Najpopularniejsze piosenki świata, to te o miłości. Wszyscy przecież znają I Will Always Love You. Miłosnych ballad, a nawet całych albumów przepełnionych miłością (szczęśliwą lub nie) jest mnóstwo. Beyoncé zawsze musiała iść swoją drogą, a jej wydawnictwa nigdy nie były zwykłe. Tym razem próżno szukać tutaj miłości, słodkich piosenek i kolejnego Halo. Pani Knowles jest zła, choć powinienem tutaj użyć niecenzuralnego słowa, gdyż najlepiej by ono oddało to, jaka właśnie w tym momencie, na tym krążku jest Queen B.

Who the fuck do you think I is?
You ain’t married to no average bitch, boy!

By zrozumieć kontekst wszystkich piosenek, które znajdziemy na albumie Lemonade powinniśmy najpierw obejrzeć specjalny film o tym samym tytule. Tak naprawdę jest to zlepek teledysków do każdej piosenki (z wyjątkiem Formation), jednak to, co jest najbardziej istotne, to poprzedzające je przemowy/opisy. Beyoncé już nie udziela wywiadów, nie idzie do Ellen czy Kimmela i nie opowiada dlaczego album jest taki, a nie inny. Beyoncé tworzy godzinny film, w który daje nam obraz i krótki opis. Jednak to, jak my to odbierzemy i czym dla nas będzie każdy utwór (oraz teledysk) zależy już tylko od nas. Artysta sugeruje nam to i owo, ale nic tu nie jest dosłowne. Wszystko jest jakby ukryte, niezinterpretowane i nieokreślone. Bey przyzwyczaiła nas do atmosfery niedopowiedzenia, tajemniczości, albumów i teledysków wyskakujących zza rogu i bez zapowiedzi. Takie też jest i Lemonade.

O kim mowa w Don’t Hurt Yourself? Kto zniszczył tę miłość? Jaką miłość? Czyją miłość? Czy Jay zdradził Beyoncé? Kim jest Becky? Jak to się wszystko dalej potoczyło? Czy mu wybaczyła? Czy są dalej ze sobą tylko dlatego, że tworzą power couple? Myślę, że odpowiedzi na te pytania nigdy nie dostaniemy. I dobrze. To jej album, jej piosenki.

Beyoncé jeszcze nigdy nie była tak szczera i tak otwarta na jakimkolwiek swoim albumie. Napisałem w pierwszym akapicie, że Beyoncé jest zła. Nie, to nie prawda. Beyoncé jest wkurwiona. I to ostro. Cały krążek przepełniony jest fuckami, bitchami, shitami itp. To chyba jej najostrzejszy krążek. Ale wszystko ma tu swoje miejsce, jest przemyślane, i rzucona kurwa na prawo i lewo wcale nie jest ‘ot tak’. Każdej towarzyszy niesamowicie surowy i wymowny wokal, potężna i sugestywna produkcja, czytelna i monumentalna melodia.

Uh, this is your final warning
You know I give you life
If you try this shit again
You gon lose your wife

Nie jest zaskoczeniem, że każdy kolejny krążek Beyoncé to coś nowego, jest progres, postęp i próba przeskoczenia tego, co wydało się wcześniej. Jednak na Lemonade Bey podróżuje w najodleglejsze klimaty muzyczne. Mamy rockową queen w Don’t Hurt Yourself czy countrową w Daddy Lessons. 6 Inch brzmi niczym kolejne stadium Partition (wiecie, jak mamy pokemony to Partition jest Pikaczu, a 6 Inch Rajczu, czyli kolejną, lepszą wersją). I te wokale. Na ich temat można by było napisać książkę. Niesamowita surowość w Don’t Hurt Yourself, delikatność w Pray You Catch Me czy Sandcastles, ta wysoka partia pod koniec 6 Inch. I ten power w Freedom.

Beyoncé na tej płycie nie próbuje konkurować z nikim innym aniżeli tylko z samą sobą. Nie straszna jej Katy Perry ze słodkim popem, Taylor Swift z superprodukcjami Maxa Martina, wokalnie potężna, ale muzycznie jakby trochę w miejscu Adele czy nawet Rihanna, która również przeszła samą siebie na ANTi, ale to jednak wciąż nie to. Konkurencją Beyoncé jest Beyoncé. Wydała selftitled kilka lat temu czym zmieniła cały rynek muzyczny. Teraz musiała sama siebie „przeskoczyć”, wydała cały film, a do r’n’b i popu, które gdzieś tam są jej „głównymi” gatunkami dorzuciła jeszcze więcej r’n’b, neo-r’’n’b, trochę soulu, rocka, country, a nawet gospel.

