Mam ogromną słabość do deadmau5a – uważam go za muzyka piekielnie zdolnego, pełnego wyobraźni i bezkompromisowego. Jego charakterystyczny styl i nieszablonowe podejście do muzyki elektronicznej zagwarantowały mu pozycję w branży oraz liczne wyróżnienia. Nowy, długo wyczekiwany album kanadyjskiego dj-a ujrzał światło dzienne w czerwcu 2014: Dwie płyty, dwa długie mixy, 25 nowych utworów. while (1<2) to coś, z czego jestem dumny – ogłosił muzyk na Twitterze. Czy deadmau5 rzeczywiście ma powody do dumy?

Powiem tak: na dwoje babka wróżyła. Postawiłam sobie dość trudne zadanie zrecenzowania tej płyty, bowiem deadmau5 jest muzykiem niezwykle trudnym do rozgryzienia, bardzo tajemniczym i nieprzewidywalnym. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po while (1<2), bo z tej płyty słyszałam jedynie premierowy singiel Avaritia – to nagranie typowe dla Zimmermana i przypadło mi do gustu. Byłam więc przekonana, że usłyszę utwory w stylu mojego ulubionego albumu, 4×4=12, a tu… niezła niespodzianka.

while (1<2) to płyta bardzo nierówna i tyczy się to zarówno zawartości muzycznej, jak i doboru utworów. Nagrania z tego albumu są zdecydowanie spokojniejsze, znacznie bardziej stonowane, niż dotychczasowe płyty. Powiedziałabym nawet, że najnowszy krążek jest niezwykle smutny, a to dość spora zmiana u deadmau5a – pojawiło się wiele partii granych jedynie na pianinie, gdzieniegdzie brzmienie gitary. Obecnych jest również wiele utworów przejściowych (by nie nazywać ich „zapychaczami”), nieco krótszych kompozycji, które w zasadzie nic nie wnoszą na płytę. Takimi kawałkami są np. Coelacanth I, Invidia czy Coelacanth II.

Pierwsza część to (teoretycznie) elektronika bardziej klubowa: świetny, dynamiczny początek w Avaritia, deadmau5 jakiego znamy w My Pet Coelacanth czy żywy i taneczny Phantoms Can’t Hang. Cała reszta płyty jest, niestety, zbiorem bardzo dziwnie dobranych utworów. Każdy z nich jest inny, a brzmienia te nie do końca zostały dobrze połączone. Czasem utwór zapowiada się na spokojny, nagle jakby znikąd pojawia się beat (Gula), szeptane słowa wprowadzają elementy grozy (Somewhere Up Here), pojawiają się też hip-hopowe niemalże wstawki połączone ze smutnym pianiem (Creep). Z kolei utworu Pets spodziewałabym się bardziej po Calvinie Harrisie, a Mercedes po Benassi Bros. Nie tej płycie nie znajdziemy imprezowych hymnów w stylu Bad Selection, Ghosts’n’Stuff czy Strobe.

Na drugiej zaś części syntezatory jakby zamilkły, ustępując miejsca spokojnym, klawiszowym kompozycjom. 3/4 utworów to propozycje w stylu ambient / chillout – są to np. Superbia, Monday, Bleed czy Ira i… brzmią one naprawdę dobrze. Nie spodziewałam się, że Zimmerman może nagrywać takie kawałki, lecz jest to raczej pozytywne zaskoczenie. Do moich ulubionych utworów należą Seeya, Rlyehs Lament, Monday i A Moment To Myself.

Nie da się jednak ukryć, że na while (1<2) obecne są przesadne dłużyzny i nie wiadomo, co z tym fantem zrobić. Przeciągnięte do maksimum wolniejsze partie psują dynamikę utworów, rozbijając je – tak dzieje się na przykład w My Pet Coelacanth, Infra Turbo Pigcart Racer czy Phantoms Can’t Hang. Ponadto nie mogę oprzeć się wrażeniu, że deadmau5 jedynie bawi się syntezatorami, testuje ich brzmienie. Niektóre kompozycje brzmią tak, jakby było ledwo zaczęte, ale autorowi zabrakło pomysłu na dopracowanie ich. Utwory wyglądają na niedokończone, a gdy deadmau5owi wyczerpała się inwencja twórcza, ścieżka dźwięku po prostu rozmywa się i zanika. I to zapewne nie dlatego, że nie zna możliwości technicznych sprzętu, na którym pracuje – myślę, że zawiodło ostateczne miksowanie albumu.

Gdyby while (1<2) zostało wydane jako demo, zrozumiałabym tę surowość brzmienia ścieżek. Od muzyka takiego jak Zimmerman oczekiwałam jednak nieco lepszego pomysłu na album i wiem, że stać go na więcej. Niestety, płyta brzmi tak, jakby nagrano ją od niechcenia i bez polotu. Jeśli w 2015 roku deadmau5 szykuje nam jakąś niespodziankę… niech lepiej będzie dobra.

deadmau5 - While(1 2)