Dział Publicystyka Alicia Keys sets Poznań on fire, relacja Filipa Wiącka

Alicia Keys sets Poznań on fire, relacja Filipa Wiącka

Nazwa obecnej trasy Alicii Keys to Set the World on Fire Tour. I cóż – bardzo słuszny ten tytuł. Bo w niedzielę Poznań rzeczywiście był on fire.

Supporty były dwa: UFly oraz Hurricane Dean. Na pierwszy przyszedłem pod koniec, w ogóle go nie pamiętam. Ten huragan był w porządku, taki lekki rock alternatywny, aczkolwiek wolałbym usłyszeć coś mocniejszego i bardziej dynamicznego.

Zanim na scenę weszła Alicia, zorganizowano jakąś pielgrzymkę – osoby z mojego sektora przechodziły na środek. Ja zostałem. I bardzo dobrze zrobiłem. Co prawda patrzyłem na scenę pod kątem i ledwo co widziałem wokalistkę, ale cóż – tam było widać jeszcze mniej.

Właściwie cały show był niesamowity. No może oprócz utworów A Woman’s Worth (bo Alicia jest piosenkarką a nie tancerką) oraz Like You’ll Never See Me Again. Ta druga piosenka w wersji studyjnej jest delikatna, subtelna, a live sprawiał wrażenie przyciężkiego. Jednak cała reszta była świetna, cudowna, ognista. Oczywiście największe zainteresowanie wzbudziły przeboje Keys takie jak: Fallin’, No One czy Karma. I tu z jednej strony muszę pochwalić publikę – przynajmniej w moim sektorze ludzie znali coś więcej niż te utwory. Z drugiej jednak muszę ją skrytykować. Zamiast tańczyć, bawić się, niektórzy siedzieli naburmuszeni i nic im się nie podobało. Na szczęście podczas bisu – New Day (które dużo bardziej mi się podobało niż okropna wersja studyjna), świetne Girl on Fire oraz bardzo znanego Empire State of Mind – ludzie trochę się rozluźnili. Z pozostałych występów wyróżniłbym także Brand New Me – dużo lepsze niż wersja albumowa, cudowna, emocjonalna końcówka – oraz If I Ain’t Got You. Piosenkarka była bardzo thankful, że byliśmy tam z nią i dedykowała fanom drugi kawałek.

Muszę przyznać, że bardzo zaskoczyły mnie także występy z utworami z The Element of Freedom. Nie sądziłem, że te piosenki są w stanie rozgrzewać stadiony. A tu proszę – Doesn’t Mean Anything oraz Try Sleeping With a Broken Heart brzmiały naprawdę genialnie. Empire State of Mind to wiadomo – wielki hit, to znali wszyscy i śpiewali. Jednak to Un-Thinkable (I’m Ready) wzbudziło, przynajmniej u mnie, najwięcej emocji. Piosenka jest bardzo piękna i wzruszająca. Jak Alicia śpiewała ją na żywo, przeszły mnie dreszcze.

Show było niesamowite i kropka. Alicia brzmiała naprawdę cudownie, dużo lepiej niż rok temu, kiedy momentami słuchać się jej nie dało. I te piosenki, które nieszczególnie przekonują mnie w wersjach studyjnych (np. Limitedless, New Day) też były super. Wokalistka skakała, tańczyła, bawiła się. Szkoda tylko, że jej śladem nie poszła publiczność. Średnio udała się także akcja z balonami podczas Girl on Fire. Ale i tak było genialnie.

Zdjęcia naczelnego:

Filip Wiącek
Zwyczajny, 15-letni nastolatek zafascynowany muzyką każdego rodzaju: od popu, przez soul, aż do muzyki metalowej. Nie toleruje jedynie hip hopu oraz disco polo. Oprócz muzyką interesuje się także filmami.

Popularne