Dział PublicystykaZestawienia redakcji

Best of 2014 redakcji All About Music. Najlepsze albumy i utwory według Joanny Gulewicz



Zestawienie roczne okazało się dla mnie naprawdę sporym wyzwaniem. Jak ocenić i pomieścić w jednym rankingu, miejsce przy miejscu, twórczość klasycyzującego Hansa Zimmera, najeżoną elektronikę Eliphant, progresywną Anathemę i zrobić to tak, żeby znalazła się jeszcze jakaś godziwa pozycja dla statecznych już panów z Diary of Dreams?

Próba zakończyła się fiaskiem, toteż postanowiłam sobie podzielić ranking na 4 kategorie:

  • HIPSTERIADA (smaczki dla wszystkich tych, którzy są wygłodniali nowinek muzycznych i z wypiekami na twarzy czekają na kolejną edycję Off Festival; z konieczności również The Pretty Reckless – ani ona hipsterska, ani Polska, ani bezkonkurencyjna ale chyba najlepiej pasuje właśnie tutaj),
  • POZA KONKURENCJĄ (tutaj znajdziecie albumy, które w moim odczuciu są nie zestawialne z niczym innym, gwiazdy najwyższego formatu i te nieco mniejsze, których legenda i pozycja wyprzedza muzykę a moje osobiste doświadczenia nie pozwalają mi umieścić ich w rankingu, bo jaki by on nie był zawsze nadchodzi taki moment, w którym nic nie jest równie dobre jak instrumentarium Hansa Zimmera, czy barwa głosu Chrisa Martina),
  • CIEMNA STRONA MOCY (kilka wartych wysłuchania nowości z pazurem i koniecznie z porządnym przytupem),
  • POLSKA (ukłon w stronę naszych rodzimych artystów, bo naprawdę w tym roku mają się czym pochwalić).

Mam nadzieję, że udało mi się chociaż w drobnej części zachować obiektywizm i trzeźwość umysłu, co w przypadku tak doskonałych propozycji muzycznych wcale łatwym nie było. Dodam również, że zrobiłam co w mojej mocy, bo nie dublować tych samych artystów w kilku rankingach a zatem na liście najlepszych utworów znajdziecie tylko te rzeczy, których nie opisałam wcześniej. Zapraszam do lektury.

ALBUMY

HIPSTERIADA – TOP 15

1. Owen PallettIn Conflict


In Conflict to już czwarta płyta tego 35-letniego Kanadyjczyka i ze wstydem muszę stwierdzić, że natknęłam się na nią zupełnie przypadkowo i dopiero kilka miesięcy temu. Co za błąd! Fantastyczna, ujmująca i subtelna, lecz zawsze doskonale wyważona wokaliza, doskonałe zaplecze elektroniczne i urzekająca melodyka. Moje osobiste odkrycie i niekwestionowane miejsce na podium!

2. The RaveonettesPe’ahi


Tej dwójce Duńczyków najbliżej chyba do nurtu shoegze i post-punk, ale nie stronią również od eksperymentów i noise. Damska część czytelników być może będzie pamiętała ich wyśmienity utwór Lust, który promował jedną z kolekcji popularnych marek odzieżowych. W tym roku wrócili z kolejnym krążkiem – bardziej odważnym, nie stroniącym od mocnych, nieprzewidywalnych noisów ale wciąż wdzięcznie dryfującym w spokojnej toni shoegze. Prawdziwa perełka!

3. ArchiveAxiom

O wyśmienitym muzycznym smaku Brytyjczyków już kiedyś pisałam. To oni kreują trendy, to oni wprawiają je w wibracje i to oni puszczają w świat. Zespołu Archive zapewne nikomu przedstawiać nie trzeba, znani są bowiem jako tytani sceny trip-hopowej, którzy dołożyli wszelkich starań, by to magiczne dziecko przełomu wieków przyszło na świat. Axiom to kolejna muzyczna, trip-hopowa perełka. Krążek przepełniony tym charakterystycznym dla gatunku napięciem, rozsadzany mroczną, niepokojącą elektroniką. Majstersztyk!

