2015 był niezwykłym rokiem. Pierwszy raz podróżowałam sama, pierwszy raz byłam za oceanem, pierwszy raz co niedzielę byłam w kościele (nie, żeby odklepać, ale żeby się rozwinąć), pierwszy raz zaczęłam pisać publicznie i pierwszy raz wytrwałam w moich zeszłorocznych postanowieniach! Pierwszy raz trafiłam na pewnego wykonawcę, który stał się moim absolutnym numerem jeden i nie pierwszy, nie ostatni raz dałam się wciągnąć muzyce tak bardzo, że słuchałam jej kilka razy dziennie w kółko.

TOP 10 ALBUMÓW

Postanowiłam wybrać jedynie 10 albumów z ubiegłego roku, a to dlatego, że z żalem stwierdzam, że niemal żaden nie spełnił moich oczekiwań. Są propozycje lepsze i słabsze na wielu krążkach, ale niemal żaden nie porwał mnie artyzmem, melodiami, a w szczególności niewiele z płyt było spójnych.

10. Matt Dusk & Margaret

Just the Two of Us

Dziesiąte miejsce przyznałam klimatycznej płycie Just the Two of Us. Głosy Kanadyjczyka i Polki idealnie współgrają, aranżacje utworów są świeże, a jazz jest lekki i uskrzydlający. Ta płyta to dla mnie antidotum na hałas i zgiełk dzisiejszych czasów. Sposób śpiewania Matta dosyć przewidywalny, natomiast Margaret zaskakuje całą paletą barw głosu, momentami niezwykle lekkim jak na to do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Naprawdę dziewczyna zyskała w moich uszach i mam wrażenie, że momentami dościga Lady Gagę w podobnych aranżacjach.

9. R. Kelly

Buffet

Na miejscu 9. po wewnętrznej walce samej ze sobą umieściłam płytę Buffet. W tym roku odkryłam pewien obrzydliwy fakt o tym artyście (radzę nie googlować), który – nie ukrywam – rzucił mocny cień na jego odbiór. Jednak ostatecznie uznałam, że życie prywatne gwiazd to jedno, a ich twórczość to sprawa zupełnie osobna. Najnowsza płyta R. Kelly’ego jest chyba najlepszą w jego twórczości. Solidne R&B, spójna całość i wiele sensualnych piosenek, które oczywiście oscylują wokół jednego tematu. Muszę jednak przyznać, że intro, które jest recytowane można uznać za kawałek nowoczesnej poezji. Może nie są to wysokie szczyty literackie, jednak na pewno w jakiś sposób poruszą słuchacza.

8. Meghan Trainor

Title

Płyta Title w stylu retro uplasowała się na pozycji ósmej. Uważam że po Amy Winehouse ciężko nagrać coś udanego w tej stylistyce. Jednak Meghan znalazła (zapewne nieświadomie) na to sposób: jej utwory nie są trudne, lecz zabawowe. Zabawne teksty, lekka muzyka i pozytywne fluidy, tak odbieram ten krążek. Utwory soulowe też są zaskakująco dobre, Like I’m Gonna Lose You to świetna piosenka z duszą, której wokal Johna Legenda sporo dodaje. Widzę pole do rozwoju, ale i tak uważam, że to świetny początek w karierze wokalistki.

7. Babyface

Return of the Tender Lover

Po zachwycającym krążku z 2014 roku Love, Marriage & Divorce wydanym wspólnie z Toni Braxton, Babyface wraca z nową dawką soulu i R&B. Od pierwszej nutki słychać duszę i coś co nazywam x-factorem: nieuchwytny geniusz, który nie tyle się słyszy, co czuje. Na pewno nie jest to przebojowa muzyka, ale wystarczy poświęcić więcej niż 10 sekund w biegu, wyciszyć się i nie mam wątpliwości, że te melodie wciągną wielu z dojrzalszych muzycznie słuchaczy. Jeszcze 3 lata temu sama bym nie doceniła tej płyty, teraz jednak coraz częściej podoba mi się muzyka klimatyczna, która karmi duszę.

6. Ella Eyre

Feline

Drugą piątkę otwiera Ella McMahon, szerzej znana jako Ella Eyre. Moc głosu dwudziestojednolatki powala, a jej oryginalna muzyka zachwyca. Mimo że źródła podają jej gatunek muzyczny jako mieszankę popu, R&B, neo soulu i drum & bass, to jest to tak ciekawy eklektyzm, że trudno opisać go słowami. Niemal każda piosenka płyty nadaje się na singiel, jednak wszystkie też współgrają razem. Niektóre, mam wrażenie, odrobinę bez pomysłu, ale i tak każda wyróżnia się czymś charakterystycznym. Idealne lekarstwo na chandrę lub brak energii. Comeback to super wzmacniająca piosenka dla wszystkich kobiet, polecam po rozstaniach.

5. Justin Bieber

Purpose

Justin Bieber zaskakuje w tym roku wyjątkowo dojrzałym krążkiem. Mark My Words nieopisanie wpływa na moją muzyczną duszę, po prostu przenosi mnie w inny wymiar. I’ll Show You odsłania wyjątkową wrażliwość artysty, jednak pozostaje silnym „męskim” utworem, chyba dzięki beatowi. What Do You Mean i Sorry to świetne przeboje, które podobają mi się, mimo że fanką house’u nie jestem. Gdyby usunąć Children i Been You już w ogóle bym nie narzekała (za dużo walenia jak kowal w podkowę, prawie nie słyszę muzyki). Jeśli by poprawił image i zrezygnował z tych blond włosków, to istniałyby spore szanse, że zostałabym fanką numer 1.

