grudniowym krajobrazem. Niestety, nieśmiertelne White Christmas zamienia się w nieznośną zamieć. Kompozycja rozpoczyna się wprowadzeniem smyczkowym, które towarzyszą bardzo delikatnej barwie głosu, wręcz zbyt subtelnej. W tak lekkiej melodii chciałoby się mocniejszego akcentu w postaci głębokiego i silnego wokalu. Tu trochę tego zabrakło.

Odstępując od spokojnych kompozycji, gdzie jest ten zawadiacki, ekspresyjny temperament z którego słynął król rock’n’rolla? Odpowiedź znajdziemy przy uwodzicielskim Merry Christmas Baby. Na zaspokojenie apetytu Elvis przygotował intrygujący utwór z rockowo-bluesową zadziornością. Bez względu na to, czy posłuchacie pierwotnej wersji czy tej przygotowanej w nowej aranżacji, będzie to jeden z najoryginalniejszych pozycji na świątecznej płycie artysty. Na tym etapie warto również wyróżnić obecny romantyzm. Mimo że mamy święta, dedykuje one kompozycje dla swojej wybranki. Oprócz Białych świąt mamy również te o odcieniu niebieskim. Blue Christmas precyzyjnie wpisuje się w zimowy krajobraz w czym pomagają również chórki lekko przypominające odgłosy wiatru, a do tego bogate instrumentarium. Ten radosny nastrój utrzymuje się właściwie na przestrzeni całego albumu. Dalej znajdujemy się w zimowej krainie w klasyku Winter Wonderland, gdzie jego męska barwa głosu nadaje całości ciekawej przestrzeni – nieprzesłodzonej, lecz magicznej. Jego wykonanie spośród multum wariantów przeróżnych artystów uważam za jeden z najlepszych. Apogeum świątecznej euforii zostaje osiągnięty z Santa Bring My Baby Back (To Me). W jego rytm natychmiast nachodzi ochota sięgnąć po bombki, łańcuszki i wszelkie inne kolorowe akcesoria, by przystroić swoje zielone drzewko i nadać mu blasku.

nullSą również kompozycje jak Silver Bells i jazzowe I’ll Be Home On Christmas Day z często pojawiającym się w tematyce bożonarodzeniowej, motywem powrotu do domu, przy których z kolei pragnie się zasiąść przy kominku, otulonym ciepłym kocem wtulonym w ramiona najbliższej osoby, bądź dołączyć do rodziny przy wigilijnym stole przy dźwiękach O Little Town Of Bethlehem. Do wyjątkowej liryki należy zaliczyć Silent Night, emocjonalne O Come All Ye Faithful czy niemal operowe The First Noel. Wszędzie odznacza się obecność chóru, który przy głosie wokalisty jest jedynie drugoplanowym dodatkiem. On jest tu władcą naszych uczuć i emocji. Czym bliżej zmierzamy ku zwieńczeniu płyty, tym bardziej liryka staje się głęboka, a każda struna wokalu poparta subtelnym, lecz męskim wykonaniem wywołuje sentymentalne odczucia w takich piosenkach jak I Believe ze wspaniałą melodią, Take My Hand, Precious Lord oraz It Is No Secret (What God Can Do).

nullŚwiąteczny projekt Orkiestry Symfonicznej to kontynuacja dwóch poprzednich bestsellerów. Oczywiście, tak jak w przypadku tychże wydawnictw pojawia się wątpliwość, czy warto sięgać po klasyki i interpretować je na nowo. Warto chociażby ze względu na młodszą publiczność, która otrzymuje szansę na zapoznanie się z wartościowym materiałem i artystycznym poziomem jaki reprezentował Elvis Presley przeszło pół wieku temu, gdy trendy w muzyce dopiero się kształtowały. Jeśli planujecie spędzić ostatnie chwile obecnego roku ze smakiem, nastrojowo, beztrosko, ze wspaniałą i mało komercyjną muzyką – ta płyta jest dla Was.