4. Illum SphereGhosts Of Then And Now

Wydał niewiele, mało gdzie można go znaleźć i mało kto wie kim jest ta tajemnicza postać. Mimo to, remixował dla samego Martyna, czy Om Unit i już zdążył załapać się na Red Bull Music Academy 2010. Trafiłam na tego pana zupełnie przypadkowo ale bez najmniejszego wahania mogę polecić jego krążek Ghost Of Then And Now wszystkim wygłodniałym innowacji i fantazji we współczesnych brzmieniach. Potężna dawka niepokojącej, dusznej i gęstej elektroniki w fantastycznej oprawie muzycznej.

5. AlcestShelter

Prawdopodobnie jedno z największych zaskoczeń w historii muzyki. Trzech muzykalnych panów z Francji postanowiło założyć 14 lat temu kapelę blackmetalową. Gdybym od razu przeszła do sedna i powiedziała, że owocem tego niesamowitego projektu jest hipnotyzujący i pełen wdzięku album Shelter zabrzmiałabym cokolwiek nielogicznie. Otóż owo szalone trio pewnego dnia przeszło metamorfozę i zamiast black metalu zaczęło tak po prostu grać shoegze. Zdumiewające? Nie tak bardzo jak urzekający owoc ich pracy – melodyjny, kołyszący, półsenny album Shelter.

6. LambBackspace Unwind

Kolejni niekwestionowani królowie sceny trip-hopowej. Świat zna ich głównie za sprawą wielkiego trip-hopowego przeboju Gabriel, choć podbijają serca i umysły publiczności od 20-tu lat. Posępni, refleksyjni, i zawsze z przestrzenią. W zeszłym roku powrócili na scenę z krążkiem Backspace Unwind. Magiczna trip-hopowa podróż przez konstelacje i galaktyki. Kosmiczna perfekcja!

7. KlaxonsLove Frequency

Love Frequency to gratka dla wszystkich szaleńców, którzy tak jak ja lubią pławić się w głośnej, dynamicznej, przesterowanej i kipiącej od energii muzyce spod znaku new rave’u. Wydali raptem trzy albumy, ale każdy z nich to muzyczny dynamit. Rozsadzają przestrzeń, głośniki i umysły. Rzadko się zdarza, żeby jakiś artysta potrafił umiejętnie (!) upakować tyle emocji w jednym kilkudziesięciominutowym krążku, toteż należy im się naprawę wysoka pozycja.

8. ElliphantOne More EP

Myślę, że nie będzie przesadą, jeśli powiem, że to właśnie Eliphant była prawdopodobnie najbardziej oczekiwanym debiutem roku 2014. Nie bez powodu zresztą ta dziewczyna znikąd podbiła w ciągu jednej nocy serca całej tauronowej publiczności. Zadziorna, niepoprawna, dzika a jednocześnie perfekcyjna kompozycyjnie. Znajdziecie tu niebanalne połączeniu rapu ze współczesną, nieprzewidywalną elektroniką, w asyście naprawdę dobrze modulowanej wokalizy. Porywająca i hipnotyzująca!

9. Lykke LiI Never Learn


Istnieją takie gwiazdeczki, które czegokolwiek by się nie tknęły, czynią to w majstersztykiem. Już debiut Lykke Li zapewnił im trwałe miejsce na firmamencie tych najjaśniejszych a każda kolejna płyta urzeka jeszcze bardziej niż poprzednia. Nie inaczej jest w przypadku I Never Learn. Jest przestrzenie, harmonijnie, z nutką tego nieuchwytnego „czegoś” z pogranicza melancholii i nadziei. Olśniewająco!

10. The Pretty Reckless Going To Hell

Dzika, nieokrzesana, uwodzicielska. Mimo, że ta buntowniczka ze Stanów ma dopiero 21 lat i raptem dwa albumy na koncie, publiczność (z dużym naciskiem na tę męską jej część) wprost za nią przepada! Legenda, a zwłaszcza wizerunek zdecydowanie prześciga jej twórczość, ale i ta oscylując gdzieś na pograniczu rocka i riot grrl uprawnia panienkę Momsen do znalezienia się na liście rzeczy, nie objętych zestawieniem.

11. InterpolEl Pintor

Mówi się, że są jednym z wiodących zespołów, napędzających współczesną scenę indie i post punk. W tym roku stuknie im 18-tka, w zeszłym natomiast wydali rewelacyjny album El Pintor i zgodnie z tym, co zapowiedzieli w tytule płyty (który można przetłumaczyć z hiszpańskiego jako „malarz”), Interpol nie tyle skomponowało, nagrało i wydało kolejny krążek, co odmalowało dźwiękiem obraz, nastrój, uczucie odciśnięte w umyśle twórcy. Nie muszę chyba mówić, że zarówno technicznie, jak i kompozycyjnie album jest absolutnym majstersztykiem?!