4. Original Motion Picture Soundtrack

Fifty Shades of Grey

Sama jestem zaskoczona swoim wyborem. Poza muzyką do filmu Pride & Prejudice, która jest po prostu przepiękną muzyką klasyczną, nie trafiłam nigdy na świetny krążek z muzyką filmową! Może jeszcze płyty filmowe z udziałem Beyonce są godne uwagi (ten w sumie też się zalicza do tej kategorii). Do rzeczy: album otwiera cover Annie Lenox, której nienawidzę całą sobą. Jednak tę piosenkę uważam za g.e.n.i.a.l.n.ą.! Cała płyta utrzymana jest w jednolitym stylu, a przecież to zbiór najróżniejszych wykonawców z różnych światów muzycznych. Nie będę wymieniać każdego po kolei, ale wszyscy stanęli na wysokości zadania. Piosenka Sii Salted Wound odrobinę mdła, ale z kolei pasuje na tło filmowe, bo nie przykuwa zbytnio uwagi. Piosenki I Know You (Skylar Grey) I Earned It (The Weeknd) to ponadczasowe muzyczne geniusze, jestem o tym przekonana już dziś. Nawet jeśli nie zyskały rozgłosu na jaki zasługują i tak koją moją duszę.

3. Joss Stone

Water for Your Soul

Mówiąc o duszy, wodę dla niej wydała brytyjska soulowa artystka Joss Stone. Nie dajcie się zwieźć jej dotychczasowej twórczości: ta płyta przełamuje muzycznie to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni (i co bywało nudne!). Reggae jest mocno słyszalne w większości utworów – i to jakie!!! To nie jest słodka mieszanka z popem do jakiej nasze pokolenie przyzwyczaiła Rihanna. To solidne, rdzawe, głębokie reggae, momentami fajnie ciężkawe, które nie wiem czy nie bije Mistrza Boba Marleya. Większość utworów jest o nieszczęśliwej miłości, opleciona mocnym wokalem, jednak pojawiają się teksty z przymrużeniem oka, np. „a friend in need is a friend indeed, but a friend with weed is better”. Różnorodność przepięknych linii melodycznych, momentami ciekawie przełamywanych, to coś co powinno przykuć uwagę. Jednolity styl, lecz różne pomysły muzyczne, takie albumy są na miarę złota.

2. Janine and the Mixtape

XXEP

Mimo że to epka, XXEP jest cudownym, oryginalnym albumem nowozelandzkiej artystki Janine and the Mixtape. Martwię się czy artystka będzie w stanie rozwinąć swój oryginalny styl muzyczny w ciekawy sposób, czyli bez powtarzania się. Jednak skupiając się na tej płycie: każda piosenka osobno jest przepiękna. Teksty są wartościowe, pasują do muzyki popularnej, jednak kryje się w nich głębia. Wokal piosenkarki jest jedyny w swoim rodzaju, a muzyka jest idealna dla wszystkich kochających R&B, którzy szukają nowych brzmień w tej dziedzinie. Jak pisałam w recenzji, wydany później b-side jest zupełnie niepotrzebny i psuje całość, jednak epka w formie wyjściowej jest czymś przecudownym.

1. The Weekend

Beauty Behind the Madness

No i mój ABSOLUTNY NUMER JEDEN. To nie była prosta droga. Słysząc The Hills czy I Can’t Feel My Face miałam w głowie jedno wielkie WTF, a grzecznie mówiąc o co chodzi i skąd ten zachwyt niektórych. Jednak w listopadzie byłam na wycieczce i miałam sporo czasu do zabicia. Postanowiłam więc posłuchać The Weeknda. Na początku byłam znudzona (zaczęłam od wcześniejszych płyt), jednak gdy tylko zaczęło grać Real Life, zostałam stracona bezpowrotnie. Zakochałam się w Ablu po uszy i nie mogę uwolnić się od słuchania jego muzyki. Ciekawe połączenie PBR&B, R&B i popu, a także funku, piękne, lecz różnorodne melodie, a przede wszystkim teksty o miłości zarówno z punku widzenia osobowości narcystycznej, a także do takiej osoby (Shameless) i nie tylko, sprawiają, że płyta ma charakter. W międzyczasie mocno polubiłam wymienione wyżej single. Poza As You Are, które uważam za odrobinę bezpłciowe (lecz też rozpoznawalne), nie ma dla mnie słabej piosenki na tej płycie. Dlatego też w zestawieniu najlepszych piosenek 2015 roku utwory tego artysty przeplatają się w równych odstępach i posegregowane są od mojego ulubionego do najmniej ulubionego (taka logika przy takim zachwycie). Serdecznie polecam do kilkukrotnego posłuchania jego muzyki (także 3. epki: Echoes of Silence), może się niektórym przyjmie jak mi.

Poza kolejnością chciałabym polecić album nigeryjskiej artystki, Tiwy Savage R.E.D. Nie jest może wybitny, ale dla mnie to wspaniała etniczna odskocznia od codziennej muzyki i zachodniego świata. Rae Sremmurd natomiast stworzyli bardzo obiecującą płytę SremmLife, która ma dużo oryginalnego hip hopu. Muszę przyznać, że niedojrzałe (choć dobre) głosy chłopaków nieco mi przeszkadzają w odbiorze hardcorowych tekstów, dlatego też nie umieściłam ich w moim Top 10. Niewątpliwie genialną płytą była też Communion. Years & Years naprawdę przenieśli muzykę elektroniczną na nowy poziom. Nie jest to coś, co czuję i moje serce porywają tylko Memo i King, jednak album jest wyjątkowo dobry i bardzo serdecznie zapraszam do posłuchania całości.

TOP 100 PIOSENEK

Aby uniknąć zapełnienia pierwszej dziesiątki jednym artystą, grupy 11-100 otwierają piosenki The Weeknda, posegregowane według chwilowych upodobań (które się zmieniają i są w sprzeczności z kolejnością, którą ustanowiłabym myśląc o obiektywnie, w sensie np. najlepszej kompozycji muzycznej). W pozostałych przypadkach starałam się wybrać po jednej piosence każdego artysty, która zrobiła na mnie największe wrażenie (jednak nie zawsze się to udało). Starałam się jak mogłam najlepiej utworzyć odpowiednią kolejność, jednak nawet na pozycji 70-tej którejś znajduje się utwór, który NIEZMIERNIE mi się podoba. Kolejne ukochane piosenki spadały coraz niżej, gdy przypominałam sobie o innej, chyba fajniejszej. Zachęcam zatem do przeczytania całości i poszukania perełek dla siebie.


