Dział PublicystykaRecenzje

Charlie Puth – Voicenotes (2018), recenzja Dariusza Kozery

Po dwóch latach od wydania debiutanckiego albumu Charlie Puth oficjalnie powrócił. Przed premierą płyty chłopak zaskarbił sobie serca fanów dwoma singlami, Attention oraz How Long, które zdecydowanie rozbudziły ciekawość i sprawiły, że wielu czekało na nowy album. Czas sprawdzić, czy wokalista wyciągnął lekcje z debiutu i tym razem przygotował dla nas coś więcej niż doskonałe single i blade tło.

Kariera Charliego Putha zaczęła się na dobre w momencie wydania singla See You Again, który promował film Furious 7. Piosenka osiągnęła ogromny sukces, a wokalista postanowił skorzystać ze swoich pięciu minut i na początku 2016 roku wydał swój debiutancki album zatytułowany Nice Track MindPomimo iż album uzyskał kilka certyfikatów i sprzedał się w nakładzie ponad 1 000 000 egzemplarzy w samych Stanach, to wzbudził mieszane uczucia. Krytycy nie zostawili na Puthie suchej nitki, a fani również nie czuli się w pełni usatysfakcjonowani. Kolejne dwa lata Charlie pracował nad następcą wspomnianej płyty. Z początku album Voicenotes miał się ukazać w styczniu, jednak wokalista chciał go dopracować i przełożył premierę. Ostatecznie krążek trafił do cyfrowej sprzedaży i na półki sklepowe 11 maja.

Pierwsze dwa single zwiastujące nadejście albumu były bez wątpienia materiałami na hity i swoje zdanie wykonały perfekcyjnie. Attention How Long z pewnością można zaliczyć do tych kompozycji, które wpadając w ucho, sprawiają, że masz ochotę tańczyć idąc ulicą, a gdy dobiegają końca, to zamiast przełączyć na kolejny utwór odtwarzasz je raz za razem. Trzecim singlem z płyty został duet, w którym gościnny udział wzięła Kehlani. Trzeba przyznać, że artyści doskonale się dobrali i uzupełnili pod względem wokalnym. Duży plus za tekst, z którym z pewnością wielu słuchaczy może się utożsamiać oraz popisy wokalne ze strony Putha. Może i chłopak nie jest obdarzony jakimś niezwykle zjawiskowym głosem, jednak jego delikatny falset wpływa na plus dla wielu kompozycji.

Przed premierą płyty mogliśmy jeszcze usłyszeć trzy single promocyjne i niestety, tutaj zaczęły się schody. If You Leave Me Now nagrane z zespołem Boyz II Men to kompletny niewypał, o którym chciałem jak najszybciej zapomnieć. Piosenka ciągnie się jak flaki z olejem i sprawia, że po jej odsłuchu jest się zwyczajnie zmęczonym. Change nagrane z Jamesem Taylorem również nie powala. Piosenka niesie ze sobą wprawdzie piękne przesłanie, jednak takich jak ta słyszeliśmy już miliony. Z całej trójki najlepiej wypada otwierające cała płytę The Way I Am. Mieszanka lekkiego bitu z gitarą elektryczną zaowocowała naprawdę przyjemnym, a przede wszystkim szczerym i bezpośrednim utworem, który na szczęście znalazł się na samym szczycie tracklisty. Innego otwarcia dla płyty Voicenotes nie jestem sobie w stanie wyobrazić.

Na albumu nie zabrakło również przyjemnych, aczkolwiek niezbyt wybitnych utworów. Wśród nich znajdziemy między innymi Empty Cups, do którego możemy się śmiało pobujać, dobrze się go słucha, jednak później spokojnie przechodzimy dalej, a kompozycja odchodzi nieco w zapomnienie. Podobnie jest z LA Girls, który może jedynie przykuć uwagę słuchacza za sprawą chwytliwego refrenu i popisów wokalnych Charliego. Sytuacja znacznie się poprawiła w przypadku Patient oraz Slow It Down. Pierwszy utwór to łagodna ballada, która w swojej prostocie ma coś takie co sprawia, że chce się do niej wracać. Druga piosenka ma potencjał na bycie kolejnym singlem. Słychać w niej wyraźne nawiązania do muzyki syntetycznej z lat 80. co wyróżnia ją na tle popularnych na ten moment utworów. Puth doskonale odnalazł się w tym klimacie, a to sprawiło, że chciałbym usłyszeć więcej jego kompozycji właśnie w tym stylu.

Nawet pomimo wspomnianych potknięć trzeba przyznać, że przez te dwa lata od premiery albumu Nine Track Mind Puth nie próżnował. Zarówno teksty jego piosenek jak i zdolności producenckie są na wyższym poziomie niż te zaprezentowane przy debiutanckim wydawnictwie. Do najlepszych utworów jestem w stanie bez problemu zaliczyć kawałki BOY oraz Somebody Told Me. Obie kompozycje idealnie pasują do stylu Charliego i jego wokalu. W piosenkach są chwile dla falsetów, jest czas na wydłużone dźwięki a przede wszystkim słychać, że są one lustrzanym odbiciem tego, co gra Puthowi w sercu. Kolejnym utworem, który kupuję w całości jest Through It All. Można powiedzieć, że to trochę takie obnażenie się wokalisty przed słuchaczem. Na poprzedniej płycie brakowało takich momentów zbliżeń między jedną a drugą stroną. Przy drugiej płycie Charlie naprawił ten błąd i wyszło mu to tylko i wyłącznie na plus.

Charpie Puth zdecydowanie zrobił duży krok do przodu w swojej twórczości. Jego debiutancki album był przeciętny, natomiast Voicenotes to zupełnie inny i dość odległy świat. Wprawdzie wokalista nadal nie do końca odnalazła swoje brzmienie i wciąż próbuje czegoś nowego, co nie zawsze kończy się sukcesem, jednak każdy ma prawo do eksperymentów. Na płycie znajduje się wiele utworów, które mają ogromny, singlowy potencjał, więc przy dobrej promocji Charlie ma szanse na zdobycie jeszcze większej ilości wyróżnień, w tym złotych i platynowych płyt, oraz o wiele przychylniejszych recenzji ze strony krytyków. Jestem również przekonany, że te najważniejsze dla niego głosy, czyli te od fanów, będą zdecydowanie bardziej pozytywne niż w przeszłości. Największe gratulacje należą mu się jednak za fakt, że Voicenotes wyprodukował i napisał w głównej mierze sam, co w obecnych czasach zdarza się coraz rzadziej.

Tags
Show More

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Dariusz Kozera
7.5/10
Patrycja Mucha
5/10
Łukasz Mantiuk
3/10


Dariusz Kozera

Studiuje na Uniwersytecie Przyrodniczym. Słucha głównie popu, jednak żaden gatunek muzyczny nie jest mu obcy. Miłośnik twórczości Ariany Grande, Demi Lovato, Jessie J. Uważa, że dzień bez muzyki, to dzień stracony.

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *