Dział NewsDział PublicystykaFelietony

Dalida. W muzyce odnosiła wielkie sukcesy, w życiu prywatnym była nieszczęśliwa

Gdy patrzymy na gwiazdy z pierwszych stron czasopism, myślimy sobie, że ich życie usłane jest różami. Sukces muzyczny bowiem przekładamy także na osobisty, a ten okazuje się często inny niż sobie wyobrażamy. 

Do kin trafił film Dalida. Skazana na miłość. Opowiada on o wielce utalentowanej wokalistce Dalidzie, popularnością przypominającej dzisiejsze dokonania Beyonce, Adele czy Celine Dion. Każdy jej singiel okazywał się wielkim sukcesem, każda jej płyta zaraz po premierze pokrywała się złotem lub platyną, a każdy jej koncert wyprzedawał się w oka mgnieniu (francuska Olympia była nią zachwycona). Włoszka była bardzo płodną wokalistką, śpiewała nie tylko po francusku i włosku, ale także po niemiecku, arabsku, hiszpańsku, angielsku czy flamandzku. Jej sława sięgała całego świata, nawet długo nieprzychylne jej Stany Zjednoczone w końcu poznały się na jej talencie. Na całym świecie jej płyty sprzedawały się w niebagatelnym nakładzie 170 milionów egzemplarzy. To dla niej została utworzona specjalna nagroda Diamentowej Płyty za 25 lat sukcesów. Uchodzi nie tylko za propagatorkę stylu disco we Francji, ale również za bardzo utalentowaną aktorkę.

Niezwykle udane życie zawodowe nie przeniosło się jednak na sukcesy w jej życiu prywatnym. Poznany podczas muzycznego przesłuchania dyrektor rozgłośni Europe 1, Lucien Morisse, stał się nie tylko jej pierwszym muzycznym mentorem, ale również prawdopodobnie pierwszą miłością. To dzięki niemu Dalida wypłynęła na szerokie wody w muzyce, a utwór Bambino najpierw podbił Francję, a później także dalszą część Starego Kontynentu. Wokalistka pragnęła sobie z nim ułożyć życie i tak też planowo się stało. Burzliwe życie kochanków przeniosło się na ślubny kobierzec, by po kilku miesiącach po ich związku nie pozostało za wiele. Przestało im się układać, a poznany podczas festiwalu w Cannes Jean Sobieski stał się bezpośrednim powodem rozstania. Pochodzący z polskiego rodu arystokratycznego malarz, zwrócił uwagę wokalistki jednak na krótki czas, by ostatecznie ich drogi ponownie miały się rozejść. Jak potem mawiał, sama zainteresowana chciała kochać obu mężczyzn naraz. Jako Dalida uwielbiała Luciena, jako Iolanda Jeana. Nie dało się tego jednak pogodzić.

W 1967 roku nawiązała bliższą znajomość z włoskim muzykiem Luigim Tenco. Ich wspólne życie układało się aż do festiwalu w San Remo. Oboje wystąpili na scenie festiwalowej, występ Włocha jednak okazał się całkowitą klapą i nawet nie zakwalifikował się do finału konkursu. Młody wokalista załamał się chłodnym przyjęciem utworu Ciao amore ciao i kilka dni po sromotnej klęsce zastrzelił się w hotelowym pokoju. To wydarzenie mocno odbiło się na samej Dalidzie, która miesiąc po tragedii sama targnęła się na swoje życie połykając tabletki nasenne. Mimo szybkiego ratunku lekarzy, ślad na psychice pozostał jej jeszcze na długo. Zmagała się z depresją i cierpieniem, próbowała zatracić się w intensywnym nagrywaniu i koncertowaniu. Nawiązała także romans z 18-letnim wówczas studentem, z którym zaszła w ciążę. Wokalistka postanowiła jednak dokonać aborcji i zerwać kontakt z młodym kochankiem. Bała się, że jej partner nie będzie gotowy na wychowanie dziecka, gdyż sam nim jeszcze jest. To wydarzenie przekreśliło jednak jej wielkie marzenie o dziecku w przyszłości. Aborcja spowodowała u niej komplikacje, przez co stała się bezpłodna, a to uniemożliwiło jej szanse na zajście w ciążę w przyszłości. Wkrótce dotarła do niej także wiadomość, że jej pierwszy mąż popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę. Długo się za to obwiniała.

Burzliwie przeżyła także romans z Richardem Chanfreyem, nazywanym hrabią de Saint – Germain. Intensywny związek i namiętność wypaliły się jednak po kilku latach, a Dalida odeszła od niego w 1981 roku. Samozwańczy artysta popełnił dwa lata później samobójstwo z nową kochanką, trując się spalinami samochodowymi. Sama wokalistka miała potem kilka krótkich jeszcze romansów. Z żadnym nie była już na dłużej, wciąż poszukiwała prawdziwego szczęścia, którego już nie osiągnęła.

W maju 1987 roku ubrała starannie uprasowaną koszulę nocą, uczesała się i umalowała, jakby wychodziła na bal. Następnie położyła się do łóżka, połykając 120 tabletek nasennych i popijając je ulubioną whiskey. Zgasiła lampkę, przy której świetle zawsze zasypiała. Złe doświadczenia z dzieciństwa powodowały, że bała się zasypiać w ciemności. Aż do teraz. Już się nie obudziła. Zostawiła po sobie wiele pięknych piosenek z ciepłym głosem. Napisała też krótki list: Życie stało się dla mnie nie do zniesienia. Wybaczcie mi.

Tags
Show More

Łukasz Jaćkiewicz

Fan muzyki alternatywnej, dobrego bitu i niespotykanej wrażliwości. Szukający nowych wrażeń, alternatywnych perełek i ludzi z pasją. Najbliższe są mu klimaty R&B, ale jest otwarty na wiele innych, ciekawych gatunków. Swoje wolne pięć minut przeznacza na realizację swoich pasji, bieganie, tworzenie własnych tekstów i spędzanie czasu z przyjaciółmi.

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź również

Close
Close