Adele - 25
  • Data premiery:
    20 11 2015
  • Wytwórnia:
    XL Recordings, Sonic Records
  • Gatunek:
    pop
  • Single:
    Hello, When We Were Young
Najlepsze utwory:
All I Ask, I Miss You, Million Years Ago, Hello, Remedy, When We Were Young, Water Under the Bridge
Najsłabsze utwory:
brak

To jest recenzja najnowszego albumu Adele zatytułowanego 25. Będzie ona bardzo pozytywna. Chyba więcej nie muszę pisać, zainteresowani i tak klikną, a niezainteresowani nie, nieprawdaż?

Na krążek czekałem cztery lata, tak jak wielu innych fanów. Zainteresowanie samą artystką jest ogromne, rekordy sprzedaży zostaną pobite, nagrody (za kilkanaście miesięcy) wręczone, single wydane, miejsca pierwsze na listach przebojów osiągnięte. Niezależnie od tego, co by nagrała, i tak wszystko powyższe zostałoby pewnie dokonane. Zatem odrzucając cały ten blichtr, wszystkie te rekordy, osiągnięcia, które Adele pokonuje z taką łatwością – jaki jest najnowszy krążek Brytyjki? Czy warto było czekać?

Najsłodsze oddanie

Trzeci studyjny album Adele jest dokładnie, taki jaki miał być. Jakiego się spodziewałem. Po pierwsze – przebojowy, bo Adele nie mogła nie zawrzeć kilku kompozycji na miarę Rolling in the Deep czy Someone Like You. Po drugie emocjonalny, bo przecież to jest sygnatura artystki. Po trzecie dopracowany w najmniejszym szczególe – produkcja jakiej pozazdrościli by jej wszyscy, teksty perfekcyjne. No i wokal. Wokal, jakiego nie da się skopiować. Wszystko to składa się na bezpieczny i przewidywalny album. Ale co z tego? Czego się spodziewaliście?

Czytając kolejne recenzje tego wydawnictwa, przeglądające komentarze odnoszę wrażenie, że istnieje pewna część ludzi (niekoniecznie fanów Adele…), która oczekiwała po tym wydawnictwie nie wiadomo czego. To dopiero trzecie studyjne dziecko Adele! Na eksperymenty, wirtuozerię, progres i tym podobne przyjdzie jeszcze czas!

Adele-i-D-magazine

Po olbrzymim sukcesie krążka 21 jego następca był jednym z najbardziej oczekiwanych albumów tego roku, a może i tej dekady. Wielokrotnie się mówi, że gdy artysta debiutuje i odnosi sukces prawdziwym egzaminem jest drugi studyjny krążek. Dla samej Adele takim egzaminem jest album numer trzy, gdyż to dopiero za sprawą 21 poznał ją świat (a szkoda, bo krążek 19 to arcydzieło, o którym nie wolno zapomnieć). W związku z powyższym, nie powinno się oczekiwać – a już na pewno ja nie oczekiwałem – nie wiadomo czego. Powinno się nagrać album dorównujący poziomem, talentem, wokalem, tekstami, produkcją do albumu poprzedniego. I Adele to się udało. Udowdniła swoją star power oraz fakt, że jest gwiazdą nieprzeciętną, wyjątkową. To przy kolejnych wydawnictwach będzie mogła sobie pozwolić na eksperymenty z dźwiękami, brzmieniami, produkcja, czy chociażby jej całkowitym zaniechaniem (i pójście w stronę akustyczną).

Zauważcie, jak ważny jest ten proces, o którym piszę – Lady Gaga odniosła olbrzymi sukces albumem The Fame (i prawie-albumem The Fame Monster). Oczekiwania na drugie studyjne dziecko artystki były olbrzymie, i co? Nie do końca im sprostała, ponieważ za bardzo poszła w elektronikę, eksperymenty, dziwactwo. Trzeci krążek tylko dobił jej karierę (i nie drażnię się tu z nikim, wielbię i Born This Way, i Artpop, ale „przebranżowienie się” na jazz było jedyną słuszną drogą, jakiej Gaga mogła dokonać, kolejny popowy album będzie jej „być albo nie być”). Inny przykład – Ariana Grande. Sukces z wydawnictwem Yours Truly i powielenie go bezpiecznym My Everything. Beyoncé też miała dwa bezpieczne pierwsze albumy, i tak dalej, i tak dalej.

Ale to nie Ariana, i nie Stefani są tutaj głównym tematem.

