Dział NewsRelacje

Depeche Mode wystąpili w Gdańsku. Relacja Antoniny Tuckiej

Mimo to, że zespół istnieje na rynku muzycznym od 38 lat, niezmiennie gromadzi rzeszę ludzi na koncertach. Co więcej: subkultura „depeszowców” nadal się rozrasta, przyciągając do siebie młodsze pokolenia. W Gdańsku w minioną niedzielę (11 lutego) 13 tysięcy fanów zebrało się na Ergo Arenie, by ponownie albo po raz pierwszy, doświadczyć spotkania z żywą legendą popu elektronicznego.

Najbardziej oddani zespołowi koczowali już od rana pod halą, żeby uzyskać jak najlepsze miejsca pod sceną, nie zważając na to, że bramy zostały otwarte dopiero o godzinie 18. Potem o 19:45 grupa Black Line rozgrzała wszystkich już zebranych i oczekujących na gwiazdę wieczoru. Jeszcze przed rozpoczęciem koncertu, fani zebrani na płycie kilkukrotnie wykonywali falę, klaskali, skakali, a w tym dzikim tłumie można było zaobserwować kilku wiernych naśladowców wokalisty DM.

Scena jest stosunkowo rozbudowana. Za piątką muzyków znajdują się dwa spore ekrany LCD ( większy prostokątny i stojący przed nim węższy, mniejszy), oddzielone przez ‘kładkę’, na którą prowadzą schody z jednej, i drugiej strony sceny.

Występ rozpoczął się wyjątkowo punktualnie. Równo o 20:45 halę spowił mrok, a dźwięki Revolution Beatles’ów, a następnie Cover Me (Alt Out) zaczęły stopniowo wypełniać audytorium, odpowiednio nastrajając publikę do nadchodzącego wydarzenia. Pod koniec drugiego utworu muzycy zaczynają wychodzić na scenę przy akompaniamencie gromkich oklasków i wiwatów. Pojawia się 2/3 kultowej grupy, czyli Martin Gore i Andy Fletcher, którym podczas tej trasy towarzyszą jeszcze Peter Gordeno (chórki, bas, syntezatory/pianino i Christian Eigner (perkusja). Rozpoczynają standardowo Going Backwards, które otwiera ich ostatni czternasty album Spirit. Scena nie jest na razie oświetlona na tyle, by można było dobrze przyjrzeć się muzykom. Zdawkowe, zimne, niebieskie światło delikatnie zarysowuje kontury zespołu. Nagle na tle ekranów, wypełnionych barwnymi plamami z farby, pojawia się sylwetka, której widok wywołuje kolejne (nieostatnie tego wieczora) wiwaty i radosne okrzyki. Dave Gahan zaczyna tańczyć w jedynym, niepowtarzalnym dla niego stylu, by po chwili wyśpiewać

We are not there yet
We have not evolved
We have no respect
We have lost control
We’re going backwards

Wokalista śpiewa, a w przerwach szaleje, a wraz z trwaniem piosenki, powoli znikają plamy z ekranów, by na koniec ostatnia czerwona kropka, zamieniła się w białą. W następnym numerze Gahan żegna się już z marynarką, by pokazać się publice w klasycznym stroju, czyli opinającej czarnej kamizelce, odsłaniającej wytatuowane ramiona artysty, czarnych spodniach z czerwonymi paskami po bokach i czarnych butach z czerwonymi podeszwami. Już po Going Backwards publiczność głośno skandowała nazwę grupy, co miało miejsce jeszcze kilka razy na początku koncertu. Kolejno słyszymy It’s No Good z albumu Ultra (1997), którego 20 lecie grupa świętuję w trakcie obecnej trasy. Tutaj już scena zostaje oświetlona na tyle, by zobaczyć, zespół. Martin z pomalowanymi, ciemnymi cieniami, powiekami w kamizelce i pokrytych czarnym lakierem paznokciami. Andy w czarnych okularach i bluzce z długim rękawem, w równie ‘radosnych’ barwach. Peter z Christian’em również wpisują się w mroczną stylistkę grupy w równie ciemnych stylizacjach, co pozostali członkowie. Widownia ochoczo wykrzykuje refren, a Dave wiruje w rytm muzyki. Później pojawiła się kolejna pozycja z jubileuszowego krążka, czyli Barrel of a Gun. Po nim niepokojące A Pain That I’m Used To (Playing The Angel, 2005) i singiel promujący UltraUseless, uzupełnione biało-czarnym video. Precious  (Playing The Angel, 2005) to kolejna kompozycja, która ucieszyła widzów, chętnie powtarzając słowa refrenu. Pod koniec drugiej zwrotki, gdy Dave śpiewa If God has a master plan/That only He understands, w tym momencie nachyla się w stronę fanów, pokazuje na konkretną osobę i ciągle patrząc się na nią wyśpiewuje z uśmiechem na ustach I hope it’s your eyes He’s seeing through.