12. Foster The PeopleSupermodel

W zestawieniu nie mogło oczywiście zabraknąć Foster The People. Album Supermodel to kolejna próbka młodzieńczej, rozpierającej płuca i podrywającej serca do lotu euforii. Świeża, energetyzująca, silnie zdynamizowana i pulsująca beztroską – taka jest ich cała twórczość i taki jest również krążek Supermodel. Gorąco polecam!

13. RoyksoppThe Inevitable End

Tak jak pisałam w recenzji płyty:

Z cała pewnością wszyscy znamy dokonania Skandynawów całkiem nieźle, bo mimo, że krążek The Inevitable End jest zaledwie piątą studyjną płytą muzyków, formacja podbija serca fanów od ponad 16-tu lat i chyba wiele się nie pomylę, jeśli powiem, że bez tej utalentowanej dwójki prawdopodobnie trudno byłoby sobie nawet wyobrazić współczesną scenę elektroniczną.

14. WarpaintWarpaint

Mogę śmiało powiedzieć, że ten dream popowy projekt to miłość od pierwszego odsłuchu. Magiczna, hipnotyzująca, pełna szeptów i drżenia wokaliza, rozmywająca się w eterycznej przestrzeni instrumentarium olśniewa i zachwyca od pierwszych taktów. Warpaint to coś z pogranicza jawy i snu, a mimo to nieobca jest artystom kosmiczna, choć subtelna i wyważona precyzja w doborze środków. Cudowna!

15. Zola JesusTaiga

Zola Jesus to muzyczna mieszanka przeróżnych stylów, kipiąca od wielogatunkowych inspiracji ale przede wszystkim z dominującym, silnym i czystym wokalem. Przypisuje się jej electronikę, industrial, experimental, muzykę klasyczną a nawet gotycką. Najnowsza płyta mocno odbiega od jej poprzednich dokonań i zbliża się w kierunku electropopu, a chwilami nawet muzyki etnicznej. Ciekawa i warta poznania.

POZA KONKURENCJĄ – TOP 5

1. Tori AmosUnrepentant Geraldines

Przede wszystkim Tori Amos. To jedna z tych czarujących muzycznych syren, które bez względu na treść i formę zawsze zachowują klasę i powab, a przy tym wbrew upływowi czasu i zmieniającym się trendom wciąż olśniewają i uwodzą głosem. Doskonała płyta, ale jakże mogłabym umieścić ją w rankingu? Przecież ona stoi ponad wszelkimi rankingami!

2. ColdplayGhost Stories

Ponoć z Coldplay wyrasta się mniej więcej w okolicach przejścia przez magiczne bramy szkoły średniej. Cóż mogę powiedzieć… Co prawda po doskonałym Parachutes i Rush Of Blood To The Head z płyty na płytę coraz bardziej oddalają się od wdzięcznej i chwytającej za serce ścieżki, wyznaczonej przez dwa pierwsze krążki ale głos Chrisa Martina wciąż pozostaje jednym z najbardziej kojących klejnotów indie. Mój osobisty faworyt.

3. U2Songs Of Innocence

Nikt nie wie od ilu lat grają ani ile mają albumów na koncie, bo U2 to jeden z tych zespołów, które istnieją od zawsze i oby tak pozostało. Wiecznie młodzi, zawsze świetni warsztatowo, wciąż zaskakujący wyśmienitymi kompozycjami. Te irlandzkie dinozaury są niczym most pokoleniowy, bo mało jest artystów, których możemy posłuchać razem z rodzicami a nawet dziadkami a ich muzyczna lektura wciąż będzie satysfakcjonująca.

4. PendragonMen Who Climb Mountains

Jeden z demonów, wykuwających rocka progresywnego pod koniec zeszłego roku powrócił z kolejnym krążkiem – Men Who Climb Mountains. Ponoć nieco się zestarzeli, spokornieli… Nic podobnego! Co prawda od rozmachu i splendoru As Good As Gold zboczyli dając się ponieść fali ponurych eksperymentów ale ich owoc to moim zdaniem rewelacja dowodząca długowieczności panów z Pendragon.

