Czesław Śpiewa - Czesław Śpiewa & Arte dei Suonatori
  • Data premiery:
    03 03 2017
  • Wytwórnia:
    Mystic Production
  • Gatunek:
    pop, muzyka klasyczna, rock, muzyka alternatywna
  • Single:
    Mam trzy latka
Najlepsze utwory:
Lokomotywa, Na straganie
Najsłabsze utwory:
Kaczka Polaczka, Na wyspie Bergamocie

Trzy lata temu otrzymaliśmy od Mozila płytę, która odbiła się szerokim echem i wzbudziła wiele kontrowersji – tą płytą była oczywiście Księga Emigrantów. Kilka dni temu na półkach sklepowych pojawił się następca Księgi, czyli album nagrany z zespołem Arte dei Suonatori. Oczywistym jest fakt, że jest to kontynuacja obranej na poprzednim krążku drogi, ale czy ta droga jest właściwa? A może lepiej już skręcić i pożegnać się z emigracyjną tematyką?

Czesław Śpiewa to zespół w naszym kraju niezastąpiony – to zdanie, owszem, kipi patosem i pachnie kiczem, ale czy właśnie tak nie jest? Oczywiście, że tak właśnie jest. Od momentu wydania jego debiutanckiej płyty (był to 2008 rok) nie pojawił się na naszym rynku nikt równie wyrazisty, nikt z równie sprecyzowanym wizerunkiem, nikt z równie ciekawym i wizjonerskim podejściem do muzyki, tekstów, ale przecież i śpiewu. Dlatego właśnie z wielką ciekawością włączam każdą kolejną jego płytę, ale jednocześnie smuci mnie fakt, że Mozil ewidentnie złapał delikatną zadyszkę – czuć ją wyraźnie na najnowszym wydawnictwie. Oczywiście kooperacja z zespołem Arte dei Suonatori to pomysł trafiony w dziesiątkę (przecież artysta zdradzał już zapędy w stronę muzyki klasycznej i dawnej chociażby na płycie Czesław Śpiewa Miłosza), tak samo trafionym pomysłem jest dalsza współpraca z tekściarzem Michałem Zabłockim, ale jednak całość jest nieco męcząca i mocno nadmuchana.

W sferze tekstowej słyszymy na płycie tak dobrze znane nam z dzieciństwa wiersze – Na straganie Jana Brzechwy, Lokomotywa Juliana Tuwima, czy Wyznanie wiary dziecięcia polskiego Władysława Bełzy które jednak zostały wywrócone do góry nogami i pod wpływem pióra Zabłockiego, przepisane tak, by odpowiadały problemom i opowiadały o problemach współczesnego społeczeństwa. Jaki mamy efekt tego zabiegu? Literacko brzmi wszystko naprawdę bez zarzutu, ale mam duży problem ze słuchaniem tekstów, które opowiadają o tak już przegadanych problemach. Jednym zdaniem – mimo że Zabłocki z pewnością napocił się przy pisaniu tekstów, to przecież to wszystko już było. Bo ile można mówić o problemach emigrantów? Bo ile można mówić o hipokryzji emigrantów zagranicą (Mam trzy latka), o micie wspaniałego życia zagranicą (Na wyspie Bergamocie), albo o kłamstwach polityków (Kłamczucha)? Mimo tej ironicznej i dobrze skonstruowanej formy, treściowo płyta kuleje – niestety, bo przecież teksty zawsze były jedną z najmocniejszych stron Czesława Śpiewa.

Na szczęście w warstwie muzycznej można bez problemu nadrobić niedobory Mozila z najlepszych czasów. Utwory zawarte na krążku to świetne połączenie, wspomnianej już, muzyki klasycznej z elektroniką, popem, ale również rockiem – czyli po prostu mamy do czynienia z unikatową hybrydą, do której artysta zdążył nas już przyzwyczaić. Najlepszymi momentami na krążku są piosenki Na straganie oraz Lokomotywa. W pierwszy z nich smyczki świetnie współgrają z elektroniczną perkusją, ale również zakończenie z mocniejszym brzmieniem idealnie pasuje w tym właśnie momencie. Drugi utwór to smutna ballada z marszową perkusją, zawodzącymi smyczkami i przepiękną, smutną linią melodyczną. Z resztą koniecznie trzeba podkreślić fakt, że wokalnie płyta stoi na najwyższym poziomie – kiedy trzeba, to Mozil śpiewa delikatnie (Kaczka Polaczka), a kiedy trzeba, to Mozil potrafi krzyknąć (Na wyspie Bergamocie), zachowując przy tym charakterystyczną manierę i wrażliwość. Płytę kończą dwie wariacje – pierwsza oparta na JesieniCzterech Pór Roku Vivaldiego i druga oparta na Ach, daß ich Wassers gnug hätte Johanna Christopha Bacha I.

Czesław Śpiewa & Arte dei Suonatori na pewno nie trafi na półkę z moimi ulubionymi płytami, ale też nie skreślam tego krążka zupełnie. Myślę, że największym problemem tego albumu jest to, że w rzeczywistości, która bombarduje nas polityką i gigantycznymi problemami społecznymi, Mozil z zespołem dokłada do tego swoją, kolejną już, cegiełkę. I gdyby to nie był zwyczajny opis rzeczywistości i mówienie rzeczy, o których już od dawna wiemy, ale próba załatania tej wielkiej dziury, którą sobie zafundowaliśmy, to z pewnością bym przyklasnął. Niestety tak nie jest, a ja chyba po prostu mam już dość publicystyki w muzyce.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNowe ogłoszenia Open’er Festival
Następny artykułFryderyki 2017: znamy wszystkie nominacje