Dzisiaj swoją premierę ma najnowszy, trzeci już w dyskografii krążek zespołu Dr. Misio. Nam udało się jeszcze przed premierą porozmawiać z wokalistą zespołu, Arkadiuszem Jakubikiem. Oto co nam opowiedział.

Łukasz Jaćkiewicz: Jesteś chyba jednym z najbardziej zapracowanych polskich aktorów ostatnich latach. Niedawno też światło dzienne ujrzał film, który wyreżyserowałeś. W międzyczasie znajdujesz czas na muzykę. Taki jest naprawdę Arkadiusz Jakubik – człowiek wszechstronnie uzdolniony, który każdą chwilę wolną na spełnianie swoich pasji?

Arkadiusz Jakubik: Aktorstwo i reżyseria, ale przede wszystkim muzyka jest moim sposobem na komunikowanie się z ludźmi. Jestem wypadkową tych trzech moich planet aktywności twórczej. Tam szukam odpowiedzi na pytanie kim jestem. Bo sam tego do końca nie wiem. Wiem jedno. Z żadnej z tych aktywności nie zrezygnowałbym za nic w świecie. Spalam się w nich. A to, że jestem pracoholikiem i każdą wolna chwilę poświęcam swoim pasjom, to niestety prawda. Szkoda tylko, że czas nie jest z gumy.

Łukasz: A jak to się w ogóle stało, że stałeś się wokalistą? Aktorstwo nie dawało Ci wszystkiego tego, czego oczekiwałeś?

Arkadiusz: Od zawsze powtarzam, że ja nigdy nie chciałem być aktorem. Zawsze chciałem mieć rokendrolowy band! (śmiech). Aktor jest tylko małym trybikiem w wielkiej filmowej machinie. Dostajesz czyjś gotowy scenariusz, musisz się swoich kwestii nauczyć na pamięć i tyle. A muzyka daje ci totalną wolność. Zamykasz się kumplami z zespołu w sali prób i robicie tak jak czujecie. Nikt nie mówi wam jak ma to wyglądać, jak macie grać. Nie ma żadnego reżysera, producenta, żadnego ciśnienia. Jest tylko muzyka i twoje emocje.

Łukasz: Aktorstwo pomaga Ci na scenie czy może przeciwnie, są to dwa różne dla Ciebie dziedziny, które oddzielasz?

Arkadiusz: Absolutnie dwa odrębne, niezależne od siebie światy. Chyba nawet siebie nie lubią. W każdym razie zazdrosne jeden o drugiego są strasznie. (śmiech)

Łukasz: Gdy spojrzymy na choćby nasz rodzimy rynek muzyczny, to wielu mamy śpiewających aktorów i grających w filmach piosenkarzy. Często patrzymy na nich z przymrużeniem oka. Z tego co pamiętam, Wasze początki chyba nie były proste i nie traktowano Was na poważnie?

Arkadiusz: Na początku ludzie przychodzili na koncerty, żeby zobaczyć małpę, która odgrywa rokendrolowego wokalistę na scenie. Teraz też pewnie część publiki idzie na „aktora”. Myślę jednak, że po koncercie zmieniają zdanie.

Łukasz: Życie jednak zweryfikowało i Wasza muzyka zdobyła rzeszę odbiorców. A co by było, gdyby się tak nie stało. Dr Misio nadal by istniał?

Arkadiusz: Ta rzesza wcale nie jest taka liczna. (śmiech) I dobrze. Gramy muzykę dla siebie i naszych przyjaciół. I do tej bandy zapraszamy z szeroko otwartymi ramionami wszystkich słuchaczy. Kto ma podobny rodzaj wrażliwości, poczucia humoru, w podobnych kolorach postrzega świat, staje się naszym kumplem. Nie zależy nam na graniu stadionowych koncertów. Naszym żywiołem są kluby muzyczne i mała, ale wierna armia fanów, która śpiewa z nami nasze piosenki, a w finale rozbiera się do pasa i tańczy pogo . To co jest wystarczy.

Łukasz: Byli Młodzi, potem Pogo, a teraz Zmartwychstaniemy. To również Wasza trzecia płyta, nad którą objęliśmy patronat medialny. To nowy rozdział życia zespołu i otworzenie się na nowe brzmienia? Kto wpadł na taki pomysł?

