Choć na listach przebojów raczej nie gości, to tym, którzy bardziej interesują się muzyką, zapewne gdzieś kiedyś się przewinęła. Banks. Nie mylić z Azealią, bo ta płyty nie wydała i nie wyda. Jillian Banks, dwudziestoparoletnia wokalistka, która zachwyciła wszystkich krytyków i znalazła się we wszystkich zestawieniach typu „Artists to watch in 2014”, czyli nic innego jak najbardziej obiecujące debiuty bieżącego roku. Czy artystka spełniła pokładane w niej nadzieje?

Od początku swojej kariery – od wydania EP-ki Fall Over w marcu 2013 – Banks łączy takie gatunki jak elektronika, alternatywne r&b czy też trip hop. Jej muzykę porównałbym do The Weeknd, którego zresztą na trasie supportowała. Jej kawałki są w dużej mierze spokojne, ale i bardzo klimatyczne, nastrojowe. Nie uświadczymy tu dyskotekowych kawałków czy klubowych bitów. Co też ważne płyta Goddess od początku do końca jest spójna.

Żeby jednak móc już tylko wychwalać debiutantkę, muszę teraz wytknąć jeden jedyny minus. Goddess nie nazwałbym do końca pierwszym longplayem wokalistki. Prędzej kompilacją. Znajdziemy tu dwa utwory z pierwszej EP-ki Fall Over, wszystkie cztery z London, zawieruszony gdzieś singiel Warm Water i dopiero nowe kompozycje. Dodając do znanych nam wcześniej kawałków cztery single ujawnione na długo przed premierą krążka, wychodzi nam, że z 18 (edycja deluxe) piosenek 11 zostało zaprezentowanych już wcześniej. Szkoda, bo oczekiwałem więcej niespodzianek. Skoro już się czepiam tracklisty – zakończenie podstawy (Under the Table) jest dobrane perfekcyjnie. Edycji deluxe (sympatyczne Bedroom Wall) już niekoniecznie.

Jako pierwszy singiel wydano kawałek Brain. To dość prosta piosenka średnio komponująca się z resztą. W przeciwieństwie do nich nie jest tak przestrzenna, a w końcówce Banks właściwie krzyczy. I choć lubię tę kompozycję, nie nastawiła mnie pozytywnie do Goddess. Podobne zdanie miałem o singlu numer dwa, który jednak później, znacznie później, pokochałem. Wiarę w artystkę przywróciło mi głębokie, doskonale wyprodukowane Drowning oraz genialne, najbardziej dynamiczne na płycie, wciągające Beggin for Thread. W obu tych utworach mamy Banks uwodzicielską, kobiecą, a jednocześnie subtelniejszą niż np. w Brain. Po zapoznaniu się z całym longplayem muszę z radością stwierdzić – to dopiero mała rozgrzewka. Na Goddess dzieje się o wiele więcej.

Otwierające krążek Alibi produkcji SOHN’a jest zjawiskowe. Nie należy może do moich faworytów, lecz stanowi wyjątkowo mocny i zaskakujący początek. To niepokojący, dramatyczny wręcz numer, w którym Banks śpiewa naprawdę wysokim, załamującym się głosem. Ważny okazuje się także tekst kompozycji. Błagalnym tonem prosi o dowód na to, że nie jest potworem, a także:

I promise I’m usually better than this

Pomimo złożonej obietnicy w kawałku wypadła naprawdę świetnie. Obrót o 180 stopni mamy w tytułowym Goddess. Tu mamy Jillian silną, znającą swoją wartość. Wcielającą się w boginię i niemal grożącą swemu byłemu. Produkcja została tu ograniczona do minimum, dźwięki leniwie pulsują tworząc niepozorną, kojącą mieszankę. Mocno kontrastującą z warstwą liryczną.

Z kawałków starszych, znanych mi wcześniej, najbardziej urzekło mnie Waiting Game. To fantastyczny, ale bardzo tajemniczy, smutny oraz osobisty utwór. Zaczyna się delikatnie, dźwiękami pianina. Elektronika dochodzi dopiero w jego dalszej części. Podobnie jak w Change, w którym błaga ukochanego o drugą szansę. Bardziej niepokojące i tajemnicze jest This Is What It Feels Like. Nie sposób zapomnieć także o egzotycznym, eksperymentalnym Fall Over oraz trzymającym w napięciu Before I Ever Met You. Na ich tle dosyć blado wypada powtarzalna i w gruncie rzeczy przewidywalna kompozycja Stick.

Najbardziej jednak powaliły mnie trzy utwory. Klasyczne ballady z pianinem, instrumentami smyczkowymi oraz gitarą akustyczną. Spodziewałem się kompozycji zadziornych, z pazurem – jak Goddess – spodziewałem się dynamicznych w stylu Beggin for Thread, elektronicznych ballad również. Ale nie tego. You Should Know Where I’m Coming From – kompozycja bardzo oszczędna pod względem aranżacji – zachwyca przede wszystkim pięknym wokalem Banks. Jeszcze lepsze jest Someone New, najcichsza, najdelikatniejsza i najsubtelniejsza pozycja z całej płyty. Sam wokal oraz gitara akustyczna, coś wspaniałego. Natomiast najtwardsi, niewzruszeni słuchacze sięgnąć powinni po fenomenalne Under the Table. Niezwykle emocjonalna końcówka zmiękczy bowiem każde serce.

Jak już co nieco napomknąłem, utwory Banks opowiadają o miłości. Głównie jednak niespełnionej. Chłopakom często się obrywa (Goddess, Beggin for Thread, Brain), czasem jednak w wokalistce odzywa się bardziej liryczna strona. Śpiewa wówczas, że żałuje i to ona pragnie przebaczenia (Someone New). Zdarza się tu i miłość odwzajemniona (Stick). Najbardziej podobają mi się opowiadający o odrzuceniu i złamanym sercu Under the Table oraz refren utworu You Should Know Where I’m Coming From:

I was alone when I burned my home
And all of the pieces were torn and thrown

Goddess jest albumem znakomitym, ale nieidealnym. Przyznam, że trochę brakuje mi tu tak przebojowego i mocnego kawałka jak Beggin for Thread. Nie obraziłbym się też, gdyby wymienić singiel Brain bądź Stick na nagrany niegdyś przez artystkę cover In Your Eyes Petera Gabriela. Ogólnie jednak jestem z tej płyty bardzo zadowolony. Co bardzo mnie cieszy, Banks odnalazła swój styl i konsekwentnie za nim podąża. Krążek jest więc spójny, ale nienudny. Klimatyczny, ale nieprzesadnie patetyczny czy melancholijny. Urzekły mnie również trzy proste, ale chwytające za serce ballady. I choć jeszcze boginią bym artystki nie nazwał, ma do tego tytułu naprawdę blisko.

Banks

2 KOMENTARZE

  1. bardzo wysoka nota od Was bo 9.0 a od czytelników aż 9,6! :) Bardzo długo czekałam na ten album i się nie zawiodłam, Jillian pokazała klasę! ale zgadzam się, że utwór Stick jest chyba najsłabszy z całej płyty.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here