Każdy artysta na początku szuka kierunku, w którym może podążać, tak aby osiągnąć swój cel. Zespół BeMy przeszedł długą drogę z Francji, przez Anglię, w końcu trafiając do Polski. Publiczność miała okazję poznać ich w programie Must Be The Music oraz podczas koncertu na Przystanku Woodstock. Wszystkie te doświadczenia doprowadziły do powstania debiutanckiego krążka Grizzlin’. Na kilka dni po premierze albumu BeMy opowiedzieli nam o tym, co sprowadziło ich do Polski, jak powstała debiutancka płyta, a także o muzycznych marzeniach.

Dominika Mrówczyńska: Witajcie. Przyznam się, że na Wasz krążek czekałam bardzo długi okres. Dlaczego tak długo czekaliście na wydanie debiutanckiego krążka?

BeMy: Hej! Na początku chcielibyśmy powiedzieć, że bardzo się cieszymy, że ktoś czekał na naszą płytę. Tak naprawdę to już dwa lata temu byliśmy gotowi do nagrania albumu, ale wystąpiło kilka mało fajnych rzeczy, które opóźniły ten proces. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dzięki temu nasze kawałki są teraz dojrzalsze, no i przede wszystkim dzięki temu mieliśmy szansę nagrać płytę z Bogdanem Kondrackim.

D.M.: Pochodzicie z Francji, jednak to Polskę wybraliście jako kraj w którym rozwijacie swoją karierę. Co oprócz polskich korzeni pokierowało Was na tę drogę?

BeMy: Zostaliśmy rozdzieleni między Francją i Anglią. Mattia wrócił po studiach do Bordeaux, a Elie został w Anglii ze swoją dziewczyną. Dostaliśmy propozycję występu w programie Must Be The Music, więc olaliśmy wszystko, co robiliśmy wcześniej i razem przyjechaliśmy do Polski.

D.M.: Z wiadomych przyczyn macie trochę obycie w tym co prezentuje się muzycznie we Francji i tym co prezentuje się w Polsce. Jakie dostrzegacie różnice, a jakie podobieństwa w strukturze funkcjonowania obu tych rynków muzycznych?

BeMy: Właściwie to od długiego czasu nie mieliśmy okazji śledzić tego, co dzieje się na rynku muzycznym we Francji, bo mieszkaliśmy 3 lata w Anglii. Ale możemy od razu powiedzieć, że w Polsce jest mniej zespołów w naszym stylu, niż w Anglii.  Natomiast klimat jest o wiele luźniejszy, jeśli chodzi o granie koncertów. Takie imprezy jak “Dni miasta” prawie nie istnieją w Anglii. Częściej się dopłaca do grania niż dostaje jakiekolwiek pieniądze za występ. Scena polska jest mega! Istnieje tu tyle zespołów, które powinny być docenione na świecie.

D.M.: A jeśli chodzi o postrzeganie młodych talentów takich jak Wy. Łatwiej jest się „wybić” w Polsce?

BeMy: Jak już mówiliśmy w Polsce jest mniej zespołów, ale tak naprawdę wcale nie jest łatwiej się wybić.  Trudno spowodować, że pokochają cię tysiące ludzi, szczególnie jak śpiewasz tylko po angielsku. Ale my kochamy co robimy, mamy super wspierającą ekipę i mamy tylko nadzieję, że ludziom to się spodoba.


D.M.: To, że wydajecie swój album w Polsce sprawia, że to tu będzie kierować swoją twórczość, czy może w przyszłości chcielibyście zasłynąć też w Francji czy innych krajach? Patrzę na Wasz album bardzo obiecująco i czuję, że mógłby się on przyjąć także wśród słuchaczy z innych państw.

BeMy: Wiadomo, kto by nie chciał zagrać w Europie albo nawet na świecie! Na razie robimy krok po kroku, nie podniecamy się zbytnio, by potem nie być rozczarowanym. Ale jesteśmy “dziećmi świata”, mamy korzenie tu i tam. Marzymy o graniu gdzie się da!!! I bardzo dziękujemy za taką myśl!

D.M.: Dlaczego akurat Time wybraliście na singiel, który de facto jako pierwszy trafił do publiczności promując Grizzlin‚. Czy według Was najlepiej obrazuje on muzykę BeMy i zapowiada to co na całym krążku znajdziemy?

BeMy: Właśnie to jest trochę śmieszne, bo w naszej opinii ten kawałek jest najdalszy od stylu całej płyty. Pojawił się na niej w ostatniej chwili. Postanowiliśmy nagrać elektroniczne bębny i nawet jest tu bas, który Mattia nagrał u siebie w domu na demówce. Potem wszyscy wskazali na ten kawałek, i koledzy z zespołu i ludzie z wytwórni i znajomi. On dobrze opisuje czas czekania na nasz album.

D.M.:Na płycie znalazły się również Wasze starsze kompozycje jak Islands i Let The Sun. Dlaczego zdecydowaliście się na umieszczenie ich na debiutanckim krążku? To ukłon w stosunku do Waszych fanów, dla których brak tych kompozycji na płycie byłby małym rozczarowaniem?

