To jest recenzja najnowszego albumu Adele zatytułowanego 25. Będzie ona bardzo pozytywna. Chyba więcej nie muszę pisać, zainteresowani i tak klikną, a niezainteresowani nie, nieprawdaż?

Na krążek czekałem cztery lata, tak jak wielu innych fanów. Zainteresowanie samą artystką jest ogromne, rekordy sprzedaży zostaną pobite, nagrody (za kilkanaście miesięcy) wręczone, single wydane, miejsca pierwsze na listach przebojów osiągnięte. Niezależnie od tego, co by nagrała, i tak wszystko powyższe zostałoby pewnie dokonane. Zatem odrzucając cały ten blichtr, wszystkie te rekordy, osiągnięcia, które Adele pokonuje z taką łatwością – jaki jest najnowszy krążek Brytyjki? Czy warto było czekać?

Najsłodsze oddanie

Trzeci studyjny album Adele jest dokładnie, taki jaki miał być. Jakiego się spodziewałem. Po pierwsze – przebojowy, bo Adele nie mogła nie zawrzeć kilku kompozycji na miarę Rolling in the Deep czy Someone Like You. Po drugie emocjonalny, bo przecież to jest sygnatura artystki. Po trzecie dopracowany w najmniejszym szczególe – produkcja jakiej pozazdrościli by jej wszyscy, teksty perfekcyjne. No i wokal. Wokal, jakiego nie da się skopiować. Wszystko to składa się na bezpieczny i przewidywalny album. Ale co z tego? Czego się spodziewaliście?

Czytając kolejne recenzje tego wydawnictwa, przeglądające komentarze odnoszę wrażenie, że istnieje pewna część ludzi (niekoniecznie fanów Adele…), która oczekiwała po tym wydawnictwie nie wiadomo czego. To dopiero trzecie studyjne dziecko Adele! Na eksperymenty, wirtuozerię, progres i tym podobne przyjdzie jeszcze czas!

Adele-i-D-magazine

Po olbrzymim sukcesie krążka 21 jego następca był jednym z najbardziej oczekiwanych albumów tego roku, a może i tej dekady. Wielokrotnie się mówi, że gdy artysta debiutuje i odnosi sukces prawdziwym egzaminem jest drugi studyjny krążek. Dla samej Adele takim egzaminem jest album numer trzy, gdyż to dopiero za sprawą 21 poznał ją świat (a szkoda, bo krążek 19 to arcydzieło, o którym nie wolno zapomnieć). W związku z powyższym, nie powinno się oczekiwać – a już na pewno ja nie oczekiwałem – nie wiadomo czego. Powinno się nagrać album dorównujący poziomem, talentem, wokalem, tekstami, produkcją do albumu poprzedniego. I Adele to się udało. Udowdniła swoją star power oraz fakt, że jest gwiazdą nieprzeciętną, wyjątkową. To przy kolejnych wydawnictwach będzie mogła sobie pozwolić na eksperymenty z dźwiękami, brzmieniami, produkcja, czy chociażby jej całkowitym zaniechaniem (i pójście w stronę akustyczną).

Zauważcie, jak ważny jest ten proces, o którym piszę – Lady Gaga odniosła olbrzymi sukces albumem The Fame (i prawie-albumem The Fame Monster). Oczekiwania na drugie studyjne dziecko artystki były olbrzymie, i co? Nie do końca im sprostała, ponieważ za bardzo poszła w elektronikę, eksperymenty, dziwactwo. Trzeci krążek tylko dobił jej karierę (i nie drażnię się tu z nikim, wielbię i Born This Way, i Artpop, ale „przebranżowienie się” na jazz było jedyną słuszną drogą, jakiej Gaga mogła dokonać, kolejny popowy album będzie jej „być albo nie być”). Inny przykład – Ariana Grande. Sukces z wydawnictwem Yours Truly i powielenie go bezpiecznym My Everything. Beyoncé też miała dwa bezpieczne pierwsze albumy, i tak dalej, i tak dalej.

Ale to nie Ariana, i nie Stefani są tutaj głównym tematem.

