Dział PublicystykaRecenzje

alt-J – Relaxer (2017), recenzja Piotra Korpalskiego

Po pięciu latach od ukazania się świetnie przyjętego, uhonorowanego Mercury Prize, albumu An Awesome Wave oraz trzy lata po wydaniu rozczarowującego krytyków, posiadającego jednak spore pokłady dobrej muzyki, krążka This Is All Yours, rozpoczyna się era kolejnego wydawnictwa grupy alt-JRelaxer. Czy nowy materiał można określić mianem kontynuacji spadkowej tendencji zespołu, czy może bardziej jakościowym powrotem do korzeni?

Zacznę jednak nie od odpowiedzi na postawione przeze mnie pytanie, a od przedstawienia formy promowania albumu. Należy tu wspomnieć o grze internetowej, stworzonej specjalnie dla zespołu przez japońskiego artystę Osamu Sato, który podczas jej tworzenia inspirował się surrealistyczną grą LSD. Japończyk jest również autorem utrzymanej w tej samej tematyce okładki albumu oraz wszystkich materiałów promocyjnych.

Przejdźmy jednak do tego, co jest tutaj najważniejsze – do muzyki. Na dużą pochwałę zasługuje bardzo dobry wybór singli. Wszystko zaczęło się od trwającego niespełna minutę, tajemniczego filmu. Zawierał on kod binarny, zdradzający tytuł piosenki – 3WW. To najlepszy utwór znajdujący się na krążku, a trzeciemu singlowi – Adeline, przysługuje zaszczytne drugie miejsce. Przy okazji piosenki 3WW warto wspomnieć o wiążącej się z nią symboliką, dotyczącą cyfry 3. Teaser utworu światło dzienne ujrzał 03.03., 3 dni później poznaliśmy pełną jego wersję, a dokładnie po 3 miesiącach i 3 dniach premierę miało wydawnictwo Relaxer.

Wiadomo, że wysokie walory artystyczne zawarte we wspomnianych singlach, mogły nie zagwarantować albumowi rozgłosu i popularności. Tak stworzony jest ten świat, w którym coraz częściej jakość przegrywa z ilością, a forma przerasta treść. Wybierając In Cold Blood do pełnienia funkcji utworu promującego album, członkowie zespołu alt-J oraz ich doradcy, mieli to zapewne na uwadze. To najdynamiczniejsza piosenka znajdująca się na trackliście, posiada też zdecydowanie największy potencjał komercyjny. Tytuł koncertowego hymnu zapewniony.

Relaxer traktuje głównie o życiu, śmierci i miłości, również tej w fizycznym rozumieniu. Możemy tu usłyszeć kolejną wersję kultowego The House of The Rising Sun, tym razem, jak określają to sami twórcy, w odsłonie ludowej. Z tych klimatów możemy przeskoczyć szybko w kierunku grania psychodelicznego – do utworu Hit Me Like That Snare. Tutaj, jak zarówno w Last Year, posiadającej miano najsmutniejszej piosenki na krążku, słyszymy, że źródłem inspiracji członków zespołu jest również Japonia. Na albumie możemy doszukać się również wątków religijnych – utwór Pleader częściowo nagrany został w gotyckiej katedrze w Ely, gdzie Gus Unger-Hamilton, odpowiadający w zespole za instrumenty klawiszowe i drugi wokal, był przed laty chórzystą. Z całej stawki najgorzej wypada piosenka Deadcrush, którą i tak swoim wokalem ratuje Joe Newman, który, nie oszukujmy się, swoją niesamowitą barwą głosu zachwyciłby mnie nawet śpiewając o szaleństwie spowodowanym zielonymi oczami ukochanej.

Wydawnictwo Relaxer zalicza się do grona tych krążków, które wiele zyskują przy bliższym poznaniu. Podczas pierwszego kontaktu z nagraniami przygotowanymi przez Joe Newmana, Gusa Ungera-Hamiltona i pozostającego zawsze w cieniu swoich kolegów Thoma Sonny’ego Greena, materiał zaskoczył mnie swoją różnorodnością. Pierwsze wrażenia związane z tym albumem były jednak dość chłodne – przyzwoity krążek, ale nic więcej. Z biegiem czasu moja opinia stawała się coraz bardziej przychylna, aż doszedłem do jednego wniosku – album Relaxer zdecydowanie można określić mianem jakościowego powrotu zespołu alt-J do korzeni, a symbol delty, który przez chłopaków z Leeds używany jest zamiennie z nazwą zespołu, jeszcze nigdy nie kojarzył mi się tak pozytywnie.

Ocena końcowa - 8

8

User Rating: Be the first one !
Tags

ŚREDNIA OCENA WYBRANYCH REDAKTORÓW

Piotr Karpalski
8/10
Zuzanna Janicka
7/10
Show More

Piotr Korpalski

Student dziennikarstwa na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Entuzjasta współczesnej polskiej muzyki w wydaniu pozamainstreamowym. Cały czas poszukuje jednak nowych inspiracji, które pozwolą mu się rozwinąć. Zdystansowany i uważny obserwator, a nade wszystko dobry słuchacz.

Podobne artykuły

1 thought on “alt-J – Relaxer (2017), recenzja Piotra Korpalskiego”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close