100. Salman Khan – Main Hoon Hero Tera
99. Josh Groban – Try to Remember
98. Andrea Bocelli & Nicole Scherzinger – No Llores Por Mi Argentina
97. Bryan Adams – Brand New Day
96. Jennifer Lopez – Feel the Light
95. Nicky Jam & Enrique Iglesias – El Perdon (Nesty remix)
94. K Michelle – Love ‘Em All (Toyboy & Robin remix)
93. Chris Brown – Back to Sleep
92. Madonna – Unapologetic B**ch
91.The Weeknd – I Can’t Feel My Face


Ostatnia seria dziesiątek to mogłoby się zdawać przypadkowe utwory, jednak wcale tak nie jest. Abel nie czuje twarzy, ale ja czuję jego muzykę i CZĘSTO sięgam po ten utwór i inne. Madonna w utworze o nieskruszonej s**e dość oryginalna, brzmi trochę jak demo dla Riri. Mimo to lekka muzycznie i wredna tekstowo. Nasz ulubiony damski bokser, Chris Brown, w Back to Sleep idzie w ciekawym kierunku muzycznym, który mam nadzieję rozwinie w przyszłości. Love ‘Em All może przekonać niektórych do odrobiny house’u w życiu, a Nicky Jam do rytmów latynoskich. El Perdon, które wydane zostało też w wersji angielskiej to fajna etniczna propozycja, polecam tancerzom i Zumbowiczom. Feel the Light zdążyło mi się trochę znudzić do momentu, w którym piszę to podsumowanie. Mimo to uważam je za ładne i nie zapominam pierwszego wrażenia jakie na mnie zrobiło. Mało w tym roku fajnego rocka, więc mimo że trochę wtórne, to i tak umieszczam Brand New Day Bryana Adamsa. Na koniec mojego rocznego podsumowania trzy utwory filmowe. No Llores Por Mi Argentyna to przepiękny duet tenora Bocelliego i hawajskiej piosenkarki pop Nicole Scherzinger z filmu Evita. Ich głosy zlewają się w śliczną całość i urzekają słuchacza. Kolejny filmowy utwór z kolejnym z moich ukochanych głosów to Josh Groban i Try to Remember, chilloutowo-filmowa melodia w nowej aranżacji z musicalu The Fantasticks. Na koniec odrobina Bollywoodu: kiczowata, słodka i ładna piosenka Salman Khana z filmu Hero.
Prisoner to piosenka, która bez kontekstu płyty może wydawać się nudna, jednak moim zdaniem taka nie jest. Należy dać sobie przestrzeń do wsłuchania się w nią. Niezłego powera mają dziewczyny z Fifth Hormony, które wydały skoczną piosenkę z piękną melodią pre-hooku i modnymi trąbkami. Tuż za nią spokojny Seal ze swoim charakterystycznym głosem i śliczną melodią. She Will Love Estelle słucham z nieukrywaną przyjemnością, niestety tylko dzięki reggae, które stworzyło rodzynek na nudnawej płycie. Etniczna wersja All of Me to świetny utwór w zupełnie nowej odsłonie, chyba lepszej od oryginału. Remix Freaky Gurl to fajna propozycja jednego z czołowych amerykańskich raperów, Gucci Mane’a, który w ubiegłym roku wydał kilka albumów. War Paint to wojownicza piosenka Kelly Clarkson, która jest solidnym popem i łatwo wpada w ucho. Jazmine Sullivan rozczarowała mnie swoją najnowszą płytą Reality Show, ale soulowe Forever Don’t Last spodobało mi się bardzo. Między innymi dzięki linijce: „na zawsze nie trwa zbyt długo w dzisiejszych czasach”. Barely Breathin’ to ballada z domieszką country, która przełomu w muzyce nie robi, ale której przyjemnie się słucha. Tę dziesiątkę zamyka eurowizyjne, nieco bondowskie, Goodbye To Yesterday, które jest jednym z ciekawszych duetów ubiegłego roku.

90. Elina Born & Stig Rasta – Goodbye To Yesterday
89. R. Kelly – Barely Breathin’
88. Jazmine Sullivan – Forever Don’t Last
87. Kelly Clarkson – War Paint
86. Gucci Mane & Lil Kim & Ludacris – Freaky Gurl (remix)
85. John Legend – All of Me (Middle East version)
84. Estelle – She Will Love
83. Seal – Half a Heart
82. Fifth Hormony & Kid Ink – Worth It
81.The Weeknd & Lana Del Rey – Prisoner


80. Keyshia Cole & Young Thug – Don’t Waste My Time
79. Che’Nelle – Hello
78. Rae Sremmurd – This Could Be Us
77. Monica & Akon – Hustler’s Ambition
76. David Guetta & Sia & Fetty Wap – Bang My Head
75. Jamie Foxx – Hollywood
74. FKA Twigs – Figure 8
73. Maitre Gims – Hasta Luego
72. Jess Glynne – Take Me Home
71.The Weeknd & Labrinth – Losers