You Sound Like a Song

Adele nagrała przede wszystkim piękny album. Zawarła w nim wszystko to, czego zabraknąć nie mogło. Jednak na przód wysuwają się dwie rzeczy. Pierwsza to emocje. Te prawdziwe, realistyczne, nie jakieś wydumane. Adele jest szczera w każdym tekście, które napisała sama – lub z kimś na spółkę. Śpiewa o miłości, bólu, młodości, utracie… jest nawet piosenka, która tematycznie idealnie wpasowuje się w kontynuację Rumour Has It z albumu 21 – mowa o Send My Love (to Your New Lover). To swoiste pokazanie środkowego palca swojemu byłemu. Urocze, sarkastyczne, inne.

Druga sprawa, której pozazdrościć mogą Adele wszystkie aktualne gwiazdy popu to wokal. Tutaj nie ma co się oszukiwać, Adele nie dysponuje milionem oktaw i nie wyciąga not jak Whitney Houston. Jednak to co potrafi zrobić z tym, co posiada jest niesamowite. Bo tak naprawdę wcale nie chodzi o ilość oktaw, a oto, co potrafi się nimi dokonać. W zakresie, który Adele posiada eksponuje wszystko. Są tutaj mocne, głębokie doły, perfekcyjne góry, szepty i inne umiejętności wokalne.

Osobiście doskonale znam wszystko, co nagrała Adele. I mamy tutaj wyraźny podział – raz słodkie, proste, prawie w całości akustyczne 19. Później smutne, wrażliwe 21, które ma w sobie coś z 19 (warstwa produkcyjna), jednak przeważa ta wielka produkcja jak w przypadki Rolling in the Deep czy Rumour Has It. Wielbię Adele i z „dziewiętnastki”, jak również Adele z „dwudziestki jedynki”. „Dwudziestka piątka” to pół na pół. I tu mnie zaskoczyła, bo byłem prawie przekonany, że pójdzie na sto procent w wielkie produkcje, mocne charakterystyczne utwory. A tu niespodzianka. Wśród jedenastu utworów prawie po równo mamy i takie, i takie kompozycje.

Tęskniłem

I Miss You to jedna z kompozycji, która podczas każdego przesłuchania powoduje u mnie niesamowite zaskoczenie, wrażenia i ekscytację. Dosłownie można powiedzieć, że to „wielki” utwór. Produkcja miażdzy totalnie wszystko, co powstało w 2015, a jednocześnie nie przyćmiewa wokalu Adele. To mój absolutny faworyt wśród kawałków „dużych”. Z kolejny po drugie stronie barykady mamy potężną, ale właściwie tylko z pianinem, balladę All I Ask. Fani zachwycają się Million Years Ago, jednak ja osobiście uważam, że najpiękniejszą balladą na 25 jest właśnie All I Ask. Million Years Ago tuż za nim, ale jednak za nim. Do I Miss You dorzuciłbym jeszcze znakomite Water Under the Bridge (oby singiel numer trzy, kontynuowany I Miss You jako singlem numer cztery).

Szeroko dyskutowane i wyprodukowane przez Maxa Martina Send My Love (to Your New Lover) to utwór dziwny. Uroczy, charakterystyczny i kompletnie nie pasujący do Adele – ale jednocześnie właśnie to jest w nim interesujące. Niby nikt się nie spodziewał „baunsjącej” Adele, a tu proszę. Hello to nadal jeden z najważniejszych i najmocniejszych elementów płyty, wybór na singla był chyba najinteligentniejszą i najbardziej odpowiednią decyzją ever. Do tego jeszcze cudowne When We Were Young czy kolejna, cudowna ballada – Remedy.

It’s in Her Roots, in Her Veins

Krążek 25 nie ma słabych elementów. Nawet Love in the Dark, które jest moim najmniej ulubionym utworem z tego wydawnictwa, wciąż jest lepszy niż 80% tego, co usłyszałem w roku 2015.

Adele nagrała album roku, dla mnie. Nagrała album bezpieczne (tak, przecież nie będę zaprzeczał), przewidywalny (oczywiście, że tak), ale taki jaki miał być. Taki, jaki chciałem, aby był.

She is my remedy.