Sam album w sobie to nie tylko Beyoncé, ale mnóstwo ludzi, którzy stoją za nią. Trzeba jednak koniecznie podkreślić, że przy każdym utworze – za równo w produkcji, jak i tekstach – widnieje jej nazwisko. Nieistotne ile tak naprawdę ona zrobiła, ile napisała. Jest tam. Ten album w całości należy do niej. Gwiazdorska śmietanka to jednak nazwiska, które niekoniecznie pasowałby nam do Bey. Don’t Hurt Yourself (wspaniałe, mocne, odważne, boże kocham!) to sprawka m.in. Jacka White’a, samplowania utworu Led Zeppelin i tekstu, do którego przyczyniła się m.in. Wynter Gordon. Wynter dorzuciła również swoje trzy gorsze do Sorry i Daddy Lessons. Przy Hold Up pracował Father John Misty, Diplo czy frontman zespołu Vampire Weekend, Ezra Koenig. Hold Up sampluje również znakomity kawałek Yeah Yeah Yeahs – Maps. Boots, znany z poprzedniego albumu, powrócił przy pracach nad 6 Inch, gdzie śpiewa, pisze i produkuje również The Weeknd. Diplo jest praktycznie wszędzie, natomiast James Blake współtworzył Forward, które niestety trwa tylko minutę. Ten utwór powinien zostać zrobiony raz jeszcze, w pełnej wersji. Jeden z najlepszych!

Śmietanką, swoistym crème de la crème nazwałbym potężne uderzenie utworów 8-9-10-11. Zaczyna się niby spokojnym, jednak przepełnionym tak bolesnymi i realnymi emocjami Sandcastles. Potem wspomniane – za krótkie, ale cudowne – Forward, które brzmi jak intro do Freedom. Freedom to najlepszy i najgenialniejszy utwór tego krążka. Rozkłada na łopatki od pierwszego taktu, którym właściwie jest już Forward. Całość to potężna uczta dla uszu. Gdyby tak usunąć Love Drought, to uderzenie 8-9-10-11 zaczynałoby się utwór wcześniej, gdyż Daddy Lessons brzmi słodko, ale jest inne, tak ciekawe i intrygujące.

W sumie album dzieli się na 3 części – Bey wkurwiona..

You can taste the dishonesty
It’s all over your breath as you pass it off so cavalierPray You Catch Me

What a wicked way to treat the girl that loves you Hold Up

Całe Don’t Hurt Yourself.

Bey radząca sobie ze wszystkim, wybaczająca…

Ten times out of nine, I know you’re lying
But nine times outta ten, I know you’re trying
So I’m trying to be fair
And you’re trying to be there and to care Love Drought

And your heart is broken cause I walked away
Show me your scars and I won’t walk away Sandcastles

It’s time to listen, it’s time to fight

I love you more than this job, please don’t work for me

Go back to your sleep in your favorite spot just next to me Forward

Bey „ku pokrzepieniu serc” tj. stało się, ale podniosę się i idę dalej.

Freedom! Freedom! I can’t move
Freedom, cut me loose!
Singin’, freedom! Freedom! Where are you?
Cause I need freedom too!
I break chains all by myself
Won’t let my freedom rot in hell
Hey! I’ma keep running
Cause a winner don’t quit on themselves Freedom

I’ve seen your scars and kissed your crime All Night (nawiązanie do fragmentu z Love Drought powyżej)

Lemonade to płyta prawie kompletna. Nie do końca czuję Love Drought, ale to i tak nie jest aż taki wielki minus. Chętnie usłyszałbym jeszcze ze 2 utwory więcej w klimacie Freedom („ku pokrzepieniu serc!”) oraz Formation umieściłbym w pierwszej części albumu (jeśli w ogóle musi tam być). Niestety, dwanaście utworów to trochę mało i po tylu latach czekania chciałoby się więcej. Nie mniej jednak, najlepszy album roku 2016 właśnie został wydany. Bierzcie i słuchajcie (oraz oglądajcie). Brawo Beyoncé, nigdy nie zawodzisz.

52 KOMENTARZE

  1. Bardzo ładna recenzja ;) Dla mnie jak narazie „Lemonade” to 7.5/10 zapewne z czasem się przekonam jak do „Beyonce” (mam nadzieję że nie zajmie to 2 lat jak ostatnio) :)
    Pojawiają się już porównania płyty Rihanny i Beyonce. Wiem że zaraz zapewne mi ktoś zarzuci że znowu wtracam niepotrzebne wątki, ale w porównaniu z Rihanna, „Anti” minimalne lepsze (jak narazie, to pewnie ulegnie zmianie)

  2. W tworzeniu tej płyty brało udział więcej ludzi niż mam znajomych na facebooku. To nie jest sukces Bey. To sukces kilkunastu producentów, writerów, muzyków i PRowców, którzy teraz kreują historię zdradzonej Bey. Płyta sama w sobie jest dobra, ale Bey jest tu niestety już tylko wokalistką. Nie artystką.