Ósmą dyszkę otwiera szyderczo-ironiczne Losers, które jest oryginalne muzycznie i tekstowo. Następną propozycją jest Take Me Home Jess Glyne, które odstaje od reszty dość dubstepowego albumu. Kompozycja francuskiego Maitre Gimsa, która jest wesoła, na pewno porwie do tańca nawet najbardziej zasiedziałych. Nie od dziś wiadomo, że FKA Twigs nie jest dla wszystkich, ale z jej wydziwionego repertuaru udało mi się wyłowić Figure 8, które powinno się spodobać szerszemu gronu słuchaczy. Płyta Jamiego Foxxa znajdowała się przez chwilę w moim zestawieniu najlepszych albumów, jednak musiał ustąpić lepszemu R&B. Natomiast Hollywood to bardzo energiczna jak na tego wykonawcę propozycja, po którą regularnie sięgam. David Guetta, dzięki wokalom niezwykle utalentowanej Sii i świeżynki Fety Wapa, stworzył taneczny hit, który nie razi jak niektóre jego housowe propozycje. Hustler’s Ambition jest relaksujący i melodyjny. Akon i Monica koją swoimi głosami. Rae Sremmurd nagrali oryginalną płytę, na której jednym z moich dwóch faworytów jest This Could Be Us. Che’Nelle może uratować piosenkę Adele, jeśli komuś się zbyt osłuchała, a Don’t Waste My Time to kawałek solidnego R&B. Dopracowałabym odrobinę wokale, ale poza tym przyjemne słuchadło.
Kolejne utwory warte uwagi to In the Night Weeknda, Love With Life Aleshy Dixon oraz Energy Drake’a. Pierwsza z piosenek jest muzyczną odskocznią od dzisiejszych czasów i przenosi nas w najlepsze lata Michaela Jacksona, druga zachwyca tekstem o byciu zakochanym w życiu i mieszanką reggae oraz dubstepu, a trzecia zaskakuje oryginalnością i ciekawym tekstem o wysysaniu energii. Wschodząca gwiazda, Jhené Aiko, wydała nową piosenkę z Jessie J i Rixtonem pt. Sorry to Interrupt. Super energia, świetne głosy i totalny luz. Dla kontrastu, zaskakująco głęboki utwór wydał raper Big Sean na swojej najnowszej płycie. Ciężki beat, brzmi trochę jak amerykański undergroundowy hip hop: chętnie dołączam do jego opowieści. Delta Goodrem, Australijka, wydała w zeszłym roku piękną balladę Only Human, które według mnie jest lepsze od piosenek Christiny Perri i Cheryl Cole. Rozczarowują mnie nowe hity Rity Ory, ale Body On Me w duecie z Chrisem Brownem jest godnym polecenia lekkim popem. August Alsina nieustannie porywa mnie swoją muzyką. Song Cry to wrażliwy kawałek, w którym mówi o znalezieniu ujścia dla swojego smutku w muzyce. Zawiodła mnie w ubiegłym roku płyta Tamar Braxton. Długo walczyłam czy wybrać Simple Things, czy Angels & Demons. Ostatecznie wygrało to drugie bo jest żywsze, a ja mam zbyt dużą tendencję do słuchania smutasów. Żeński hip hop pozostaje w tyle, szczególnie ten białych kobiet. Mimo że nowszą płytę uważam za słabszą od poprzedniej, Chanel West Coast tworzy unikatowe kompozycje słowne, którego bardzo dobrym przykładem jest What You Know Bout That i które wyróżnia się niepokojącym charakterem beatu.

70. Chanel West Coast – What You Know Bout That
69. Tamar Braxton – Angels & Demons
68. August Alsina – Song Cry
67. Rita Ora & Chris Brown – Body on Me
66. Delta Goodrem – Only Human
65. Big Sean & Lil Wayne – Deep
64. Jhené Aiko & Jessie J & Rixton – Sorry to Interrupt
63. Drake – Energy
62. Alesha Dixon – Love With Life
61. The Weeknd – In the Night


60. Melanie Martinez – Pacify Her
59. Justin Bieber – Mark My Words
58. Sia – Cheap Thrills
57. Thomas Rhett & Jordin Sparks – Playing with Fire
56. Joss Stone – Molly Town
55. Sarsa – Zapomnij mi
54. Wiz Khalifa & Charlie Puth – See You Again
53. Christina Aguilera – Anywhere But Here
52. Lindsey Stirling – Crystallize (live)
51.The Weeknd – Shameless


Pozycję 51. zajęła moja ukochana piosenka Shameless. „Zawsze będę dla ciebie dostępny, nie mam wstydu” razem z resztą tekstu i melodią robi ze mną rzeczy, których nie jestem w stanie oddać słowami. Następnie na liście umieściłam instrumentalny utwór Lindsey Sterling. Jej elektroniczna muzyka ze skrzypcami w roli głównej robi furorę w zachodnim świecie. Głos Aguilery uwielbiam i ponieważ piosenkarka od jakiegoś czasu nie wydaje nowego materiału, zadowalam się nieco przewidywalną lecz i tak wzruszającą Anywhere But Here. See You Again to wręcz hymn ze względu na nośny refren. Z zaskoczeniem jednak umieściłam nie wersję solo (które zazwyczaj preferuję), a z rapem, który dodaje wigoru. Miejsce 55. przyznaję Sarsie, której barwa głosu mnie zachwyca. Zapomnij mi jest bardzo dobrym, oryginalnym kawałkiem muzyki, który brzmi światowo, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Molly Town nie schodziło z moich ust przez większość ubiegłych wakacji. Kocham reggae, kocham ten tekst i tą melodię. Uwaga, uwaga: postanowiłam przyprawić moje zestawienie odrobiną country – Playing with Fire trochę cukierkowe i zwyczajne, ale zabiera mnie do lat 90-tych. Cheap Thrills Sii ewidentnie pozostaje w charakterze tekstowym artystki. Napisane dla Rihanny, jednak z jej obecnym imagem nie wyobrażam sobie Barbadoski śpiewającej, że nie potrzebuje kasy, żeby się dobrze bawić (B better have my money!). Mark My Words Justina Bibera, uspokaja mimo wiszącego w tekście tytułowego ostrzeżenia. Nie ukrywam, że Melanie Martinez po obiecującej epce rozczarowała mnie swoją płytą. Ostatecznie jednak doszłam do wniosku, że Pacify Her nadaje się do listy moich ulubionych piosenek minionego roku.
Niezmiernie rzadko zdarza się, żeby melodia zwrotki dorównywała refrenowi, zazwyczaj są one oklepane lub stworzone jak najmniejszym kosztem – kilka nut śpiewanych na zmianę. Tymczasem proste „o-o-o-oh” w Angel to WSZYSTKO, a melodia refrenu porusza do głębi. Przejmuje także genialny tekst i delikatny wokal nastoletniej Maty Notes, który idealnie dopełnia piosenkę. W moim zestawieniu nie mogło zabraknąć nowej wersji Crazy in Love śpiewanej przez teksańską królową. Ta piosenka w nowej sensualnej wersji zyskuje nieskończenie i sprawia, że poprzednia się chowa. Muszę przyznać, że cover Sofii Karlberg jest moim zdaniem lepszy od oryginału pod wieloma względami. Do tego jest niewydziwiony pod względem konstrukcji piosenki. Jednak nie mogłam zamieścić tej wersji, gdyż została wydana w roku 2014. Miejsce 43. dla utworu o miłości, w której ma się dość walki o to, kto jest górą: „nikt nie jest nieustannie idealny, więc czemu każdy błąd jest przestępstwem?”. Następna jest polska Cleo: kto by pomyślał, że Słowianka zacznie robić dobre R&B. W ubiegłym roku album wydał także Prince Royce, a na niej znaleźć można brylancik, który jest jednocześnie balladą, housem i R&B, co o dziwo się nie gryzie! Na płycie z największymi przebojami Anastazji można usłyszeć uskrzydlające Take This Chance. Na Nos Tera to bachatowa piosenka Gilsona Furtado, która odznacza się niebywałą oryginalnością jak na ten rodzaj muzyki, zahacza o chillout i dodaje lekkości. Minęło 8 lat (!!!) od albumu Brick & Lace i każdy dzień bez ich nowej muzyki doskwiera tak samo. Na szczęście ostatnimi czasy Nyla nieco się ożywiła muzycznie i wydaje solo, a także można na nią trafić w różnych kolaboracjach. Utwór Major Lazera energiczny i z fajnym posmakiem jamajsko-afrykańskich korzeni wydaje się być słoneczną alternatywą dla codzienności. Mimo, że ma słabsze wyniki niż Bad Blood, to piosenkę Wildest Dreams Taylor Swift uważam za najbardziej udaną w zeszłym roku. Tę dziesiątkę zamykam Ricky Martinem, którego La Mordidita utrzymana jest w charakterystycznym dla niego stylu.


