Gdyby Nina Simone miała syna, z pewnością nazywałby się on Benjamin Clementine. Takie spostrzeżenie nasunęło mi się na myśl po pierwszym spotkaniu z twórczością brytyjskiego wokalisty. Zmarłą ponad dziesięć lat temu legendę muzyki i debiutującego w tym roku artystę łączy nie tylko kolor skóry, ale i podobna charyzma oraz angażowanie się całym sobą w wyśpiewywane wersy, co z odpowiednią i pozytywną mocą uderza w słuchacza. Benjamin Clementine to wokalista niezwykły. Wydając na początku roku debiutancki album At Least for Now ustawił poprzeczkę niezwykle wysoko. Nie tylko sobie, ale i konkurencji.

Pierwsze długogrające wydawnictwo Brytyjczyka zapowiadały dwie epki (Cornerstone EP oraz Glorious You EP). Rozbudziły one apetyt na nową muzykę artysty. W czasach, kiedy zachwycamy się debiutującymi artystami, dla których komputer jest podstawowym narzędziem pracy przy tworzeniu muzyki i którzy sprawiają wrażenie, jakby elektronikę wyssali z mlekiem matki (FKA twigs, BANKS, James Blake), pojawienie się na scenie kogoś takiego jak Clementine jest nie tyle sporym wydarzeniem, co wspaniałą niespodzianką i pobudką z długiego, elektronicznego snu.

Album rozpoczyna subtelna, zagrana na pianinie kompozycja Winston Churchill’s Boy. Benjamin swoim wykonaniem powoli stopniuje napięcie, dochodząc w końcu do klimatycznego, orkiestrowego wykończenia oraz cichutkiego zakończenia. Teatralne Then I Heard a Bachelor’s Cry dla mnie zaczyna się dopiero w okolicach piątej minuty, kiedy w towarzystwie niemalże kabaretowych inspiracji Clementine pokazuje nam swoją szaleńczą twarz. Dotknięte musicalową różdżką melancholijne London to najbardziej popowa i przystępna piosenka na At Least for Now. Dlatego też polecam wam rozpoczęcie przygody z muzyką Benjamina właśnie od tej kompozycji.

Do najlepszych nagrań na albumie na debiutanckim wydawnictwie Benjamina zaliczyć mogę nieco nerwowy, bardzo wyrazisty utwór Adios, który charakteryzuje się niemalże anielskim mostkiem. Świetne wrażenie robi także filmowa piosenka Nemesis opowiadająca o… zemście i zostawiająca po sobie dość prostą, ale ważną mądrość

Treat others the way you want to be treated (PL: Traktuj innych tak, jak chcesz być traktowana)

Nie trudno wzruszyć się słuchając delikatnej ballady „The People and I” czy sentymentalnego Gone. Samego siebie Clementine przechodzi w kapitalnie zaśpiewanym Quiver a Little (czaruje pianino!), który zdaje się być przemową artysty do słuchaczy. Przy tym utworze nie sposób się nudzić. Tym bardziej, że jego końcówka lekko się rozkręca, skręcając w bluesowe klimaty. Warto zarezerwować sobie czas dodatkowo na takie piosenki jak śpiewano-mówione Condolence oraz smutne, przesiąknięte tęsknotą i nostalgią Cornerstone.

Przesłuchując piosenki Benjamina, jak już wspomniałam, nie sposób odnieść wrażenia, że wokalista spełniać by się mógł również w aktorstwie. Sięgając natomiast do tekstów, aż chciałoby się powiedzieć, że z Clementine’a niezły jest także poeta, który potrafi pięknie ubierać w słowa swoje uczucia, co sprawia, że At Least for Now jest tak wrażliwą, sentymentalną płytą. Istnym pamiętnikiem artysty, do którego możemy, a nawet powinniśmy zajrzeć.

Chociaż po listach przebojów płyta Benjamina Clementine nie hula, tak swoje pięć minut będzie mieć pod koniec bieżącego roku. Nie wyobrażam sobie, by zabrakło jej w zestawieniach najlepszych wydawnictw 2015 roku. To po prostu pozycja obowiązkowa i (tłumacząc na polski tytuł pierwszego dzieła Benjamina) przynajmniej na razie najlepszy album tego roku.

  • Nastrojowa muzyka:) fajnie się tego słucha!

  • Nastrojowa muzyka:) fajnie się tego słucha!

  • Ben jest świetny i na szczęście pokaże się na Orange Warsaw Festival 2015 :D

  • Ben jest świetny i na szczęście pokaże się na Orange Warsaw Festival 2015 :D