Charlie Fink - Cover My Tracks
  • Data premiery:
    02 06 2017
  • Wytwórnia:
    Hangman Recordings
  • Gatunek:
    folk
  • Single:
    Firecracker, Anywhere You're Going Is On My Way, I Was Born to Be a Cowboy
Najlepsze utwory:
I Was Born to Be a Cowboy, Orpheus Is Playing the Troubadour, The Howl
Najsłabsze utwory:
Give Me the Road, I'm Through

Brytyjskich chłopaków z gitarą poznałam już wielu – i wielu z nich przypadło mi do gustu naprawdę szybko. James Bay, Jake Bugg, George Ezra – to tylko niektórzy, których debiutanckie albumy mogłam odtwarzać w kółko. Tym razem jednak pod lupę wezmę mniej znane nazwisko. Charlie Fink, lat 31. W 2008 roku zadebiutował wydawnictwem Peaceful, the World Lays Me Down wraz z grupą Noah and the Whale. Dziś debiutuje sam, prezentując krążek Cover My Tracks. Czy ta płyta również zagości w moich słuchawkach na długo?

Czy solowa twórczość Charliego odbiega bardzo od tego, co prezentował wraz ze swoimi kolegami z zespołu? Trochę. Jest mniej instrumentów, więcej gitary, mniej różnorodnie, choć wciąż folkowo i – na szczęście – całkiem przyjemnie. A zaczyna się cicho i obiecująco – Firecracker to wyciszająca, klimatyczna, melancholijna kompozycja, której niejakiego uroku nadają instrumenty smyczkowe. Uzupełnieniem tej piosenki jest zamykające album, instrumentalne Firecracker, Pt.2.

Kiedy rozpoczyna się przygodę z Cover My Tracks, można już zacząć się obawiać, że to wydawnictwo będzie zbyt monotonne, spójne w złym tego słowa znaczeniu. Anywhere You’re Going Is on My Way jest bowiem bardzo podobne klimatem do swojego poprzednika. Wokalista wynagradza nam to (tylko na chwilę) nieco humorystycznym, żywszym punktem, jakim jest I Was Born to Be a Cowboy, w którym śpiewa:

Some girls dream of meeting a rich boy, some girls dream of being a Playboy but since I was young, I only had one: I dreamed of being a cowboy.

Na próżno szukać na tym albumie więcej takich momentów. Przeważają tutaj klimatyczne, chociaż niestety podobne do siebie piosenki. Mimo wszystko do gustu przypadło mi szybko Orpheus Is Playing the Troubadour z przywoływanym mitologicznym motywem:

Orpheus is playing the troubadour singing his heartbreak songs, the ones about Eurydice, the crowd cringes and yawns.

Wśród moich faworytów z debiutu Charliego Finka znalazło się również „passengerowe” The Howl, któremu charakteru nadają kobiece wokale w tle. Podobny zabieg artysta zastosował w Someone Above Me Tonight.

Niestety Charlie Fink raczej niczym więcej nas na swoim debiucie nie zaskoczy. O ile jeszcze słuchając The End of the Legendary Hearts, można stwierdzić, że to płyta całkiem w porządku, tak już powtarzanie schematu do końca albumu nuży – do tego stopnia, że piosenki mieszają się ze sobą, są przewidywalne. Najbardziej z tego wszystkiego męczy Give Me the Road – a kiedy krótka, ponad dwuminutowa kompozycja się dłuży, jest to zły znak. Podobnie sprawa ma się z „leniwym” Here Is Where We’ll Meet, czy I’m Through – może gdyby słuchało się tych utworów osobno, pojedynczo, nie byłyby takie złe. Na tle płyty jednak wypadają mało oryginalnie i nudno.

Cover My Tracks to płyta, której dobrze słucha się w tle do codziennych czynności, kiedy nie musimy skupiać się przede wszystkim na muzyce. Jeśli jednak chcemy usiąść, żeby zagłębić się w ten album – nie odkryjemy na nim nic ponadprzeciętnego. Ot, miłe folkowe melodie, którym jednak brakuje pomysłu żeby nazwać ten krążek porządnym wydawnictwem. Ciężko też nazwać je złym. Piosenki sprawiają wrażenie napisanych na szybko, nie do końca przymyślanych i dopracowanych. I chociaż Charlie Fink jest na dobrej drodze, to dziś wolę powracać do repertuaru Noah And The Whale. Mimo wszystko, myślę jednak, że warto dać temu wokaliście trochę czasu – a może akurat wkrótce powróci w lepszej wersji.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułHollywood Undead w Polsce
Następny artykułNowy utwór: Cher – Ooga Boo