BeMy: To kawałki, które zawsze miały być na płycie, bo są zapisem naszego nastoletniego okresu i zawsze będą wspomnieniem naszych debiutów. Jesteśmy też pewni, że dostalibyśmy hejty od fanów za brak tych kawałków na płycie.

D.M.:Produkcją Grizzlin’ zajął się Bogdan Kondracki, który odpowiedzialny jest między innymi za albumy Dawida Podsiadło i Moniki Brodki. Jak Wy oceniacie współpracę z tak cenionym producentem? Od razu wiedzieliście jak będzie przebiegała ta współpraca i mieliście jedną wizję tego wydawnictwa?

BeMy: Bogdan to zjawisko w naszym życiu. Co wieczór przed spaniem dziękujemy naszym aniołom, bogom czy czemukolwiek, kto ma nas w swojej opiece, że pojawił się i zgodził na współpracę. Mamy wspólną wizję i podczas nagrań (były to nasze pierwsze takie oficjalne nagrania) był cierpliwy i prawie nie mieliśmy nigdy konfliktów. Poszło jak bułka z masłem. Wybraliśmy go, bo kiedy słuchaliśmy płyt Dawida Podsiadło i Brodki, to były tam właśnie te elementy, których nam brakowało. Ten Pan Bogdan to ma światowe wyczucie. A to wszystko też dzięki naszemu managerowi, który nas wyciągnął z dziury i zabrał do punktu, gdzie jesteśmy. Big up Romek!

D.M.: Słuchając Grizzlin’ można zauważyć w Waszej muzyce pewną dozę dziecięcej beztroski. Czy właśnie takimi osobami jesteście na co dzień?

BeMy: Nasi rodzice wysłali nas do szkoły w innym mieście jak mieliśmy 15 lat. Od tej pory mieszkamy samodzielnie.  Brakuje nam kilku lat poważnego wychowania, więc został w nas ten duch dziecka. Potrafimy wyprać własne ciuchy (choć czasem wychodzą w mniejszym rozmiarze), ale uważamy, że pisanie muzyki chowa się w tym duchu właśnie.


D.M.: Przygodę z muzyką w Polsce rozpoczęliście od programu Must Be The Music. Jak wspominanie udział w tym show? Dało Wam to pewnego kopa do dalszej pracy?

BeMy: Dało, dało. Ekipa tam jest mega i nawet drugie miejsce bardzo nam pomogło. Ludzie spoza Warszawy jeszcze po trzech latach kojarzą nas z tego programu. Polecamy! My mamy wyjątkową sytuację, bo musieliśmy zacząć trochę od zera. MBTM jest cool, bo możesz grać własne utwory, a to rzadki luksus.

D.M.: Niedługo potem wzięliście udział w eliminacjach do Przystanku Woodstock, dzięki którym pojawiliście się na Dużej Scenie. Jak wspominacie występ przed taką publicznością?

BeMy: Występ na Woodstocku był najbardziej stresujący. Wydaje nam się, że reakcja ludzi była bardzo pozytywna, i że nikt nie zauważył, że w trakcie grania komputer Eliego z loopami i gitara Matti nie działały przez 4 kawałki. To była niezła szkoła dla nas. Bardzo dziękujemy Jurkowi Owsiakowi. I przysięgamy, że nasz set teraz jest 3 razy lepszy niż 3 lata temu!

D.M.: Idąc dalej w tematach koncertowych. Planujecie trasę koncertową, która będzie promować Grizzlin’?

BeMy: Na pewno tak, ale na razie nie mamy konkretów. Mamy nadzieję, że w ciągu najbliższego miesiąca wszystko się okaże. Nie możemy żyć bez grania koncertów. To jest nasza benzyna do pisania piosenek!

D.M.: A może macie wymarzone miejsce (scenę czy festiwal), na którym chcielibyście zaprezentować swoja muzykę? Pobudźcie swoje fantazje, macie do wyboru każde miejsce na świecie, a może to Polska to Wasze wymarzone miejsce?

BeMy: Są różne skale festiwali. W Polsce marzeniem dla nas jest zagranie na Orange Festival, Opener i OFF Festiwal. Wiadomo Glastonbury, Coachella, Lollapallooza i wszystkie inne festiwalowe klasyki to dla nas życiowy cel. No i obowiązkowo South by Southwest w Texasie. Nie ma nic lepszego niż granie w koszulce w słońcu głaskającym cię po twarzy na scenie przed 50000 ludzi. Po prostu wow! Ale jak mówiliśmy, krok po kroku. Skupiamy się na razie na Polsce.

D.M.: Jak zachęcilibyście w kilku słowach naszych czytelników do zapoznania się z Waszą debiutancką płytą?

BeMy: Nasza muzyka, to mieszanka 100 lat muzyki, to historia dwóch braci, którzy wędrowali po Europie od bardzo młodego wieku, aby spełnić marzenie, które mieli od zawsze. To miks gitary z bębnami, to zabawa słowami, to lekcja angielskiego, to cierpienie zmieszane z radością. To indie rock w formie nie indierockowej.

Bardzo dziękujemy za wywiad !!!

D.M.: Dziękuję!