Premiery kolejnych płyt Björk to zawsze wielkie wydarzenia w świecie muzyki, daty w kalendarzu żarzące się na czerwono. Tak było również w przypadku najnowszego albumu Islandki zatytułowanego Utopia. Płyty, która już zdążyła zdobyć miano najlepszego wydawnictwa Björk od lat.

Podróż od zmierzchu do świtu jest całkiem niezłym określeniem drogi, jaką przeszła islandzka artystka od czasu premiery Biophilii czy Vulnicury do ukazania się jej najnowszej płyty. Po ciężkich, odurzających mrokiem, a w końcu dusznych albumach nadszedł czas głębokiego oddechu i wypuszczenia szerokiej wiązki światła. Utopia, bo taki tytuł nosi dziewiąty album studyjny islandzkiej artystki, nie jest płytą do uwielbienia od pierwszego odsłuchania. Najprawdopodobniej do uwielbiania się w ogóle nie nadaje. Ale jeśli już pojawiają się emocje z katalogu tych bliskich sercu, to jest to uczucie nieoczywiste jak sama płyta.

Z naprawdę bogatego wachlarza dźwięków Björk wybrała te najbardziej unikalne, trudne do okiełznania i połączyła je drobnym ściegiem skomplikowanych nieraz rozwiązań. Utopia w przeważającej mierze jest wypełniona śpiewem ptaków, dźwiękami fletu i harfy – właśnie te instrumenty nadały płycie baśniowy niemal charakter. Szczególne miejsce na tym albumie znalazł jednak pojawiający się także na okładce i wymieniony już wcześniej flet. W swoich eksperymentach nad tym instrumentem Björk posunęła się do stworzenia 12-osobowej kobiecej orkiestry fletowej, dla której dyrygowała i stworzyła aranżacje. Te do pewnego momentu powtarzalne i mimo wszystko nużące, stonowane dźwięki przełamuje Arca. Współproducent dziewiątej płyty Islandki odpowiada za pulsujące bity i elektroniczne partie pojawiające się na Utopii. Wypełniające najnowszy album Islandki przestrzenne dźwięki i niesztampowe rozwiązania dopełniają zwielokrotniane, pobrzmiewające echem, ale niezwykle wyraziste i hipnotyzujące wokale Björk, które swoją strukturą przywołują na myśl syreni śpiew.

„Moja zagojona rana klatki piersiowej zmieniła się w bramę” śpiewa Björk w pierwszym singlu promującym płytę. Złamane bólem Biophilia i Vulnicura są przeszłością, po uczuciach im towarzyszących także nie ma śladu. Islandka odkrywa swoją jaśniejszą stronę. Eksploruje rewers samej siebie z niezwykłym zainteresowaniem, wielką przenikliwością i uwagą. Miłość nie jest oczywista, wyznawana wprost. Islandka dostrzega złożoność tego uczucia, jego wielopoziomowość, czego dowód daje na płaszczyźnie każdej kompozycji na płycie – od otwierającego Arisen My Senses, przez singlowe The Gate, po kończące Utopię Future Forever.

Premiery płyt Björk to nie tylko okazja do słuchania, ale też do patrzenia, które w odniesieniu do muzyki islandzkiej artystki wydaje się być procesem równie ważnym. Nieuniknionym spotkaniem z wizualnym aspektem Utopii jest jej okładka autorstwa Jesse Kanda, która sprawia wrażenie kadru wyjętego z nie do końca przyległego świata. Rozwinięciem tego są teledyski stworzone do singli The Gate oraz Blissing Me. Misternie, z dbałością o detale stworzona ręcznie w ciągu niemal 900 godzin suknia autorstwa Alessandra Michele’a, projektanta marki Gucci, której nie da się pominąć, pozaziemskie kształty, gra barw oraz świateł i wszystko to, co dzieje się w obu klipach przybliża do treści płyty – uniesionej, momentami pulsującej, ale całkowicie wypełnionej miłością.

Björk lata temu zanurzyła się w świat eksperymentu tak głęboko, że wynurzenie z niego i powrót do tworzenia melodyjnych utworów charakterystycznych dla jej pierwszych płyt – Debut czy Post, jest po prostu niemożliwy. Islandka w stworzonym przez siebie dość hermetycznym świecie porusza się z niezwykłą łatwością, ale jednocześnie nie jest to przestrzeń równie przystępna odbiorcy. Utopia jest pewnym, choć bardzo niewielkim, krokiem w kierunku bardziej czytelnej formy i treści, ale wciąż nie jest to substancja łatwo przyswajalna dla każdego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.