Dział Publicystyka Depeche Mode - Delta Machine (2013), recenzja Magdy Sieprawskiej

Depeche Mode – Delta Machine (2013), recenzja Magdy Sieprawskiej

13 krążków na koncie i rzesze fanów na całym świecie to całkiem niezły wynik. Utrzymywać się na topie przez niemal 33 lat – za to również należy się szacunek. Czy po tylu latach Depeche Mode muszą coś komuś udowadniać? Zdecydowanie nie.

Nowy album Depeche Mode jak na moje oko nie bardzo zachwycił krytyków. Spodziewano się nie wiadomo jakiej rewolucji, a tu na Delta Machine czuć przecież, że muzycy idą z duchem czasu i proponują aktualne trendy w postaci elektroniki, ale i nie szczędzą też surowego typowo depeszowego brzmienia. Wszystko jest na nim jednak ze zdrowym umiarem, nie znajdziemy na nim przesadzonych dupstepowych kawałków, ani brudnych ciężkich gitar. David Gahan i spółka wypracowali już swój własny styl, który się kocha i którego się trzymają od lat –  to dobrze, a że próbują zaproponować słuchaczowi pewną świeżość – to również wychodzi im na plus, ponieważ granie tego samego od 30 lat przyprawiło by fanów o znudzenie, lecz co poniektórzy chyba tego nie zauważyli.

Depeche-Mode

Początkowo można sądzić, że na tym krążku brak typowego przeboju, jednak wątpię, że jest osoba, której po jego przesłuchaniu nie utkwiło w głowie świetne synthpopowe Should Be Higher czy genialne Soothe My Soul. No właśnie, według mnie to murowane hity, bez których koncerty od teraz się już nie obejdą. Również singlowego, spokojnego Heaven długo nie wygonimy z naszej podświadomości. Tak jak już wspominałam Depeche Mode blisko obcują na tej płycie z elektroniką, czego doskonałym przykładem są pełen niepokoju Secret to The End oraz My Little Universe. Ze świetną bluesową gitarą spotykamy się w Slow i Goodbye, a w Soft Touch/ Raw Nerve mamy znów synthpop na niezłym poziomie, którym zdecydowanie nie pogardzą Ci starsi fani grupy. Trio lubi słuchacza wprowadzać w trans i stopniowo obnażać przed nim utwory, tak jest i w rozpoczynającym płytę Welcome To My World, który rozkręca się dopiero po 1,5 minucie oraz w Angel gdzie wybuch następuje mniej więcej w tym samym czasie. Są również takie, które utrzymują nas w niepewności przez cały czas, aż do końca. To właśnie w The Child Inside mamy wrażenie, że już za chwile będzie wielkie BUM, jednak nagle ktoś ukraca nasze przewidywania i wraca do monotonii, która trwa tak przez ponad 4 minuty.

Panowie tym albumem udowadniają, że można tworzyć coś co podaje się fanom od lat, ale być przy tym na czasie i nie zanudzać. Jeśli ktoś myślał, że grupa nagle zmieni stylistykę to po prostu grubo się mylił. Panowie prezentują po raz kolejny to co wychodzi im najlepiej w pewnym odświeżeniu, dzięki czemu przyjemnie jest do Delta Machine wracać ponownie. Zdecydowanie jest to dobra płyta, która z pewnością sprawdzi się na koncertach. W Polsce także – 25 lipca, Stadion Narodowy; 24 lutego 2014 roku, Atlas Arena, Łódź. Tej drugiej daty bardzo, bardzo nie mogę się już doczekać!

Depeche Mode - Delta Machine

Magdalena Sieprawska
Magdalena Sieprawska
Uczennica IV LO w Krakowie. Muzyka wypełnia każdy jej dzień, indie rock, alternatywa - od Franz Ferdinand poprzez Crystal Fighters i Coldplay, od Hey poprzez Two Door Cinema Club, Oasis i wiele, wieele innych ;)

Popularne

5 KOMENTARZE

  1. Pod wrażeniem wciąż jestem, że tyle lat kariery i wciąż takie sukcesy. :) Heaven nie lubię, bo jest ograne w radio do granic możliwości, ale Soothe jest fajne.

  2. Soothe My Soul to miód dla mojej duszy <3 to naprawdę dobra płyta, sama się zaskoczyłam, bo nie znam i nie śledzę ich wcześniejszej twórczości. Ale wszyscy tak się zachwycali, że sięgnęłam.

    PS: Autorem jest Magda, zdjęcie jest Łukasza, a na dole w ogóle jest o Łukaszu, jak to jest więc w końcu? :D

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.