 Innym z ulubieńców słuchaczy jestWorld in My Eyes (Violator, 1990), podczas którego ludzie za wzorem wokalisty, jak i wyświetlanej grafiki, unoszą w górę dłonie w symboliczny sposób, tworząc kształt na wzór oczu. Kiedy patrzy się na tysiące ludzi zgodnie wykonujących jeden symbol, robi to ogromne wrażenie. Po tym, jak prawie po każdym numerze na tym koncercie, Dave w imieniu całego zespołu krzyczy: LOVE YA! , a swoje wyznanie podkreśla gestem – składając dłonie w kształt serca i kierując je w stronę zebranych. Cover Me z ostatniego albumu Depeche Mode, wzbudziło podobne emocje. Podczas niego piosenkarz po fragmencie The air is so cold here/It’s so hard to breathe/We better take cover/Will you cover me?, pyta publiczność Will ya?, a w odopwiedzi słyszy jednogłośne YES!. W części instrumentalnej, Gahan wchodzi na wybieg, będący pomostem między artystą a fanami. Staje w miejscu, rozkłada szeroko ramiona i swoim tułowiem imituje ruch planety, nawiązując do teledysku Cover Me, wyświetlanego w trakcie trwania wykonania. Po chwili wokalista kuca na skraju podświetlonej ścieżki, wyciągając dłonie do widzów, szczerze uśmiechając się do nich i nawet prowadząc drobne rozmowy. Potem podnosi się i znika ze sceny, a ‘prowadzenie’ przejmuje Martin.

Ekran pokrywa rysunkowa czerwona flaga, wielki niebieski reflektor podświetla od tyłu gitarzystę, śpiewającego akustycznie Insight (Ultra, 1997). Publika jest zahipnotyzowana występem Gore’a, którego urok wprowadził chwilę oddechu i wyciszenia, pośród imprezowego szaleństwa. Kończąc frazą You gotta give love, powtarzając ją kilkukrotnie, najpierw słuchacze nie powtarzali za muzykiem, dopiero po zakończeniu utworu, tłum w kółko wykrzykiwał ostatni wers. To zachowanie niezwykle urzekło Martin’a i cały zespół, który dziękował wszystkim kilkukrotnie za zaangażowanie w koncert. Home (Ultra, 1997) chwyciło za serce tak samo, jak i poprzednia kompozycja z tym, że tym razem gitarzysta wyszedł nawet na wybieg, by zamienić się w dyrygenta tłumu. Z gitarą przewieszoną przez siebie, wymachiwał ramionami i radośnie śpiewał woo-oo, pokazując odpowiednią melodię. Jeszcze długo po tym, jak muzycy skończyli Home, ‘chórek’ nie ustępował. Martin przejęty dyrygował z każdej strony sceny.  W trakcie nieprzerwanych śpiewów wyszedł Dave, równie urzeczony, co reszta grupy. Pod koniec występu pojawiły się m.in. Where’s the Revolution, fantastyczne Everything Counts, legendarne Enjoy the Silence  i Never Let Me Down Again uzupełnione szalonym machaniem rąk całej areny. Tak zakończyła się oficjalna część występu. Depeche wyszli jeszcze na bis, gdzie zagrali kilka utworów, a klasycznie na koniec zostawili Personal Jesus.

Było to moje pierwsze spotkanie z Depeche Mode i nadal nie mogę wyjść z podziwu dla niedzielnego show. Koncert jest precyzyjnie przygotowany. Oświetlenie, współgrające z grą muzyków. Grafiki, teledyski, czy specjalne filmy, uzupełniają każdy kawałek, a przede wszystkim artyści, którzy mimo swojego wieku nieustannie zachwycają swoją pasją, energią i tym, że wciąż od kilkudziesięciu lat koncertują i tworzą nową muzykę.

Tags
Show More

Antonina Tucka

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Damski odpowiednik Baby ('Baby Driver') - nie rozstaje się ze swoimi słuchawkami. Na co dzień uwielbia kadrować rzeczywistość. Jest AF - Anonimową Filmocholiczką. Wychowana na Dire Straits, Pink Floyd, U2, The Police. Oddana twórczości Cohen'a. Fanka OneRepublic, Mumford&Sons, Alabama Shakes, Imagine Dragons, Passenger, The Lumineers, Emeli Sandé, Alicii Keys, Selah Sue, a nawet Harry'ego Styles'a. Kocha muzykę przez pop, reggae, funk, soul, rock po jazz i muzykę klasyczną.

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close