5. Hans Zimmer Interstellar

Tego pana chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Incepcja, Sherlock Holmes, Gladiator, Rain Man – to tylko kilka filmów, do których komponował muzykę i tylko te, za które zgarnął nominacje do Oscarów. Pod koniec zeszłego roku mogliśmy posłuchać tego genialnego kompozytora w tle filmu Interstellar. Nie będę się długo rozpisywała – czego się nie tknie, czyni to majstersztykiem!

POLSKA – TOP 10

1. ZamilskaUntune

Za tą potężną dawką niepokojącej, trudnej do zaklasyfikowania i nieprzewidywalnej elektroniki stoi drobna i niepozorna dziewczyna. Pełno tu niepokojących ech i pogłosów, zapętleń, z których nie sposób się wyłamać, wciąż nasilającego się drżenia tła. Rewelacja i milowy krok na drodze ku elektronice na światowym poziomie!

2. Lunatic SoulWalking On A Flashlight Beam

O mojej słabości do muzyki progresywnej zdążyli się już chyba przekonać wszyscy. Trudno w to uwierzyć, ale ten wyśmienity projekt muzyczny wyszedł spod rąk polskiego muzyka i kompozytora – Mariusza Dudy. Hipnotyzujący, pełen melancholijnego, urzekającego wyczekiwania, doskonale dopracowany zarówno pod kątem wokalnym jak i instrumentalnym. Proggresive najwyższych lotów!

3. Julia MarcellSentiments

Tak jak pisałam wcześniej, recenzując płytę tej ciemnowłosej ślicznotki:

Krążek Sentiments, jak to zwykle w wypadku Julii Marcell bywa, jest absolutnym majstersztykiem, przemyślanym i zrealizowanym z rozmachem od początku do końca i zdecydowanie stroniącym od prostych rozwiązań muzycznych (…).

4. Artur RojekSkładam Się Z Ciągłych Powtórzeń

Artur Rojek w zasadzie powinien znaleźć się na liście „POZA KONKURENCJĄ” ale w ramach promocji naszych rodzimych gwiazdeczek, nie mogę nie uświetnić listy najnowszym krążkiem tego mysłowiczanina. Jak zawsze, urzekający, pełen posępnej refleksji, z lekką nutką ironii. Niekwestionowany mistrz misternej sztuki wyrażania wszystkiego za pomocą skąpych środków, stanowiących tak naprawdę jedynie zbędne tło dla wokalizy. Rojek w pełnej krasie!

5. HappysadJakby Nie Było Jutra

Od ich debiutu minęła okrągła dekada. Z każdą kolejną płytą coraz bardziej rozwijali skrzydła a kolejne krążki przynosiły coraz bardziej dojrzałą wizję artystyczną. Zaczynali jako nieopierzeni, euforyczni i rozskakani młodzieniaszkowie. Można powiedzieć, że dorastaliśmy razem, bo na ich pierwsze koncerty na festiwalach, które zresztą nie istnieją od lat, chadzałam jako głupawa i raczej skora do pogowania, niż słuchania tekstów siksa. Jakby Nie Było Jutra to już 6-ty studyjny album Happysad i jestem zaszczycona, że miałam okazję obserwować ich pełny muzyczny rozkwit.

6. Das MoonWeekend In Paradise

Mimo, że ich pierwszy krążek ukazał się raptem 3 lata temu, zdążyli już pojawić się na katowickim Maydayu, czy wystąpić u boku tytanów industrialu – Front Line Assembly. W przypadku zespołu, który wśród swoich inspiracji wymienia między innymi The Prodigy, Depeche Mode, czy Kraftwerk, inaczej być nie mogło! Mamy tutaj do czynienia z wysokim i niebezpiecznie hipnotyzującym stężeniem synthpopu, okraszonym rytmiczną perkusją i rewelacyjną wokalizą.

7. Renata PrzemykRzeźba Dnia

Kolejna żywa legenda. Podobnie jak Grzegorz Turnau, również Renata Przemyk na scenie święci triumfy od przeszło 20-tu lat, niezmiennie zaskakując i uwodząc. Nieprzewidywalna, kobieca, nie stroniąca od melancholii, czy muzycznego szaleństwa a przy tym wszystkim skora do tej niezrozumiałej dla płci przeciwnej kobiecej figlarności i zmienności. Nieoceniona!