50. Ricky Martin – La Mordidita
49. Taylor Swift – Wildest Dreams
48. Major Lazer & Nyla & Fuse ODG – Light It Up (remix)
47. Gilson Furtado – Na Nos Tera
46. Anastacia – Take This Chance
45. Prince Royce – Handcuffs
44. Cleo – Zabiorę nas
43. Stanfour & Natasha Bedingfield – Power Games
42. Beyonce – Crazy in Love (remix)
41. The Weeknd – Angel


40. Banks – Beggin for Thread (BTS remix)
39. Years & Years – Memo
38. Lady Gaga – Till It Happens To You
37. Robin Thicke & Nicki Minaj – Back Together
36. Ariana Grande – Focus
35. M
. Pokora – On danse
34. Leona Lewis – The Essence of Me
33. Fetty Wap – RGF Island
32. Ciara – I Bet
31. The Weeknd & Ed Sheeran – Dark Times


Mroczna piosenka Dark Times jest o tym, że w swych najciemniejszych chwilach śpiewający wracają do ulic i składają obietnice, których najprawdopodobniej nie dotrzymają. Kochać w tym stanie jest w stanie tylko ich własna matka. Ed Sheeran zaskakuje nową odsłoną swojej osobowości, ale obydwaj wokaliści dają z siebie wszystko. Na miejscu 32. umieściłam I Bet Ciary. „Założę się, że zaczniesz mnie kochać, gdy zobaczysz mnie z kimś lepszym od siebie”, super tekst i dobre R&B. Szkoda, że na Jackie nie ma więcej podobnych utworów. Nie podoba mi się też kierunek w jakim zmierza Leona Lewis, ale nic nie mogę ująć Essence of Me, które jest waleczne i dodaje wiele sił oraz pomaga odnaleźć siebie. Fetty Wap, M. Pokora i Robin Thicke powinni porwać do tańca. Pierwszy stworzył oryginalny hip hopowy kawałek, który odstaje jakością od reszty płyty. On danse, mimo że francuskie porywa od pierwszych dźwięków, a Back Together to muzyka funky w najlepszym wydaniu. Po środku uplasowało się Focus Ariany. Przyznaję, że w pierwszych chwilach piosenka mnie irytowała (przez przeskok gatunkowy w refrenie), jednak po kilkukrotnym przesłuchaniu ją polubiłam. Porywa do zabawy! Memo to zdecydowanie najlepsza propozycja Years & Years. King ma lepszy tekst refrenu, ale ten utwór jest bardziej płynny i złożony muzycznie. W 2015 roku powraca Lady Gaga z mocną balladą Till It Happens To You i jeszcze mocniejszym teledyskiem. Relatywnie sporo czasu minęło od ostatniej płyty Banks, jednak Beggin for Thread to nadal jeden z moich ulubionych kawałków i powyższy remix nie tylko nie psuje piosenki, ale ją reinterpretuje.
Na wpół orkiestrowe Earned It niemal zostało numerem 1 tego roku! Piękny, dynamiczny podkład, melancholijny wokal i ładny tekst, przełamany badboyowym „shit” w kluczowych miejscach refrenu tworzą kawałek, do którego wracam miliony razy. Jojo powaliła mnie na łopatki Say Love, utworem w zupełnie nowym jak na nią stylu. Razem z Keep Forgetting to moje ulubione kompozycje tej artystki. Następnie kojący głos Michaela Boltona i tytułowa ballada z filmu Fathers & Daughters i moim zdaniem jedna z lepszych w jego dorobku artystycznym. Ellie Goulding tak bardzo rozczarowała mnie swoją płytą, że brak mi słów. Żadna piosenka mi się nie podoba. Wyjątkiem jest Winner, którego najmocniejszą częścią jest przełamanie konwencji językowej: wygranym jest kobieta, która odebrała innej miłość życia. Standing On All Threes Omiego przenosi mnie na Karaiby, czuję się jakbym tańczyła boso na ciepłym piasku pod palmami. W końcu Adele. Czytelnicy zmieszają mnie z błotem, ale naprawdę uważam nową płytę za nudną, a wokal za pozostawiający sporo do życzenia (jak na jej możliwości). Jednak Remedy gram w kółko i śpiewam z największą przyjemnością o tym, że będę czyimś lekarstwem. Kolejnym odkryciem zeszłego roku jest Home zespołu Blue z płyty Colours. Odrobinę przewidywalna melodia, słodka, ale potrzebujemy trochę cukru w życiu. Zara podbiła rozgłośnie radiowe Lush Life, ale to Never Gonna Die uważam za kierunek, w jaki powinna pójść. Try Me to nie tylko taneczny utwór, ale świetnie dobrany tercet przepleciony ultrapozytywnym motywem muzycznym (który najlepiej słychać na początku i końcu). Mimo że jest piosenką eurowizyjną, Aminata bije konkurencję faktem, że jej propozycja wcale nie brzmi jak utwór napisany na ten konkurs. Love Injected przenosi w inny wymiar. Szkoda, że pozostała twórczość utrzymana jest w zgoła innym stylu.