You Sound Like a Song

Adele nagrała przede wszystkim piękny album. Zawarła w nim wszystko to, czego zabraknąć nie mogło. Jednak na przód wysuwają się dwie rzeczy. Pierwsza to emocje. Te prawdziwe, realistyczne, nie jakieś wydumane. Adele jest szczera w każdym tekście, które napisała sama – lub z kimś na spółkę. Śpiewa o miłości, bólu, młodości, utracie… jest nawet piosenka, która tematycznie idealnie wpasowuje się w kontynuację Rumour Has It z albumu 21 – mowa o Send My Love (to Your New Lover). To swoiste pokazanie środkowego palca swojemu byłemu. Urocze, sarkastyczne, inne.

Druga sprawa, której pozazdrościć mogą Adele wszystkie aktualne gwiazdy popu to wokal. Tutaj nie ma co się oszukiwać, Adele nie dysponuje milionem oktaw i nie wyciąga not jak Whitney Houston. Jednak to co potrafi zrobić z tym, co posiada jest niesamowite. Bo tak naprawdę wcale nie chodzi o ilość oktaw, a oto, co potrafi się nimi dokonać. W zakresie, który Adele posiada eksponuje wszystko. Są tutaj mocne, głębokie doły, perfekcyjne góry, szepty i inne umiejętności wokalne.

Osobiście doskonale znam wszystko, co nagrała Adele. I mamy tutaj wyraźny podział – raz słodkie, proste, prawie w całości akustyczne 19. Później smutne, wrażliwe 21, które ma w sobie coś z 19 (warstwa produkcyjna), jednak przeważa ta wielka produkcja jak w przypadki Rolling in the Deep czy Rumour Has It. Wielbię Adele i z „dziewiętnastki”, jak również Adele z „dwudziestki jedynki”. „Dwudziestka piątka” to pół na pół. I tu mnie zaskoczyła, bo byłem prawie przekonany, że pójdzie na sto procent w wielkie produkcje, mocne charakterystyczne utwory. A tu niespodzianka. Wśród jedenastu utworów prawie po równo mamy i takie, i takie kompozycje.

Tęskniłem

I Miss You to jedna z kompozycji, która podczas każdego przesłuchania powoduje u mnie niesamowite zaskoczenie, wrażenia i ekscytację. Dosłownie można powiedzieć, że to „wielki” utwór. Produkcja miażdzy totalnie wszystko, co powstało w 2015, a jednocześnie nie przyćmiewa wokalu Adele. To mój absolutny faworyt wśród kawałków „dużych”. Z kolejny po drugie stronie barykady mamy potężną, ale właściwie tylko z pianinem, balladę All I Ask. Fani zachwycają się Million Years Ago, jednak ja osobiście uważam, że najpiękniejszą balladą na 25 jest właśnie All I Ask. Million Years Ago tuż za nim, ale jednak za nim. Do I Miss You dorzuciłbym jeszcze znakomite Water Under the Bridge (oby singiel numer trzy, kontynuowany I Miss You jako singlem numer cztery).

Szeroko dyskutowane i wyprodukowane przez Maxa Martina Send My Love (to Your New Lover) to utwór dziwny. Uroczy, charakterystyczny i kompletnie nie pasujący do Adele – ale jednocześnie właśnie to jest w nim interesujące. Niby nikt się nie spodziewał „baunsjącej” Adele, a tu proszę. Hello to nadal jeden z najważniejszych i najmocniejszych elementów płyty, wybór na singla był chyba najinteligentniejszą i najbardziej odpowiednią decyzją ever. Do tego jeszcze cudowne When We Were Young czy kolejna, cudowna ballada – Remedy.

It’s in Her Roots, in Her Veins

Krążek 25 nie ma słabych elementów. Nawet Love in the Dark, które jest moim najmniej ulubionym utworem z tego wydawnictwa, wciąż jest lepszy niż 80% tego, co usłyszałem w roku 2015.

Adele nagrała album roku, dla mnie. Nagrała album bezpieczne (tak, przecież nie będę zaprzeczał), przewidywalny (oczywiście, że tak), ale taki jaki miał być. Taki, jaki chciałem, aby był.

She is my remedy.

When the pain cuts you deep
When the night keeps you from sleeping
Just look and you will see
That I will be your remedy
When the world seems so cruel
And your heart makes you feel like a fool
I promise you will see
That I will be, I will be your remedy