Crystal Fighters – Everything Is My Family (2016), recenzja Michała Szuma

Wielonarodowościowy skład zespołu niemal z automatu implikuje zupełnie inne podejście do muzyki. Poczynając od płaszczyzny wychowania, poprzez tradycję i kulturę, a na inspiracjach kończąc, każdy członek ma coś do powiedzenia, a każde takie „coś” jest oryginalne i jednocześnie odmienne od innych. Nie inaczej wyglądało to w przypadku Crystal Fighters, gdyż szeroka perspektywa spoglądania na świat była do tej pory ich znakiem rozpoznawczym. Niestety: czas przeszły nie został użyty przypadkowo.

Recepta na głód? Cukry proste.

Zacznijmy jednak od początku, kiedy wszystko wydawało się piękne i cudowne. Po sukcesie dwóch poprzednich albumów, Wojownicy znajdowali się w bardzo sprzyjającej pozycji. Grupa oddanych fanów jest tego głównym wyznacznikiem, ale wiązało się to również z dość ciepłym przyjęciem przez krytyków. Co więcej, początek obcowania z najnowszym dziełem muzyków, czyli Everything Is My Family, zupełnie nie zwiastował nadchodzącego apogeum marności.

All Night, bo to własnie ta piosenka została wybrana na pierwszy singiel, jest co prawda mocno przesłodzonym utworem, ale spokojnie można założyć, że wpisuje się w pewną konwencję filozofii tworzenia muzyki przez Crystal Fighters. Niewinnie brzdąkające struny w połączeniu z lekkim bitem i nielicznymi przeszkadzajkami tworzą sporą przestrzeń muzyczną, a stąd już blisko do polubienia danego utworu. Takie jest właśnie All Night: po prostu nie da się go nie lubić.

Staropolskie powiedzenie mówi jednak, że co za dużo, to nie zdrowo. I trudno się z nim nie zgodzić, bo jeżeli ktoś serwuje nam co trzy i pół minuty truskawkowe lody z bitą śmietaną, polewą czekoladową i kolorową posypką, a całość okrasza cukrem pudrem, to nawet najzagorzalszy fan słodkości w pewnym momencie powiedziałby „dość”. Za pierwszym czy nawet drugim razem może i byłoby przyjemnie, ale porcja od szóstej wzwyż stanowiłaby zapalnik do przeróżnych ekscesów żołądkowych.

Przenosząc powyższe porównanie na grunt muzyki zawartej na Everything Is My Family, warto zacząć od mocno popowego charakteru albumu. Dokonania grupy z dwóch poprzednich płyt to wielogatunkowa mieszanka inspiracji muzyką świata, dlatego dziwi fakt, że nowe dzieło tak bardzo odbiło w stronę stricte jednego rodzaju. Wszelkie naleciałości z klimatów rockowych, jak chociażby kawałek Fly East, są niczym nie znaczącymi fragmentami, a w niektórych przypadkach wydaje się, że są one tam wstawione na siłę. Nie czuć w tym żadnej przyjemności czy polotu – ot taka sztuka dla sztuki.

Natomiast co się tyczy samego popu, to być może nie byłoby to głupie rozwiązanie, ale podejście Kryształowych muzyków do tematu zupełnie do mnie nie przemawia. W jednym ze swoich tekstów wspominałem już, że pop dzieli się na chamski i znośny, dlatego usytuowanie tego krążka jest chyba oczywiste. Pierwszą sprawą, wywołującą krwawienie z moich uszu, jest ten koszmarny autotune, który gdzieniegdzie straszy swą upiornością. Kumulacją w tej materii jest utwór Live For You. Znacie to uczucie, gdy ktoś ryje paznokciem o kredową tablicę? Słuchanie Live For You jest sto razy gorsze.

Inny koszmar rodem z dreszczowców Hitchcocka, to kwestia samych produkcji. Są one przepełnione nieuzasadnionymi syntezatorami, dziwnymi partiami rytmicznymi czy niejednokrotnie nudnymi gitarami. Wokale, które mogłyby w pewien sposób uratować sytuację, są bardzo monotonne, nie wznoszą się na jakieś szczyty, a do tego nieraz zwyczajnie męczą swą bezbarwnością. Wszystko to skumulowane brzmi jak przemielony sygnał nadawany przez najpopularniejsze stacje radiowe. Niby czasami ma to jakiś rytm, jakiś pomysł, ale wszystko umiera już w zarodku.

Podsumowanie, choć krótkie i dobitne, może być tylko jedno: trochę szkoda, że ta płyta w ogóle ujrzała światło dzienne. Trzeba sobie jasno przyznać, że nie wnosi ona żadnej nowej jakości do muzyki, więc stanowi jedynie ciekawostkę dla najbardziej oddanych fanów Crystal Fighters. Jeżeli nie przekonały Was poprzednie produkcje Kryształowych, to dla odmiany Everything Is My Family może bardzo łatwo zniechęcić.