8. Grzegorz Turnau7 widoków w drodze do Krakowa

Do mainstreamu Grzegorza Turnaua bez wątpienia zaliczyć nie można. Uświetnia naszą rodziną muzykę od ponad 20-lat a każdy kolejny krążek przynosi nową porcję wzruszeń i wdzięku. Jak to się mówi – „nikt nie powiedział, że będzie łatwo” – nie musicie lubić poezji śpiewanej a klasyczne instrumentarium możecie mieć w głębokim poważaniu ale Turnau to jeden z tych artystów, których po prostu wstyd nie znać!

9. Acid Drinkers25 Cents For A Riff

Możecie ich lubić lub nie, bać się burzy rozwianych kruczoczarnych włosów prawdopodobnie jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów polskiej sceny – Titusa, lub wprost przeciwnie – zapuszczać swoje razem z nim. Tak czy inaczej niemal od 30-tu lat święcą triumfy na deskach klubów, porywają publiczność na wszelkiej maści festiwalach i odkąd pamiętam serwują kawał naprawdę dobrej warsztatowo muzyki.

10. MuchyKarma Market

W splendorze otaczającym premiery nowych krążków Happysad, czy Meli Koteluk gdzieś chyba zapomniano wspomnieć, że także Muchy wydały kolejny album. Karma Market to doskonała kompilacja, na której znajdziecie zarówno wyważone, refleksyjne i slowrockowe ballady, jak i sporo pozytywnej energii z porządnym przytupem i mocnym basem.

CIEMNA STRONA MOCY – TOP 10

Tutaj rozwodziła się nie będę, bo prawdopodobnie większość z was tę rubrykę pominie, a ci którzy jakimś cudem poddadzą ją lekturze zapewne doskonale znają tę materię.

  1. Diary Of Dreams Elegies In Darkness
  2. OpethPale Communion
  3. Anathema Distant Satellites
  4. CombichristWe Love You
  5. In FlamesSiren Charms
  6. GrendelSoilbleed Redux v2 (2014, NoiTekk) 
  7. NachtmahrFeindbild
  8. KMFDMOur Time Will Come
  9. Noisuf-X Invasion
  10. Clan Of XymoxMatters Of Mind, Body & Soul

Top 20 utworów

1. Pink Floyd – Louder Than Words

O tym, że te dinozaury rocka progresywnego wydadzą jeszcze jedną płytę nawet nie śniłam. Skłóceni, znużeni, schorowani – wydawało się że Division Bell będzie ostatnie. Na szczęście dla mnie i dla wszystkich tych, którzy nie wyobrażają sobie ani muzyki progresywnej ani w ogóle żadnej muzyki bez Pink Floyd utwór Louder Than Words jest niczym magiczna podróż w czasy, gdy Floydzi wciąż jeszcze grali razem.

2. The Black KeysWeight Of Love

Na pierwszym miejscu znajdziecie urzekający utwór, pochodzący z najnowszej płyty brytyjskiej formacji The Black KeysTurn Blue. Przydymiony, pozornie niechlujny, choć rewelacyjnie modulowany wokal, lekko spóźniony względem powoli posuwającego się instrumentarium, i ta oszałamiająca gitara, rozpadająca się na trudne do okiełznania i daleko od siebie leżące sekcje, z którymi bez problemu radzą sobie muzycy. Rewelacja!

3. Jessica Lea MayfieldOblivious

Mimo, że ta młodziutka Amerykanka ma zaledwie 25 lat, do tej pory zdążyła wydać już trzy studyjne albumy, a warsztat, kompozycje i melodyczny plan utworu czynią wrażenie starej wyjadaczki, doskonale znającej zarówno swoje możliwości jak i oczekiwania słuchacza. Nieznośnie porysowany, zdałoby się kakofoniczny wręcz, a jednak paradoksalnie trzymający się stałej slowcorowej melodii utwór, uświetniony dziewczęcym i świeżym wokalem to coś, czego przegapić nie można!