30. Aminata – Love Injected
29. Jason Derülo & Jennifer Lopez & Matoma – Try Me
28. Zara Larsson – Never Gonna Die
27. Blue – Home
26. Adele – Remedy
25. Omi – Standing On All Threes
24. Ellie Goulding – Winner
23. Michael Bolton – Fathers & Daughters
22. Jojo – Say Love
21. The Weeknd – Earned It


20. Honey Honorata Skarbek – Morze słów
19. Charlie Puth & Meghan Trainor – Marvin Gaye
18. Rihanna– B**ch Better Have My Money
17. Drake – Hotline Bling
16. Ella Eyre – Alone Too
15. Tinashe – Player
14. One Direction – Drag Me Down
13. Janine & the Mixtape – We Could Be Better
12. Little Mix – Hair
11.The Weeknd – Real Life


The Weeknd i Real Life to w tej chwili dla mnie życie i prawdziwa muzyka. Codziennie tego słucham, przeżywam i raz na jakiś płaczę jak głupia. Dzika piosenka o nowej fryzurze po zerwaniu Hair zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy i z przyjemnością do niej tańczę, prowadzę lub się wygłupiam. Wersja z cenzurą, gdy czuję się urocza, wersja bez, gdy mam dzień zołzy. Janine tchnie w słuchacza nadzieję i melancholię w swoim cudownym We Could Be Better. Płyta One Direction do niczego, ale Drag Me Down k.o.c.h.a.m.! Podobnie jak w Focus A. Grande miałam problem z nienaturalnym przeskokiem w refrenie. Nie wiem czy to nowa moda, czy po prostu zlepek pomysłów muzycznych, bo tak to brzmi, ale z czasem się oswoiłam. Tak czy owak melodia i tekst refrenu porywają mnie za każdym razem. Na miejscu 15. Tinashe przechodzi samą siebie w swoim najnowszym singlu Player. Rozwinęła się w porównaniu do poprzedniej twórczości, podoba mi się, że trochę przyspieszyła tempo. W pierwszej dwudziestce nie mogło zabraknąć Elli Eyre i jej mega talentu. Alone Too może zostać przeoczone, a niesłusznie! Gdyby nie fakt, że zostało wydane jako singiel rok wcześniej, to If I Go znajdowałoby się w tym miejscu. Do tańca porywa też tekstowo absurdalne Hotline Bling Drake’a, które jednak bardzo polubiłam za niespotykany beat (jego taniec w teledysku to mistrzostwo). Podobnie z trapowym sztosem mojej niegdyś ulubionej Riri (co ona ze sobą robi?). Kocham złośliwość i ciężar podkładu w tym utworze. American Oxygen też uwielbiam, ale jest spokojniejsze, a moja lista wymagała zdecydowanego ożywienia. Na miejscu 19. umieściłam retrowe Marvin Gaye – nie umiem obiektywnie stwierdzić czemu aż tak polubiłam tą piosenkę. Zgaduję, że dzięki klimatowi, który tworzy. Na koniec Morze słów Honoraty Skarbek, znanej w przeszłości jako Honey. Polska muzyka rzadko mnie urzeka. Nie lubię pompatycznych tekstów piosenek, często pseudo-głębokich ani nie kocham alternatywnego rocka, który u nas króluje. Ta piosenka jednak jest uniwersalna, urzekł mnie ciekawy dobór słów, nienachalny, ale dobry wokal i wciągająca melodia.

10. Samantha Jade – Naked

Samanta Jade zaskoczyła mnie w ubiegłym roku naprawdę przebojową piosenką o nieodkrywczym tytule Naked. Nie jestem w stanie zliczyć ile piosenek tak nazwanych już istnieje, do głowy przychodzą mi repertuary Celine Dione, Leony Lewis, Dev, Spice Girls, Red Hot Chilli Peppers, Kelvina McCalla lub Avril Lavigne. Jednak ta różni się znacznie, nie tylko melodią (co jest relatywnie łatwe), ale także tekstem. Zadatki hitu numer jeden w Europie, a może nawet na świecie, szkoda, żeby pozostała nieodkryta.

9. Ne-Yo – Why

Na miejscu 9. najpiękniejsza, opleciona trafną recytacją, zapierająca dech w piersiach melodia Ne-Yo. Why za każdym razem przenosi mnie w inny wymiar. Tym razem nie przetłumaczę tekstu, bo każde słowo jest idealnie dobrane i brzmi jak melodia sama w sobie (szczególnie dla moich językoznawczych uszu). Ta narracja to ni mniej, ni więcej Sztuka współczesna.

8. Demi Lovato & Sirah – Waiting for You

Nie podzielam zachwytów nad najnowszą płytą Demi Confident. Tak, jest lepsza od poprzednich (co nie jest trudne), ale i tak jest dość miałka i sieczkowata.  Jednak Waiting for You to nie tylko jedna z lepszych piosenek zeszłego roku, ale ogólnie. Linijki:

Talkin’ ’bout my bad habits
Man, fuck my bad habits
Don’t act like you got none

są już właściwie epickie, ale wcale nie odbiegają od reszty świetnego tekstu. Melodia też jest świetna, a głos Demi zyskuje nową, mniej słodko-plastikową barwę.