    • według człowieka który jest jej psychofanem jest inaczej. Płyta jest bardzo dobra, jednakże ona sama nie jest cudotwórczynią. Wydało się już, że nigdy nie robiła swoich piosenek, a jedynie zmieniała specjalnie jeden wyraz w tekście by być wpisaną w tekściarzy. Porażka.

    • A masz jakiś dowód na to? Jakbym tworzył własną muzykę, to też bym chciał, aby brzmiała jak najlepiej i współpracował z innymi przy tym. W końcu co dwie głowy to nie jedna ;)

    • To żaden dowód. Równie dobrze mogła Beyonce napisać 2 słowa, co każdy inny tam wpisany. Co do producentów, niektórzy artyści w ogóle nie są wymienieni przy sowich plytach (np. ceniona przez wielu Adele) i dla mnie to o niczym nie świadczy. Jak kupujesz coś w sklepie to patrzysz na jakość produktów czy zastanawiasz się ile osób go wykonywało i jaki był czyj wkład?

    • Oczywiście , że tak, zgadzam się. Beyonce to jeden wielki produkt. ..chętnych nie brakło na pewno i nigdy nie zabraknie, wszak ona ponoć wychowała się w świecie producenckim. niestety, ale taka jest prawda. To z daleka widać nawet nie trzeba mieć specjalnego pojęcia o show biznesie :)

  3. To na pewno najlepszy i najbardziej przemyślany, mega spójny krążek w jej karierze. Plus film jest przepiękny, epicki rozmach realizacji, naprawdę. I choć płyta ma mnóstwo znakomitych momentów to muszę się zgodzić że Freedom z Kendrickiem Lamarem jest najlepsze na płycie. I chyba jeden z najlepszych utworów w jej karierze. Niesamowity power, wokal, podkład, przejścia, Kendrick trochę ginie w nawale tych znakomitości ale sam utwór jest perełką.

  4. Nie do końca przekonałem się jeszcze to tego albumu ;) Według mnie ocena trochę za wysoka ;) stwierdzenie, że to najlepszy album 2016 jest trochę według mnie nie trafne, gdyż wiele artystów jeszcze wyda album, a wielu już wydało i niekoniecznie lemonade będzie tym najlepszym. Jednak nie zmienia to faktu, ze recenzja jest bardzo dobra i przede wszystkim miło się ją czyta :)

  5. Dla mnie najsłabszym utworem jest „Forward” ze względu na odrażający wokal James’a Blake’a… Fuj! Blake w tym utworze przeważa, „przyćmił” samą Queen B, tym swoim okrutnym wokalem… Reszta, to – cud, miód i malina w jednym. :) Dlatego nie będę się rozpisywał nad zaletami, bo zajęło by mi to… 4 godziny… XD
    10/10*
    * – Daję temu albumowi ocenę 10/10, ponieważ „Forward” jest na szczęście najkrótszym utworem na albumie, i dobrze, że nim jest, bo gdyby był najdłuższym, to bym trochę obniżył ocenę, ze względu na (jak już wcześniej pisałem) wokal per pana Blake’a… Nie mogę go znieść, po prostu, no! Zrozumcie mnie, proszę was…
    Pozdrawiam.

  6. Wiecie, że to raczej jest sztuka, a nie fakty z jej życia. Mi się bardziej podoba jej podział piosenek (4 części), a Formation nie jest częścią albumu wizualnego ;).

  7. Recenzję rzeczywiście dobrze się czyta ;) Jak już Łukasz mówił – jest wielkim fanem Bey, więc nie bulwersujcie się, że uważa ten album jako #1 z tego roku – kogo miał dać oddany fan? :P Jest to jego opinia, fana – a ta zawsze dostaje +50% za samo bycie idolem ;) Osobiście uważam, że album jest przeciętny i maksymalnie 4 utwory są nawet nawet :) Osobiście daję 5/10 …. A co do tekstów i produkcji i ewentualnej otwartości wokalistki to temat rzeka ;)

  8. Gatunki znajdujące się na tym albumie, to:

    • R&B

    • Pop

    • PBR&B

    • Reggae fusion

    • Dancehall

    • Rock

    • Blues rock

    • Electropop

    • Trap

    • Country

    • Rhythm and blues

    • Soul

    • Trip hop

    • Post-dubstep

    • Experimental pop

    • Blues

    • Gospel

    • Hip-hop

    • Reggae

    • Bounce

Comments are closed.