When the pain cuts you deep
When the night keeps you from sleeping
Just look and you will see
That I will be your remedy
When the world seems so cruel
And your heart makes you feel like a fool
I promise you will see
That I will be, I will be your remedy

  • Świetnie się czyta :D idealne

  • Nie czytam bo znając życie musiałbym rzygnąć tęczą ;)

    • Assisi

      Ja przeczytał i faktycznie tak jest :D

  • Przeczytałem i przykłady z Gagą bardzo trafne. Są tacy ,którzy się bardzo zawiedli ( widzę to).Prawdą jest ,że niektórzy mieli zbyt duże oczekiwania w związku z 3. krążkiem Adele.Ja podchodziłem do płyty z dystansem. Teraz bardziej doceniam ,że 25 jest takie bezpieczne i wyważone. Jednakże trzeba zaznaczyć ,że stać Adele na coś lepszego.Kolaboracje z Maxem Martinem ,Kurstinem ,Shellbackiem niepotrzebne.Płyta jest też zbyt balladowa.Ale za to większość pokochała Artystkę. Doceniam ten album ,bo jest naprawdę dobry. Trzeba go mieć przy sobie po prostu. :) Mam nadzieję ,że kolejność singli będzie taka: 1.Hello 2.When we were young 3.I miss you 4.Water under the bridge

  • ” Na eksperymenty, wirtuozerię przyjdzie jeszcze czas” – a ja właśnie myślę, że nie przyjdzie, bo to nie jest ten typ artystki. Nie wyda nagle albumu zupełnie z innej planety niż dotychczas w stylu Demi, czy Gagi. Będzie w tym swoim safe comfort zone i za to do końca kariery pozostanie ikoną, którą już jest, taka prawda i nie udawajmy, że Adele kiedykolwiek mogłaby przyszykować jakieś wielkie, stylistycznie BUM – sam taki bezpieczny album w jej przypadku wywołuje efekt BUM u wszystkich.
    Poza tym troszkę wyidealizowana opinia, bo chociażby teksty bywają banalne, perfekcyjne to one nie są ( że w tej banalności potrafi być cholernie szczera i autentyczna to inna sprawa).
    No i mam prawie kompletnie odmienne zdanie a propos poszczególnych piosenek, większość wyróżnionych w recenzji w moim mniemaniu należą do tej słabszej części albumu. „Water Under The Bridge” MUSI być kolejnym singlem, Send My Love też prędzej, czy później powinno. Kocham Remedy,rozbraja mnie When We Were Young, a z „napompowanych” cenię Sweetest Devotion. Nie lubię za to kolorytu głosu Adele w piosenkach takich jak „I Miss You” czy „Water Lea”. Nie podoba mi się też zbytnio jako aktywnemu słuchaczowi posunięcie z portalami streamingowymi.
    Jedno jest pewne – ta Pani jest postacią uniwersalną i ponadczasową, trafia do wszystkich pokoleń, a to klucz do sukcesu.

  • Justine T.

    Świetnie napisany test! Nie mogę tego nie uwzględnić w komentarzu, bo naprawdę świetnie się go czytało i zdania fajnie przechodziły jedno w drugie :)
    Zgadzam się z niemal każdym słowem tej recenzji :) Adele zdecydowanie zagrała tak jak powinna wydając lekko przewidywalną płytę, którą spełniła postawione jej przez muzyczny świat oczekiwania. Widać, że czuję się dobrze w takich klimatach i zdecydowanie to jej świat, więc dlaczego by to zmieniać? ;) Testy są nadzwyczajną petardą z ukrytymi emocjami. Umiejętność Adele do ukrywania niezwykle mądrego sarkazmu jest cechą którą kocham u niej najbardziej. A to jak potrafi cudowanie obrać w słowa nawet najprostsze sprawy, jest po prostu fenomenalne. Do tego jej niezwykły wokal tylko te wszystkie emocje podkreśla i dodatkowo obnaża, sprawiając, że nie raz musiałam się zatrzymać, słuchając płyty, w tym co robiłam i oddać samej muzyce. Mocna dziewiątka to zdecydowanie ocena na ten krążek, a produkcja powala.
    Moi faworyci z tej płyty to zdecydowanie I Miss You, All I Ask i Send My Love (to Your New Lover) :)

    • Assisi

      Martwi mnie to że ludzie tak się „podniecają” Adele a prawdziwych diw, sław z najlepszymi głosami takich jak Aguilera czy też Dion juz tak nie doceniają.
      Album Ellie i tak lepszy prawda? :D

      • Justine T.

