Coldplay – Live in Buenos Aires (2018), recenzja Nikoli Niny Skopowskiej

Można ich kochać, można nienawidzić, ale jedno trzeba przyznać- Coldplay wie jak sprawić, że stadiony pękają w szwach. Nie było inaczej w Buenos Aires, gdzie został nagrany album.

Brytyjski zespół z Chrisem Martinem na czele uważa się za jeden z najsławniejszych zespołów na świecie. Mogą się pochwalić olbrzymią liczbą fanów na całym świecie, jednocześnie na swoją popularność pracowali latami. Ich początki przypadają na rok 2000, kiedy to wydali pierwszą płytę. Od tego czasu przybyło im nie tylko wielu fanów, ale też wiele nagród. Na przestrzeni lat też zmieniał się styl w jakim tworzą, ale jedno się nie zmieniło: serce wkładane w to co robią.

W tym roku zespół postanowił zrobić przerwę, ale zanim do tego doszło w 2016-2017 roku wyruszyli w olbrzymią światową trasę
A Head Full Of Dreams World Tour promującą album o tym samym tytule.

Podczas trasy koncertowej zespół wykonał aż 122 koncerty, odwiedzając przy tym różne zakątki świata. To właśnie podczas tej drogi Coldplay odwiedził warszawski stadion narodowy. Łącznie podczas koncertów na widowni zasiadło 5,5 miliona fanów, słuchając tej płyty można jedynie pozazdrościć.

Buenos Aires to ostatni przystanek A Head Full Of Dreams World Tour, jednak ilość energii towarzyszącej występowi wcale na to nie wskazuje. 15 listopada 2017 roku w stolicy Argentyny można było usłyszeć kompozycje z ostatniej płyty, takie jak: A Head Full Of Dreams, Hymn For The Weekend, czy Up&Up, ale też znane wszystkim Magic, Yellow oraz A Sky Full Of Stars.

Jednak wiele z nich można było usłyszeć w nietypowym wykonaniu. Tak właśnie w utworze Paradise. Płytowa wersja jest znana chyba każdemu, kto chociaż raz włączył radio w okresie letnim. Jednak podczas występu został on jednak przedłużony i urozmaicony o zremixowaną końcówkę, co bardzo ożywiło, ale też dodało innego brzmienia całości, a stadion zamienił się w jedną wielką imprezę. Widać było, że zespół nie boi się bawić tym co robi, a też występowanie sprawia im wielką przyjemność.

Kolejnym problemem tego typu nagrań jest bardzo głośna publiczność. Choć jest wiele przykładów, gdzie udało się nagrać wokal wyraźnie, mimo niesprzyjających warunków. Tutaj jednak coś poszło coś nie tak. Słuchając albumu w niektórych momentach ciężko wręcz wychwycić głos Chrisa Martina. Oczywiście nagranie płyty w takich warunkach jest ciężkie, jednak wiedząc to powinno się szczególnie zwrócić na takie szczegóły uwagę.

Jako iż jest to nagranie koncertowe, nie brakuje fragmentów rozmowy z publicznością. Nie można wątpić w charyzmę Chrisa Martina, jednak większość monologów jest po hiszpańsku. Pewnie nie będzie to przeszkadzać części fanów pochodzących z krajów hiszpańskojęzycznych, albo potrafiących ten język. Jednak reszta świata może jedynie próbować domyśleć co w danym momencie chciał przekazać frontman w danym momencie.

Co jednak jest nie do opisania, to energia bijąca z tych nagrań typowa dla wykonań koncertowych. Z tych wręcz bije szczęście przebywających tam osób. Publiczność wykrzykująca wszystkie teksty piosenek, znająca je na pamięć, reagująca na każde słowo, to coś o czym może marzyć niejeden artysta.

Mimo niektórych niedociągnięć, jest to album magiczny. Można powiedzieć, że w pewien sposób jest to najlepsze zaproszenie na koncerty Coldplay, jednocześnie też pewnie wielka sentymentalna podróż dla każdego, kto miał okazje zobaczyć ich na żywo.

Live in Buenos Aires
  • Data premiery: 07 12 2018
  • Wytwórnia:Parlophone/Warner Music Poland
  • Gatunek:Alternative/Indie pop
  • Single:
Najlepsze utwory: Magic, Paradise
Najsłabsze utwory: Fix You

Popularne

oceny

  • 7.9/10
    Ocena końcowa - 7.9/10
7.9/10
Sending
User Review
0/10 (0 votes)

autor recenzji

Nikola Nina Skopowska
Uczennica liceum plastycznego w kierunku fotografii, z sercem pełnym muzyki i otwartym na nowe, ciekawe brzmienia.

Sprawdź nasze inne

Recenzje