Po niecałych trzech latach od wydania ostatniego albumu, brytyjski zespół CHVRCHES wraca i krzyczy ‘Miłość nie żyje!’. Jednak czy coś kryje się pod tymi słowami? Nowy album grupy przysporzył mi więcej problemów niż myślałam. I nie mówię tu o interpretacji tytułu, bo odnosi się on do smutku jaki przekazuje nam krążek. Czy jednak sposób w jaki to robi jest dobry? Jak ten album wypada na tle poprzednich wydawnictw grupy? Na początku mogę powiedzieć jedynie – nie najlepiej.

Na początku trudno było mi się przekonać do stylu jaki prezentuje CHVRCHES, jednak po dwóch bardzo dobrych płytach – The Bones of What You Believe oraz Every Open Eye, doceniłam lekkość i oryginalność ich muzyki. Elektroniczne brzmienia są bardzo trudne do ujarzmienia, a oni opanowali to do perfekcji – łącząc je z głębokimi tekstami i tworząc niepowtarzalne kompozycje. Z tego właśnie powodu z niecierpliwością czekałam na najnowsze wydawnictwo grupy (po trzech latach przerwy!). Z lekką nutą rozczarowania muszę jednak przyznać, że Love Is Dead nie powaliło mnie na łopatki.

Znalezione obrazy dla zapytania chvrches love is dead

I choć CHVRCHES reprezentują synth pop, to właśnie popu jest tu za dużo. I nie chodzi tu o krytykowanie tego gatunku, bo choć jest mainstreamowy to można znaleźć w nim wielu wartościowych i wyjątkowych artystów. Jednak pop, w wydaniu jaki prezentuje nam zespół, jest nudny, powtarzalny i niczym się nie wyróżniający. Przynajmniej na większości utworów, szczególnie w pierwszej części albumu (o czym później). Coś czym stoi Love Is Dead, jak i każde wydawnictwo CHVRCHES to teksty. Przejmujące, poruszające – przekazujące głębokie przemyślenia, jak i ważne przesłania. A wszystko to podane w taki lekki i zwiewny sposób. Bez zbędnych ciężkich dźwięków, tylko tak jakby śpiewali o pięknie wschodzącym słońcu.

Wracając teraz do początku płyty – tak naprawdę przez pierwsze 20/30 minut jedyne, co dostajemy to nudne, nieszczególne electro, które nadaje się do puszczania w lepszych klubach, bo choć te kompozycje nie są idealne, to do poziomu rąbanek z dyskotek im daleko (w dobrym znaczeniu!). Istnieje jednak duża dysproporcja pomiędzy nimi, a końcową częścią albumu, która pokazuje jak wielki potencjał ma CHVRCHES. Tak naprawdę każdy utwór, począwszy od singlowego Miracle, a kończąc na zamykającym Wonderland (poprzedzonym krótkim, fortepianowym wstępem – ii) jest wyjątkowy, ukazuje synth pop z najlepszej strony – tej lekkiej, tanecznej, ale i delikatnej, subtelnej. To jest CHVRCHES, którego warto słuchać!

https://www.youtube.com/watch?v=e1YqueG2gtQ

Z drugiej (a w sumie trzeciej już) strony, dostajemy kawałki, których zdecydowanie nie chciałam usłyszeć. I nie chodzi tu nawet o niczym nie wyróżniające się kompozycje z początku płyty, ale o dwa utwory, które są dla mnie największym rozczarowaniem, a mówię tu o My Enemy (duecie z Matt’em Berninger’em) oraz singlowym Never Say Die. Obie piosenki to dla mnie nic innego, jak kawałki zmarnowanego potencjału – z ciekawym tekstem czy intrygującym początkiem. Żadna z nich nie pokazuje nic więcej, ani nie wykorzystuje i nie eksponuje swoich zalet, a uwypukla wady. Tym większe moje rozczarowanie, że to właśnie te utwory zostały wybrane na single promujące album.

Love Is Dead to w skrócie krążek niewykorzystanych szans, dużej dysproporcji i zgubionego stylu. Choć znajdziemy tu parę perełek to w ogólnym rozrachunku, szczególnie w porównaniu do poprzednich wydawnictw, wypada bardzo blado i nieciekawie. A szkoda, bo CHVRCHES mają ogromny potencjał i pomysł na siebie – mimo, że tu niestety go nie widać. Wierzę jednak, że po tym nie do końca udanym albumie zespół podniesie się i kolejne wydawnictwo powali nas na kolana. Bo oni zdecydowanie mogą to zrobić!

 

CHVRCHES - Love Is Dead
  • Data premiery:
    25 05 2018
  • Wytwórnia:
    Glassnote
  • Gatunek:
    synth pop
  • Single:
    Get Out, My Enemy, Never Say Die, Miracle
Najlepsze utwory:
Miracle, Heaven/Hell, God's Plan, Really Gone, ii, Wonderland
Najsłabsze utwory:
My Enemy, Never Say Die

OCENA KOŃCOWA AUTORA RECENZJI

  • 7/10
    Ocena końcowa - 7.0/10
7/10
Poprzedni artykuł5 najlepszych, nowych utworów minionego tygodnia [03.06]
Następny artykułAlex Clare na dwóch koncertach w Polsce