        Wiesz z muzyką jest tak, że dla każdego divą może być zupełnie ktoś inny, ale to właśnie czyni muzykę tak niezwykłą. Jasne, że Aguilera czy Dion mają głos i nikt temu nie zaprzecza i o ile Celine dla mnie na zawsze zostanie w wokalnej czołówce, to o tyle z Aguilerą mam ten problem, że ona ma fenomenalny głos z którym może robić cuda i niezwykły potencjał, ale jej ostatnie piosenki go nie oddają… Niestety.
        A co do albumu Ellie, to zdania są podzielone ;p

        • Assisi

          Aguilera przecież miała świetne piosenki, całe B2B było wspaniale i tylko 6 mln na świecie sprzedała. Juz wtedy było ciężki, to co ona mogła zrobić, skoro jej ballady się nie sprzedawały? Podpatrzyla u Gagi i wyszło to co wyszło, to nie jest do końca jej wina, ale rozumiem o co ci chodzi :)
          Tak wiem ze nie lubisz albumu Ellie :D Chciałem tylko pozartowac trochę :)

          • Justine T.

            Wiem, że miała świetne kawałki, dlatego wspominałam tylko o jej ostatnich piosenkach, które okazały się marnymi próbami zdobycia nowej publiki. Ale z tą jej winą to nie do końca się zgadzam. Uważam, że sama podjęła ryzyko i bądź co bądź w ostatecznym rozrachunku niezbyt jej się opłaciło.. Teraz czekam na coś w jej starym dobrym stylu, gdzie pokaże spektrum swoich możliwości :)

          • Assisi

            Też czekam na jakiś dobry powrót, ostatni album był zdecydowanie najgorszy z wszystkich, ale singiel „Your body” mi osobiście bardzo się podobał, zebrał świetne recenzje, nic to nie dało :) Chciałbym aby ona w końcu jakoś odbudowala to co mia kiedyś, bo naprawdę szkoda ze tak się marnuje. Mam nadzieje ze wyda coś w następnym roku, bo już nie mogę wytrzymać :D

      • Dominik Haba

        Nie rozumiem co Cię niby martwi ? Album był oczekiwany, ludzie byli ciekawi, tyle. Album wyszedł, oceniamy, idziemy dalej

        • Assisi

          No jak to nie rozumiesz co mnie martwi? Martwi mnie ze taka Adele niszczy jeszcze bardziej moja Christine, która już i tak została zniszczona 5 lat temu :/

          • Dominik Haba

            na własne życzenie. serio to takie czepianie się typu ” Nie umiem trafić do pustej bramki z 5 metrów, to na pewno wina napastnika przeciwników, który dziś strzelił 5 goli”. Nie możesz zwalać porażki jednych na sukces drugich. Mi smutno że ostatni album J. Lo sprzedał się słabo, ale nie będę winić za to Taylor Swift, bo ta odniosła sukces

          • Assisi

            To nie chodzi do końca o to, ale i tak mi się tego nie uda wytłumaczyc wiec nie będę próbował :D
            Po prostu Christina mię ma już czego szukać w 2016 i to właśnie przez Adele, album miała „rzekomo” wydać w tym roku, ale na pewno go nie będzie, nie sądzę żeby też w przyszłym to zrobiła, bo będzie jeszcze gorzej niż było. Ogólnie to mi nie chodzi o to ze Adele jest zła czy coś, bo sprzeda np.20 mln kopii, tylko szkoda mi ze ona tak leci z tymi płytami, nagrodami itd. a Christina ma problem żeby przekroczyć nawet milion, a nawet ten okropny „Lotus” na to zasłużył

