Dział PublicystykaRecenzje

CHVRCHES – Love Is Dead (2018), recenzja Zuzanny Rubaszewskiej


CHVRCHES - Love Is Dead
  • Data premiery:
    25 05 2018
  • Wytwórnia:
    Glassnote
  • Gatunek:
    synth pop
  • Single:
    Get Out, My Enemy, Never Say Die, Miracle
Najlepsze utwory: Miracle, Heaven/Hell, God's Plan, Really Gone, ii, Wonderland
Najsłabsze utwory: My Enemy, Never Say Die

Po niecałych trzech latach od wydania ostatniego albumu, brytyjski zespół CHVRCHES wraca i krzyczy ‘Miłość nie żyje!’. Jednak czy coś kryje się pod tymi słowami? Nowy album grupy przysporzył mi więcej problemów niż myślałam. I nie mówię tu o interpretacji tytułu, bo odnosi się on do smutku jaki przekazuje nam krążek. Czy jednak sposób w jaki to robi jest dobry? Jak ten album wypada na tle poprzednich wydawnictw grupy? Na początku mogę powiedzieć jedynie – nie najlepiej.

Na początku trudno było mi się przekonać do stylu jaki prezentuje CHVRCHES, jednak po dwóch bardzo dobrych płytach – The Bones of What You Believe oraz Every Open Eye, doceniłam lekkość i oryginalność ich muzyki. Elektroniczne brzmienia są bardzo trudne do ujarzmienia, a oni opanowali to do perfekcji – łącząc je z głębokimi tekstami i tworząc niepowtarzalne kompozycje. Z tego właśnie powodu z niecierpliwością czekałam na najnowsze wydawnictwo grupy (po trzech latach przerwy!). Z lekką nutą rozczarowania muszę jednak przyznać, że Love Is Dead nie powaliło mnie na łopatki.

Znalezione obrazy dla zapytania chvrches love is dead

I choć CHVRCHES reprezentują synth pop, to właśnie popu jest tu za dużo. I nie chodzi tu o krytykowanie tego gatunku, bo choć jest mainstreamowy to można znaleźć w nim wielu wartościowych i wyjątkowych artystów. Jednak pop, w wydaniu jaki prezentuje nam zespół, jest nudny, powtarzalny i niczym się nie wyróżniający. Przynajmniej na większości utworów, szczególnie w pierwszej części albumu (o czym później). Coś czym stoi Love Is Dead, jak i każde wydawnictwo CHVRCHES to teksty. Przejmujące, poruszające – przekazujące głębokie przemyślenia, jak i ważne przesłania. A wszystko to podane w taki lekki i zwiewny sposób. Bez zbędnych ciężkich dźwięków, tylko tak jakby śpiewali o pięknie wschodzącym słońcu.

Wracając teraz do początku płyty – tak naprawdę przez pierwsze 20/30 minut jedyne, co dostajemy to nudne, nieszczególne electro, które nadaje się do puszczania w lepszych klubach, bo choć te kompozycje nie są idealne, to do poziomu rąbanek z dyskotek im daleko (w dobrym znaczeniu!). Istnieje jednak duża dysproporcja pomiędzy nimi, a końcową częścią albumu, która pokazuje jak wielki potencjał ma CHVRCHES. Tak naprawdę każdy utwór, począwszy od singlowego Miracle, a kończąc na zamykającym Wonderland (poprzedzonym krótkim, fortepianowym wstępem – ii) jest wyjątkowy, ukazuje synth pop z najlepszej strony – tej lekkiej, tanecznej, ale i delikatnej, subtelnej. To jest CHVRCHES, którego warto słuchać!

https://www.youtube.com/watch?v=e1YqueG2gtQ

Z drugiej (a w sumie trzeciej już) strony, dostajemy kawałki, których zdecydowanie nie chciałam usłyszeć. I nie chodzi tu nawet o niczym nie wyróżniające się kompozycje z początku płyty, ale o dwa utwory, które są dla mnie największym rozczarowaniem, a mówię tu o My Enemy (duecie z Matt’em Berninger’em) oraz singlowym Never Say Die. Obie piosenki to dla mnie nic innego, jak kawałki zmarnowanego potencjału – z ciekawym tekstem czy intrygującym początkiem. Żadna z nich nie pokazuje nic więcej, ani nie wykorzystuje i nie eksponuje swoich zalet, a uwypukla wady. Tym większe moje rozczarowanie, że to właśnie te utwory zostały wybrane na single promujące album.

Love Is Dead to w skrócie krążek niewykorzystanych szans, dużej dysproporcji i zgubionego stylu. Choć znajdziemy tu parę perełek to w ogólnym rozrachunku, szczególnie w porównaniu do poprzednich wydawnictw, wypada bardzo blado i nieciekawie. A szkoda, bo CHVRCHES mają ogromny potencjał i pomysł na siebie – mimo, że tu niestety go nie widać. Wierzę jednak, że po tym nie do końca udanym albumie zespół podniesie się i kolejne wydawnictwo powali nas na kolana. Bo oni zdecydowanie mogą to zrobić!

 

Tags
Show More


Related Articles

One Comment

  1. Do „Never Say Die” ostatecznie sie przekonalam, ale ogolne odczucia co do plyty mam podobnie zmieszane, ale tez dlatego, poniewaz poprzednie dwa albumy wysoko postawily poprzeczke. Jednak mimo wszystko, dzieki tej drugiej polowie plyty no i przede wszystkim tekstom daje ostatecznie plusika i mam nadzieję ze kawalki obronia sie na zywo ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.