7. Selena Gomez & A$AP Rocky – Good for You

Płyta Revival to ogromny postęp muzyczny Seleny Gomez. Jest o wiele dojrzalsza i całkiem spójna oraz ma sporo R&B, które jest najbliższe mojemu muzycznemu sercu. Good for You to zmysłowa piosenka, która mówi o tym, że dziewczyna chce dobrze wyglądać dla swojego partnera i jest gotowa na wiele, żeby pokazać jak dumna jest z tego, że są razem. Lekki sarkazm na bok, ten utwór jest naprawdę zaskakująco dobry i często znajduje się na moich playlistach (choć jak teraz o tym myślę, zazwyczaj w wersji solo).

6. Christina Milian – Liar

Piosenek o kłamczuchach jest sporo. Ale od pierwszej linijki „w tą i z powrotem w moim sumieniu, w tą i z powrotem” zostałam wciągnięta. Poza oczywistą warstwą tekstową: „jest oczywiste, że kłamiesz” i całej otoczce nakrywania kogoś na zdradzie, jest drugie dno: „ciągle powtarzam, że odejdę”, ale nie odchodzi, więc też nie mówi prawdy. Analizy na bok, melodyjnie Liar to R&B w najczystszej postaci, które jest tym czego zawsze chcę słuchać.

5. Justin Bieber – Sorry

W ostatniej chwili nieco zmieniłam kolejność na szczycie i przebojowi Biebera ostatecznie przyznaję miejsce piąte. Nie mogłam się powstrzymać i wkleiłam parodię, w której genralnie ma miejsce seria psikusów i takie ironiczne „sorry” się przeplata. nie wiem czy zauważyliście, że często w tym samym czasie wychodzą piosenki o tym samym pomyśle tekstowym, tak jakby to nie tkwiło tylko w artyście, ale kierunku ludzkości lub jakiejś modzie. Swego czasu wyszły dwie piosenki Rehab, tuż przed wydaniem piosenki Małe Rzeczy sama niejednokrotnie myślałam, że należy cieszyć się z drobiazgów. A teraz przepraszają Adele i Justin – każde z nich w inny sposób. Bliższe mojej osobowości są przeprosiny z przymrużeniem oka. Do tego dodam, że w wersji Kanadyjczyka wcale nie brzmią nieszczerze.

4. The Braxtons – Mary, Did You Know

Idealny przykład na to, że aranż może wszystko. Ta piosenka jest tradycyjna i od lat znana. nie raz była śpiewana przez celebrytów i zawsze wydawała się zupełnie nijaka. Podejrzewam, że nie przykłuwała niczyjej uwagi. Natomiast dzięki siostrom Braxton zyskała nowe życie. Przepiękna melodia, mocne wokale i buzujące emocje, które przenikają przez technologię. Bez wcględu na to czy ktoś jest wierzący, czy nie, ta piosenka wzrusza, porusza i moim zdaniem może zmienić świat na lepsze.

3. Naughty Boy & Beyonce & Arrow Benjamin – Runnin’ (Lose It All)

Naughty Boy był w zeszłym roku grzeczny komponując hit i proponując duet dwójce zdolnych wokalistów. Energiczny bit, w stylu jakiego zazwyczaj nie lubię, jest porywający. Owszem, wokal Beyonce jest lepszy i ma się niedosyt, gdy wkracza Arrow Benjamin. Mimo to piosenkę uwielbiam i z czystym sumieniem daję jej 3. miejsce w 2015. roku.

2. Skylar Grey – I Know You

Moją duszę w zdecydowanej większości porywają piosenki melancholijne. Ta jest swego rodzaju błaganiem. Dziewczyna chce być kochana przez chłopaka, który ewidentnie miłość czuje, ale boi się otworzyć. Piosenka idealnie pasuje do ekranizacji powieści E. L. James, ale też w pewnym czasie do mojego własnego życia. Zapewne dlatego tak mocno ją przeżywałam i tak głęboko we mnie utkwiła. Dodatkowo, gdy czyjaś twórczość jest szczera i płynie z duszy \ serca, a nie jest zlepkiem przebojowych pomysłów to ten fakt przebija. Ta piosenka naładowana jest skupiskiem sprzecznych emocji: nadzieją i poddaniem się, smutkiem i szczęściem, wiedzą i bezsilnością, pasją i przegraną pozycją. A dodatkowo pozostawia w nas coś nieuchwytnego, co w dobrej muzyce jest najbardziej magiczne.

1. The Weeknd – Acquainted

Niby nic specjalnego. Niby prosty tekst i nieskomplikowana melodia. Niby piosenka jakich wiele na płycie Weeknda. A jednak wyjątkowa. Na początku mroczny pulsujący podkład… Potem energiczny mocny podkład R&B z elektronicznymi wyciszonymi dźwiękami w tle powtarzającymi tę samą melodię w okolicy pre-hooku, drugiej połowie refrenu i codzie. No właśnie, do tego coda, a więc muzycznie inna końcówka, która jest esencją utworu i tak wiele do niego dodaje pod każdym względem. Mam wrażenie, że Abel przeszedł sam siebie. Do tego niewymuszony wokal artysty, który zachwyca skalą i delikatnością. A wisienką na torcie jest tekst, który nie przypomina mi nic co w życiu widziałam / słyszałam / czytałam, a naprawdę jest tego sporo.