          • Dominik Haba

            co ci mam powiedzieć ? Że życie jest niesprawiedliwe ? Że ludzie bardziej jarają się Pitbullem niż Usherem ? Że Grammy dostaje Sam Smith, a nie Sia ? Że na Grammy 2014 okradli Kendricka Lamara, a nagrodę dostało Holy Grail- najgorszy możliwy koszmar- Jay-Z i Justin Timberlake, dwóch piekielnie utalentowanych ludzi nagrywa razem przepiękne Suit & Tie i dostają tylko Grammy za teledysk, a drugi tragiczny utwór wygrywa Kolaboracje ? Że Fetty Wap ma większe hity niż Tinashe ? Shit happens

          • Assisi

            Już za około tydzień zostaną ogłoszeni komentatorzy miesiąca. Mi się wydaje ze ty będziesz #1, ale ciiiii. Gratluje Ci już teraz, jak coś to pamiętaj ze bylem 1 :D

  • Super recenzja, bardzo podobają mi się wnioski z przewidywalnością albumu i brakiem eksperymentów (porównanie do Lady Gagi wymiata!), trochę bym odszedł od wymiany po kolei wszystkich utworów z płyty na zasadzie ‚ten fajny, ten mniej’, ale ogólnie super. Zachęciłeś mnie do kupienia 25 👏🏼👌🏼

  • Jake W.

    „To dopiero trzecie studyjne dziecko Adele! Na eksperymenty, wirtuozerię, progres i tym podobne przyjdzie jeszcze czas!” Szkoda, że nikt tak o tegorocznej płycie The Weeknd nie myślał. Ja jakoś nie sądzę aby Adele kiedykolwiek eksperymentowała muzycznie. Zawsze będzie śpiewać ballady i nic więcej, bo w szybszych kawałkach sobie nie poradzi! Ale kult Adele i tak będzie dalej trwać :/

    • Assisi

      Skończy się szybciej niż się tego wszyscy spodziewacie. Gaga tez miała być wieczna, a juz jej nie ma, przyjdzie czas i na Adele

      • Dominik Haba

        Gaga po prostu zmieniła gatunek na mniej popularny jazz , nie wiadomo na jaki czas, więc nie wieść jej końca

        • Assisi

          Skończyła się na Artpopie, sprzedaż to pokazuje, wtedy jeszcze był ten sam gatunek co wcześniej :)

          • Dominik Haba

            sprzedaż to nie wszystko

          • Assisi

            Wszystko nie, ale raczej większość

          • Dominik Haba

            logika godna Pitbulla i Flo Ridy

          • Assisi

            Ahhahahahahaha.
            Juz ci pisałem że jak masz do mnie pisać takie brednie to lepiej w ogóle nie pisz, jak Ci się coś nie podoba to zrób coś z sobą, a nie ze mną. Ja nie mam problemu, a widzę ze ty wszędzie go szukasz.
            Jak juz sprzedaż płyt jest dla ciebie tak mało ważna to posłuży mi to jako kontraargument jak juz kiedyś napiszesz coś o sprzedaży płyt Adele. Naprawdę nie szukaj problemu tam gdzie go nie ma, nie podoba się? Daj znaczek w dół i po sprawie, a je wyskakujesz mi (jak zwykle zresztą) z tymi żałosnymi porównaniami kompletnie bez sensu

          • Dominik Haba

            Gdyby ktoś się kończył wtedy gdy sprzedaje się trochę gorzej, to niektórzy by w ogóle nie zaczęli :) Zresztą Artpop zajął 9. miejsce 2013 sprzedając się w USA w prawie 750 tys. sztuk, a na świecie w 2,3 mln. I tak, to dużo mniej niż Born This Way, ale : 1. Sprzedaż płyt wciąż spada 2. To wciąż dużo !

          • Assisi

            Porównując ok.7 mln „Born this way”, a niecałe 3 „Artpop” to tak, to strasznie duży spadek. Rihanna spadła z 5.5 do 4.5 wiec ma dużo lepsza sytuacje :)
            Tak to dużo, ale dla niej to jest mało i dla jej fanów tez, 17 mln na początku, a teraz 3, sorry ale ona się skończyła wg mnie i kropka :D

          • Dominik Haba

            „Fani” w sensie lajkujących itd. ? Proszę Cie… Pitbull ma od groma lajków na fejsie i nikt nie kupuje jego płyt.. naprawdę używasz dziwnych argumentów i jestem szczerze zdezorientowany, bo muszę Ci wyjaśniać zasadę działania koła. Wygląda to z boku tak, jakbyś od 5 lat siedział w zamknięciu, nie znał trendów, nie zauważał stałego spadku sprzedaży płyt, wyszedł na dwór, zerknął w statystki i na podstawie cyferek myślał,ze wszystko nadrobiłeś. Muzyka i ludzie są nie przewidywalni i nigdy nie można przewidzieć do końca co się stanie.