Arkadiusz: Po mrocznej, ciężkiej, depresyjnej płycie „Pogo” wiedziałem, że trzeci album musi być zupełnie różny od dwóch poprzednich, że nie chcę powielać sprawdzonych patentów. Że chcę totalnie zaskoczyć fanów. Najpierw myślałem, żeby zamknąć się schronie przeciwatomowym z publicznością i tam na żywo nagrać płytę, jeszcze bardziej brudną, surową, ze wszystkimi moimi fałszami, ale też z tą energią, którą udaje nam się wyzwalać na koncertach. Płyty studyjne zawsze jednak wygładzają, sterylizują muzyczny materiał. Ale w międzyczasie nagrałem ekstrawagancką płytę z Olafem Deriglasoffem „40 przebojów”, gdzie śpiewam 40 numerów, przy czym każdy trwa od dwudziestu paru sekund do minuty i tam momentami poszliśmy w takie totalne muzyczne ekstrema. Wtedy dotarło do mnie, iż na trzeciej płycie Dr Misio może warto po prostu nagrać parę fajnych piosenek.

Łukasz: Płyta to efekt współpracy z Kubą Galińskim. Jak ona przebiegała i czy Wasze pomysły jak będzie wyglądało brzmienie krążka było wspólne?

Arkadiusz: Praca z Kubą to była fantastyczna podróż, nie wiedzieliśmy dokąd nas zaprowadzi. To niebywale zdolny muzyk, z genialną wyobraźnią muzyczną. Współpracował między innymi z Kasią Nosowską, Anią Rusowicz, Januszem Panasewiczem czy Piotrkiem Roguckim. We dwóch siedzieliśmy nad aranżami, to znaczy Kuba coś proponował, a ja się mądrzyłem, że to fajne, a tamto nie… (śmiech) Stanęło na tym, że elektronika zastąpi rzężące gitary i robimy ukłon w stronę lat 80-tych. Bardzo mi z tym pomysłem było po drodze, bo to lata mojej inicjacji muzycznej.

Łukasz: Ponownie nawiązujecie w tekstach do współczesnego świata. Mam wrażenie, że to temat rzeka, ciągle dzieje się coś nowego. Tu jednak teksty są inteligentnie ironiczne. Tak należy podchodzić do życia?

Arkadiusz: Dalej śpiewamy smutne piosenki o miłości i śmierci. Część z nich na ostatniej płycie faktycznie podszyta jest ironią, ubrana w literacki cudzysłów. Ale jednak w kilku piosenkach pojawia się na tym albumie jakiś rodzaj egzystencjonalnego lęku, strachu przed tym co dalej. W życiu i po śmierci. Nieprzypadkowo płyta nosi tytuł „Zmartwychwstaniemy”. Jednym z moich ulubionych utworów na tej płycie jest „Ochroniarz”, o gościu, który całe życie czeka na kogoś kto „przyjdzie zmieni ciało w krew/ a wódkę w wodę/ nie jestem jego agentem/ po prostu czekam”.

Łukasz:  Płytę promuje utwór Pismo, mocny utwór, do którego teledysk wyreżyserował Wojciech Smarzowski. Co chcieliście pokazać przez ten klip?

Arkadiusz: Że dobrze wyglądamy w sutannach? (śmiech)

Łukasz: Widzowie nawiązują go do etiudy Ksiądz, w której wziąłeś udział. To było cenne dla Ciebie doświadczenie wziąć udział w takim przedsięwzięciu?

Arkadiusz: A jak myślisz? Praca z tym reżyserem zawsze jest ogromnym wyzwaniem. Nawet w wypadku tej skromnej etiudy, bo pracowaliśmy tak samo intensywnie jak przy normalnej fabule. No trochę krócej.

Łukasz: Jestem spokojny o Waszą przyszłość, ale jeśli miałbyś jedno życzenie, które mogłoby się spełnić, co by nim było?

Arkadiusz: Żeby się chciało nam szukać, rozwijać, zmieniać. I żeby wystarczyło nam na to wszystko sił i czasu.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJennifer Hudson i Kelly Clarkson w jury amerykańskiego The Voice
Następny artykułNowy singiel Calvina Harrisa
Łukasz Jaćkiewicz

Fan muzyki alternatywnej, dobrego bitu i niespotykanej wrażliwości. Szukający nowych wrażeń, alternatywnych perełek i ludzi z pasją. Najbliższe są mu klimaty R&B, ale jest otwarty na wiele innych, ciekawych gatunków. Swoje wolne pięć minut przeznacza na realizację swoich pasji, bieganie, tworzenie własnych tekstów i spędzanie czasu z przyjaciółmi.