David Guetta – 7 (2018), recenzja Dominiki Możdżeń

Siedem to w pewnym sensie numer magiczny i pełen perfekcji. Taką symbolikę przestawia się od wieków. To też jeden z powodów, dlaczego nowy album Davida Guetty nosi tytuł 7. Ale czy to taki ideał?

Na pewno jest pełen dobrego, pozytywnego brzmienia. I oczywiście znanych artystów na featach. Począwszy od G-Eazy’ego, a skończywszy na Jasonie Derulo. Mamy tutaj więc sporo różnorodności, dzięki której każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Jasne, są kawałki lepsze i gorsze, ale całość raczej nie rozczarowuje.


Jak przystało na jednego z najbardziej mainstreamowych DJ-ów na świecie, zakładam, że większość utworów usłyszymy za niedługo w radiach. O ile już nie usłyszeliśmy, bo znaczna część została wypuszczona nawet kilka miesięcy temu. Przyznam, że dużo z nich krąży też po moich składankach.  W końcu nadają się  zarówno do słuchania w domu, jak i do rozkręcenia imprezy. I, tak jak wspominałam wcześniej, są bardzo zróżnicowane.

Mamy tu oczywiście wielu popowych wokalistów. Na przykład na singlach takich jak Don’t Leave Me Alone z Anne-Marie czy 2U z Justinem Bieberem. Bardziej zaskakujący był dla mnie kawałek Motto utrzymany w hiphopowym stylu. Zdecydowanie wyróżnia się na tle typowych hitów Guetty. Dla mnie na plus.


Ale skoro już mowa o niespodziankach, pewnie wielu z was zdziwi widok pewnego nazwiska na trackliście. Mnie osobiście najpierw zszokował sam fakt, że album zawiera aż 27 utworów. Moja pierwsza myśl? Nie ma szans, żeby utrzymać wysoki poziom, całość będzie nudna. Otóż nie. Po przesłuchaniu pierwszej części płyty, okazało się, że David Guetta zwyczajnie zniknął. Na jego miejscu pojawił się za to Jack Back. A razem z nim totalnie inna dawka energii.

Kim zatem jest ten tajemniczy artysta i jak znalazł się na płycie? Jak się okazuje, nie jest to nikt nowy. Mamy tu do czynienia ze zwyczajnym pseudonimem. Wszystko po to, żeby w pewnym sensie odgrodzić się od tej modnej muzyki. Sam Guetta twierdzi, że chciał wrócić do tego, od czego zaczął.  Także tutaj musimy skupić się nie na artystach, z którymi współpracował, a konkretnie na bitach. Moim zdaniem, całkiem udanych. Polecam przede wszystkich miłośnikom klubów, w których króluje techno. Back and Forth czy What 2 Say na pewno przeniosą was w takie klimaty.

Całej reszcie, której jednak preferuje radiową wersję, pozostaje aż 15 utworów. Wyróżnia się tu przede wszystkim Sia, którą usłyszymy w dwóch kawałkach: Light Headed oraz Flames. Wspólne nagrania z tą wokalistką zawsze podbijają listy przebojów i myślę, że teraz skończy się tak samo. Przepisem na sukces od jakiegoś czasu okazują się też hiszpańskie piosenki. Czy będzie tak w przypadku Para que te quedes? Moim zdaniem latynoskie rytmy nadadzą się nawet na chłodniejsze dni. Właściwie to jak cały ten album.


Także muszę przyznać, że David Guetta cały czas zaskakuje. Nawet mimo tego, że na scenie gra już od wielu lat. I mówiąc, że 7 to dla niego ważny projekt, na pewno nie zawiódł ani siebie, ani fanów. Nic dziwnego, że jego kawałki tak często pojawiają się na szczytach list przebojów. DJ po prostu daje z siebie wszystko i widać, a raczej słychać, że po prostu jest w tym świetny. Najnowszy, siódmy album w jego karierze, bardzo dobrze to odzwierciedla. Wiem jedno. Guetta na pewno będzie błyszczał na moich playlistach.

7
  • Data premiery:
  • Wytwórnia:What a Music, Parlophone, Warner
  • Gatunek:pop, house
  • Single: 2U, Flames, Don't Leave Me Alone, Goodbye,Drive
Najlepsze utwory: 2U, Flames
Najsłabsze utwory: I'm That Bitch

Najświeższe artykuły

oceny

OCENA KOŃCOWA AUTORA RECENZJI

  • 7/10
    Ocena końcowa - 7/10
7/10

autor recenzji

Sprawdź nasze inne

Recenzje