Co to była za płyta! Minęło więcej niż dwa lata a ja nadal doskonale pamiętam każdy utwór z debiutanckiego albumu At Least for Now Benjamina Clementine’a – urodzonego w Londynie poety, który po wielu trudach osiągnął sukces jako wokalista, mogąc sobie na półce postawić prestiżową nagrodę Mercury Prize dla najlepszego brytyjskiego wydawnictwa. Artysta nie spoczął jednak na laurach i nie kazał długo czekać na następcę swojego wspaniałego debiutu. Poprzeczka zawisła niebywale wysoko.

Napisałem ten album jako sztukę teatralną. To opowieść o dwóch muchach, które razem wyruszyły na odkrywanie świata. Wkrótce jedna opuszcza drugą. Ja wcielam się w rolę narratora.

Tak genezę tytułu I Tell a Fly wyjaśnia Clementine, dodając, że motywem przewodnim premierowych nagrań uczynił bycie osobą obcą, wyalienowaną. Skądinąd śpiewa o sobie, bo sam przez długi czas szukał swojego miejsca w świecie. Ubiera to jednak w takie słowa, byśmy odnieśli wrażenie, iż jego druga płyta jest dziełem mniej egocentrycznym w porównaniu do At Least for Now. A muzycznie? Ponownie ciężko włożyć brzmienie Benjamine’a do jednej szuflady. To, co Brytyjczyk nam proponuje, nadal oscyluje w awangardowych klimatach spotykających jazz, soul, alternatywny pop rock, piosenkę aktorską czy nawet klasykę.

Na wyprawę wyruszamy przy powoli rozkwitającej kompozycji Farewell Sonata, w której delikatne dźwięki fortepianu przechodzą w rockowe, chaotyczne rozwinięcie by ponownie wrócić do swojej początkowej postaci. Przygoda popycha nas w kierunku dusznego, niepokojącego God Save the Jungle będącego moim ulubionym punktem na I Tell a Fly. Szczególnie warto zwrócić uwagę na mocny, nieco obłąkany głos Benjamina. Zanim wylądujemy na Bliskim Wschodzie za sprawą zmiennego Phantom of Aleppoville (ja polecam głównie drugą, jazzującą i melorecytowaną część utworu), łączącego problem wojny domowej w Syrii z prześladowaniem, którego ofiarą w młodym wieku padł artysta, wysłuchać możemy teatralnego, sięgającego chwilami po elektronikę Better Sorry Than Asafe. Do Europy wracamy w nostalgicznym, stopniującym napięcie Paris Cor Blimey, po którym dostajemy kompozycję, która przypadła mi do gustu najmniej ze wszystkich – utrzymane w klimatach spokojnego alternatywnego popu Jupiter. Niby niczego tu nie brakuje, ale sam Clementine przyzwyczaił mnie do ciekawszych, bardziej złożonych dzieł. W podobnym klimacie utrzymane jest Ode From Joyce, w którym wokaliście – zresztą jak w wielu innych numerach na albumie – towarzyszy chórek.

Od razu zauroczyło mnie tajemnicze One Awkward Fish, kojarzące się – za sprawą swojej nerwowej, mrocznej zaaranżowanej na gitarę basową melodii – z albumem Blackstar Davida Bowiego. W piosence przede wszystkim czarują wokale: zarówno smutne Benjamine’a, jak i kościelnego chóru. Sprawiają, że mimo swojego rockowego wydźwięku, utwór jest podniosły i majestatyczny. Lżejszym i jaśniejszym nagraniem jest szybko wpadające w ucho By the Ports of Europe, w którym najbardziej błyszczy barokowy chórek. Ostatnie dwie kompozycje to taki Clementine w dużym skrócie. W Quintessence siada przy fortepianie i odsłania przed nami swoje najwrażliwsze oblicze, tworząc najbardziej emocjonalny i wyciszający numer na I Tell a Fly. W Ave Dreamer ponownie wciela się w aktora, bawiąc się nie tylko swoim głosem, ale i muzyką, gdzie rock przecina się z orkiestrowym popem a całość kończy się dłuższą chwilą ciszy, pozwalającą nam powoli i bez zamętu w głowie wrócić do rzeczywistości.

Bon voyage, don’t know where I’m going

śpiewa Brytyjczyk w utworze Better Sorry Than Asafe. Z jednej strony jego słowa zadziwiają, bo słuchając drugiej studyjnej płyty jestem już pewna, że Benjamin Clementine należy do osób, które szybko znalazły swoją życiową ścieżkę. Z drugiej jednak, mając do czynienia z dużą paletą piosenkowych barw i pomysłów, nie potrafię nawet pomyśleć, jak brzmieć będzie jego kolejny album. I ta niewiedza bardzo mi się podoba, bo lubię enigmatycznych wykonawców. W przypadku wokalisty sporą zagadkowością charakteryzują się także jego teksty, nie mówiące niczego wprost. Będące tylko obserwacją otaczającej nas rzeczywistości. Pozbawioną rad i przestróg. I Tell a Fly godnie zastąpiło At Least for Now.