          • Assisi

            Nie napisałem o żadnych fanach lajkujacych jej profil wiec twój przykład z Pitbullem w ogóle w naszej dyskusji nie ma sensu.
            Ty nazywasz moje argumenty dziwnymi? Do prawdy? Co jest dziwnego w tym ze napisałem ze sprzedała mało kopii swojej ostatniej płyty wg jej fanów? Pisałeś ze czytasz 3 razy coś zanim wyślesz, to też przeczytałeś? W czym ty masz tutaj w ogóle problem? Naprawdę daruj sobie te żałosne porównania i pomysl nad sensem swoich wypocin, bo piszesz do mnie zupełnie nie wiem w jakim celu.

          • Dominik Haba

            napisałeś że się skończyła, bo jej płyta się gorzej sprzedała i to jest bez sensu- pisanie,że po gorszej sprzedaży płyty artysta się kończy. Jakbym chciał być złośliwy, zapytałbym o twoja ukochaną Christinę Aguilerę i różnicę sprzedaży między Back To Basics i Bionic, ale sobie daruję. „Nie napisałem o żadnych fanach lajkujacych jej profil”, ale pisałeś o liczb ie fanów i podawałeś jakieś cyferki, stąd moje pierwsze zdanie było pytaniem. Reszta Twojego komentarza to tylko nazywanie mnie po raz kolejny żałosnym.

            Po prostu razi mnie to,ze co chwila piszesz,że ktoś się skończył. Gdyby przełożyć to na życie, pochowałbyś osobę, która się potknęła. Tak, jasne że Artpop nie sprzedał się tak dobrze…. tylko co w związku z tym ? Jak można powiedzieć,ze ktoś się skończył, skoro zgarnia kolejne Grammy, sprzedaje naprawdę dużą ilość płyt jak na album jazzowy wydaje i wciąż jest znany i obserwowany ?

          • Assisi

            Zaczynając od początku to przecież ja twierdzę że Christina się skończyła, także nie wyszło ci z tym. Nie pisałem o liczbie hej fanów! Skąd ty to w ogóle wziąłeś? Pewnie przez to ta cała pomylona wypowiedź, ja pisałem o liczbach co do sprzedaży Płyty, nie o jej fanach Nie nazwałem Ciebie żałosnym tylko twoje porównania. Nie napisałem tez „dobitnie” ze Gaga skończyła się po słabej sprzedaży „Artpopu”, bo już pisałem wcześniej ze dla mnie skończyła się na „Born this way”…

      • Jake W.

        Jak to nie ma? To że nie tworzy noc komercyjnego, to nie znaczy, że jej nie ma :P Ostatnia piosenka była genialna

        • Assisi

          Nie rozumiem za bardzo kontekstu twojej wypowiedzi, ale ja po prostu twierdzę że jeśli będzie nadal taka przewidywalna i nastawiona tylko na 1 typ muzyki to się szybko skończy, to się po prostu przeje, oczywiście wtedy jak zacznie często wydawać albumy, bo jak ma to robić co 3 czy 4 lata to może być popularna tak jak teraz przez lata

  • Pacaveli

    Zgadzam się z tą recenzją w 99% procent. :D

  • Assisi

    Prawda jest taka ze tylko Rihanna eksperymentuje i jej to całkiem nieźle wychodzi, albumy sprzedają się słabiej od czasów „Loud” ale nie są to tak drastyczne spadki jak u Gagi, czy też Beyonce nawet (tak, „Beyonce” wcale się tak super nie sprzedało jak wszyscy myślą), przyszedł czas na Gave, jeszcze parę lat i Adele również się skończy, oczywiście jeśli będzie te albumy wydawać szybcie, bo w takim czasie to może pociągnąć popularnośc nawet kilkadziesiąt lat…

    • Jake W.