4. Marilyn MansonThird Day Of A Seven Day Binge

Można go kochać lub nienawidzić, z obrzydzeniem spoglądać na palenie przez niego świętych ksiąg lub wprost przeciwnie – widzieć w nim światło narodów. Jedno jest jednak pewne – zarówno technicznie jak i wokalnie prezentuje najwyższy poziom artystyczny. Nikogo nie zdziwi, że na najnowszej płycie Mansona znajdziemy po raz kolejny doskonałą oprawę muzyczną, rewelacyjny warsztat i jeden z najbardziej charakterystycznych, pełnych pasji wokali. Premiera dopiero za tydzień ale już teraz możecie zapoznać się z przedsmakiem The Pale EmperorThird Day Of A Seven Day Binge.

5. Die Antwoord Pitbull Terrier

Nie mogłam pominąć oczywiście Die Antwoord. Nie jestem najbardziej oddaną fanką rapu, toteż cała płyta nie do końca do mnie trafia, bez wątpienia natomiast kawałek Pitbul Terrier zawiera wszystko to, co nie pozwala mi przejść obok niego obojętnie. Jest agresywnie, dynamicznie i elektronicznie. Zapytacie może, czy tak niewiele mi trzeba – odpowiedzią niech będzie poddanie lekturze tego dynamitu.

6. Cut Copy – We Are Explorers

Co prawda krążek Free Your Mind ukazał się końcem roku 2013-tego, z radością odkryłam, że singiel We Are Explorers ujrzał światło dzienne dopiero w lutym zeszłego roku, a zatem z radością mogę szerzyć dobrą nowinę i wypromować swoich ukochanych Australijczyków. Fantastyczny elektroniczny duet – czarujące syntetyzatory, przeurocza wokaliza i narkotyzująca euforią melodyka. Polecam !

7. And OneLove Trashing Girls

A teraz dla odmiany trochę staroci. Obecny na scenie od 25-ciu lat projekt z pogranicza futurepop, EBM i new wave, który pewnie dla większość z was będzie zagadką ale nie mogę o nim nie wspomnieć z uwagi na własny sentyment. Kawałek dość prosty jeśli chodzi o środki wyrazu, z nieskomplikowaną linią melodyczną i raczej niewyróżniającym się niczym szczególnym wokalem, ale cóż ja mogę – macie mnie!

8. Funker Vogt Sick Man

Dynamiczna i agresywna scena EBM i aggrotech zapewne nie do każdego przemawia ale ponieważ, tak czy inaczej, powyższe zestawienie jest z góry skazane na subiektywizm, pozwolę sobie na luksus bezczelnego umieszczenia Fuker Vogt, między Floydami i Cut Copy, jako że być może ta dzika nieokrzesana i pulsująca muzyka może budzić sporo sprzeciwu ale na pewno nie można jej odmówić całkiem niezłego dopracowania w ramach swojego gatunku. (Odradzam teledysk, aczkolwiek przesterowane, czasem zahaczające o kicz środki wizualne z niewiadomych dla mnie powodów są akurat dla tego gatunku muzyki całkiem charakterystyczne)

9. Snowbird Amelia

Kwintesencja dream popu z tym czarującym i rozpływającym się w przestrzeni kobiecym wokalem i subtelnymi partiami fortepianowymi. Jedna z bardziej wdzięcznych nowinek na rynku muzycznym, toteż gorąco polecam.

10. SwansOxygen

Wierzcie lub nie, ale ten nieprzewidywalny noise-rockowy projekt istnieje na scenie od przeszło 30-tu lat i wciąż przyciąga rzesze nowych fanów, a To Be Kind to już ich 13-ty album studyjny! Stara dobra gwardia wielbicieli Swansów na pewno zawiedziona nie będzie – krążek obfituje w eksperymentalne, dzikie zwroty akcji, kipi od bzycząco-niepokojącej, nie dającej usiedzieć w miejscu elektroniki i niepokornego instrumentarium. Zaprawdę powiadam wam – to jedni z tych artystów, których ząb czasu nie ruszył.

  1. Manic Street PreachersSex, Power, Love And Money
  2. BalmorheaHEIR II
  3. ElbowFly Boy Blue
  4. Maggie Björklund Missing At Sea
  5. Mela Koteluk – Żurawie Origami, Fastrygi
  6. Ray LaMontagnePick Up A Gun
  7. Dope Stars IncMany Thanks
  8. ZacierSkazany Na Garnek
  9. Karolina CzarneckaHera Koka Hasz LSD
  10. Deine LakaienThe Ride
Tags
Show More


Joanna Gulewicz

Pasjonatka wszystkiego, co kłopotliwe i niespotykane.

Related Articles

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.