Niebezpiecznie byłoby mówić, że się kochamy
Ale nawet nie wiesz jak się cieszę, że jestem twoim znajomym (…)
Wiem, że wolałbym być zadowolony
Ale nawet nie wiesz jak się cieszę, że jestem twoim znajomym

Po polsku oczywiście cały xfactor słów się gubi (a szkoda!). Ale naprawdę, tekst mimo że częściowo okołodupny, to zahacza o współczesną poezję. Cała płyta jest właściwie o jakiejś kobiecie, którą podmiot liryczny chce, ale której nie potrzebuje, przez co wchodzi w sferę używek i impulsywnego sypiania z kim popadnie. Ta piosenka idealnie oddaje paradoks prostoty i komplikacji, ilustruje godzenie się na własne nieszczęście dla odrobiny płytkich przyjemności. Facet zaczyna zakochiwać się w dziewczynie, która nie oznacza nic dobrego. Jednak nie odwraca się na pięcie, wybiera cokolwiek i przystaje na sytuację, która go w pełni nie usatysfakcjonuje. Depresyjne? Może. Ale jakże prawdziwe dla sporej części ludzkości, która aby tylko nie być samotna zniża się do bycia z kimkolwiek dla samego faktu. Spłycając jednak podsumowanie, na ile to możliwe: ta piosenka to coś wspaniałego!

Kat Dahlia – Gangsta

Początkowo na miejscu 8. umieściłam ten wymiatacz. Jednak okazało się, że mimo iż płyta została wydana na początku ubiegłego roku, to ten konkretny utwór został wydany przed laty i nie wolno mi nagiąć zasad podsumowania. Trafiłam na to przypadkowo kilka dni temu i padłam z zachwytu! Mocny, zorany wokal, przebijająca silna osobowość piosenkarki i sarkastyczny tekst tworzą wybuchową całość. Mam nadzieję, że nie tylko ja będę sięgać po Gangstę w najbliższym czasie i wzmacniać się wewnętrznie.

Timbaland & Ginuwine – Keep It Real

Podobnie ma się sprawa z tą nutką. Początkowo w Top 10, ostatecznie w gratisie. Nie wiem jak to możliwe, żebym wcześniej na nią nie trafiła! Regularnie sprawdzam czy Ginuwine nie zmartwychwstał muzycznie, non stop śledzę Timbalanda (UFO ssie), a tu nagle na Spotifyu, bum, płyta Here We Come z tego roku, której data wydania mnie zmyliła. Ale nie ma tego złego, może ktoś jeszcze zasłucha się w tym, co by nie mówić, oldschoolowym R&B.

Dla wytrwałych niespodzianka, cała playlista znajduje się tu:

Uwagi: Taylor Swift i Adele nie oferują swojej muzyki, więc zastąpione zostały wymiennikami. Nie ma również piosenki Sorry to Interrupt (nr 64), zatem w artykule znajduje się link do Youtuba, a na liście zamieściłam Flashlight Jessie J, żeby zgadzała się numeracja (zresztą oryginalnie było w moim top 100, ale w końcu wypadło z obiegu).

10 KOMENTARZE

  1. Albumy dla mnie to masakra, „Title” w najlepszych a „BBTM” na #1, te 2 albumy należą do mojego top 3 najgorszych 😝
    Co do singli, #1 jest straszna, okropny kawałek, wg mnie najgorszy od The Weeknda ale trudno ;) Dobrze ze pojawiła się Sel dość wysoko, szkoda ze nie mam jej w albumach :/

    • Szkoda Łukasz, ale nie da się trafić w gusta wszystkich :). De gustibus i takie tam. Album Seleny jest lepszy od poprzednich, ale dla mnie nie jest autentyczny. Momentami głosowo brzmi jak Lana del Rey czy inne wykonawczynie alternatywne, brakuje mi też ładnych melodii. Miłego dnia ;)!

  2. Sia, Sarsa , The weeknd, David Guetta, Wiz Khalifa, Taylor :3 , Aminata, Ellie, Selena dużo świetnych artystów i utworów :) Jedno z najlepszych podsumowań, brakuje mi tu tylko Adele i Hello w tej sławniejszej wersji ;)

  3. Jesteś tuż za Dariuszem, jeżeli chodzi o trafienie w mój gust! ☺ „Just the Two of Us”, „Title”, ” Feline”… <3 Poza tym Kelly Clarkson, John Legend, Jess Glynne, Sia, Sarsa, Wiz Khalifa & Charlie Puth, Taylor Swift, Cleo, Beyonce, Ariana Grande, Adele, Ellie Goulding, Ella Eyre, Honorata Skarbek, Demi Lovato, Selena Gomez… <3

    • Ha Mateusz, w takim razie dla tych kilku warto było kilkanaście godzin pisać ;)!

      Nikogo na siłę nie promuję, zamieściłam to, czego słucha(ła)m na co dzień <3 ;). Nie wiem co uważasz za muzykę "niższą", wkład jaki mają w nie wytwórnie? Bieber, Selena współtworzą swoje piosenki, mega się rozwinęli, Cleo zaprezentowała dla mnie coś świeżego muzycznie, a za 1D nie przepadam, a tą nutkę lubię bardzo (pisałam zresztą o moich dylematach związanych z nią). Pozdrowionka, mam nadzieję, że odpiszesz, bo jestem zaintrygowana!

    • Ola Lis -Olxie- w/w artystów nie lubię za całokształt – za słabe piosenki, za słabą osobowość. Z 20 lat temu na miano artysty trzeba sobie było zapracować. Teraz mają to za byle teledysk, nad którym fanki mają zajawkę o.O. Naprawdę, ćpanie w wykonaniu Biebera, plucie na fanki jest atrybutem do popularności?

    • Obawiam się, że nie śledzę życia gwiazd ;). Gdyby rozmawiać o image’u to nie rozumiem wielu z nich, choćby rynsztoku jaki robi z siebie Rihanna. Nie wiem po co Beyonce, która jest na szczycie musi latać z gołą dupą na scenie ;). Mogłabym tak bez końca, ale muzyka dla mnie jest osobno, poza tym wszystkim.

      No a to, że świat się zmienia, takie czasy. Jednak ostatnio zmienia się też na lepsze: ludzie zaczynają kupować płyty, artyści grają u nas koncerty. A co do sławy, to od zawsze w dużej mierze była to kwestia mieszanki głosu, muzyki / przebojowości, image’u i szczęścia. Wcale się to aż tak nie różniło, po prostu w przeszłości nie było aż tylu platform do wyrażania siebie (ale była też o wiele mniejsza konkurencja) :).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here