      W tym roku Bieber i Selena też eksperymentowali i mieli dobrą sprzedaż ;)

      • Assisi

        Akurat Selena niestety nie, już 1,5 miesiąca od Revival minęło, a ona ma tylko 300K kopii i to na całym świecie

        • Jake W.

          Ale dobry jest chociaż :P

          • Assisi

            Jest świetny, tylko ludzie nie potrafią docenić :)

  • Dominik Haba

    Ja wiem, czy to tak trzeba czekać na zmianę. Amy Winehouse ( tak, to porównanie jest nieuniknione) na drugiej płycie osiągnęła absolutną perfekcję, więc tu ciężko szukać jakiegoś określonego wzorca. Adele na pewno nie zeszła poniżej pewnego poziomu, ale też innowacji tu brak. Zależy co kto woli- bezpieczne powtórki czy niekonieczne udane, ale jednak eksperymenty

  • Genialna recenzja, ja bym dal oczywiscie 10/10 ;) :D Dziwi mnie jak mozna dac ocene 5.85 , czy nawet 6, gdyz ten album to naprawde perelka. Dla mnie rowniez wszystkie utwory sa genialne i nie ma rzadnego slabego na plycie. Warto bylo czekac. Mam jedynie pytanie czy When we were young zostalo singlem ? ;)

    • Pacaveli

      *żadnego

  • Darek

    Trochę się jednak dziwię tej recenzji. Byłbym bliższy ocenom bardziej wyważonym, a nie tak idealistycznym – oczywiście szanuję wrażliwość muzyczną Pana Łukasza, ale zgadzam się w zupełności z Assisi, Justine T. Uważam, że w tej perspektywie oceny Adele, ocena płyty np. Celine Dion „Loved me back to life” z 2013 roku była bardzo niesprawiedliwie oceniona. W Anglii krytyka płyty Adele jest bardzo ostra – piszą, że robi się z niej angielska Celine Dion. I ja zgadzam się z tym w stu procentach. O ile kilka piosenek na tej płycie jest naprawdę niezłych i zasługuje na uwagę, o tyle kilka „na jedno kopyto” i bardzo przekrzyczanych. Nic nie zaskakuje. I to duży błąd. Bo Adele sili się w tej płycie na manierę Celine Dion – czyli jest bardziej dramatycznie, emocjonalnie, zaraz tkliwie tak, że aż głos jej się łamie. I jest to w tym albumie bardzo nachalne… Tyle, że słychać, że kiepsko radzi sobie w takiej stylistyce Kanadyjki. Celine Dion to Celine Dion… Widziałem ostatnio jej występ na American Music Awards… hołd oddany Paryżowi i w jej wykonaniu Edith Piaf… Po prostu szczena mi opadła ze zdziwienia i podziwu… Ta kobieta ma 48 lat, a Adele ledwie 25… W każdym razie wracając do albumu „25” jest dużo słabszy niż „21”. W tamtym co druga piosenka mogłaby być przebojem. W tym wpadają w ucho i zostają zapamiętane ledwie cztery. Dwie to „popowiny bez wyrazu”, które nie powinny się w ogóle znaleźć w tak krótkim (mamy 11 czy 12 piosenek) albumie. I znów przypominam „Loved me back to life”. Tam pop był, ale w jakiej formie i jak charakterystyczny, zbudowany, konsekwentny, melodyjny… I jeszcze jedna analogia. „Hello” przypomina bardzo singlowe „Loved me back to life” – spokojne bardzo wyciszone zwrotki i drapieżne refreny, które mogą wyśpiewać tylko takie divy wysokiej klasy. Dla wnikliwych słuchaczy – nawet akordy podobnie idą…
    Nie wiem więc, co się stało, ale jak dla mnie Adele nie wytrzymała presji. Głos ma, ale jak na 4 lata przerwy słabo. Musi zdecydować, czy chce być po prostu Adele, czy angielską Celine Dion… Jak dla mnie 6.5, góra 7/10.