Use 'view image' in your browser to see full size imageTegoroczna edycja Kraków Live Festival przeszła do historii. Podczas dwóch dni festiwalu na głównej scenie oraz na Kraków Stage zaprezentowało się szesnaścioro artystów. Jak i w poprzednim roku tak i tym razem nie zabrakło pozytywnych zaskoczeń, ogromnej ilości dobrej muzyki oraz wielkich nazwisk światowej sceny muzycznej. Sprawdźcie zatem, które dziesięć występów zapadło nam w pamięć najbardziej!

Dzień pierwszy – 18.08

Birdy

Dzień pierwszy na Main Stage otworzyła niesamowita Birdy. Skromna Brytyjka pokazała, że w prostocie tkwi siła. Hity takie jak People Help the People, Wings czy Skinny Love w jej wykonaniu oczarowały zebraną publiczność. Co ciekawe, artystka postanowiła także zaprezentować swoją wersję utworu Running Up that Hill autorstwa Kate Bush. Warto nadmienić, że cały jej występ przepełniony był emocjami, które bez wątpienia udzieliły się słuchaczom. Jedno trzeba przyznać – było to bardzo dobre otwarcie całego festiwalu, a Birdy pokazała się z jak najlepszej strony. Melancholijny klimat połączony z mocnym i przepięknym głosem artystki dał niesamowity efekt.

Bovska

Przeciwieństwem spokojnej Birdy jest zdecydowanie szalona i energiczna Bovska, czyli pierwsza polska reprezentantka na Kraków Stage. Artystka wyśpiewała piosenki ze swojej najnowszej płyty Pysk. Nie zabrakło jednak starszych kompozycji z jej debiutu na czele z tytułowym Kaktusem. Piosenkarka swoją autentycznością oczarowała zebranych w festiwalowym namiocie. Szybkie tempo i cudowne koncertowe aranżacje szybko wprawiły w ruch publiczność co zaowocowało dobrą i szaloną zabawą. Z własnych obserwacji mogę stwierdzić, że Bovska, zarówno w koncertach klubowych, jak i festiwalowych prezentuje się obłędnie! Koncert artystki był zdecydowanie jednym z mocniejszych punktów Kraków Stage.

Travis Scott

Przyznam szczerze – nie spodziewałam się wiele, jednakże zaskoczenie jakie przeżyłam na koncercie tego amerykańskiego rapera przebiło moje najśmielsze oczekiwania. To, co działo się po godzinie 19:00 na Main Stage jest wręcz nie do opisania. Tłum ludzi zebrany pod sceną wykrzykujący imię artysty, a do tego energicznie reagujący na każde jego słowo… Coś cudownego. Muzyk dał ponad godzinny koncert zaskakując co krok. Ogromną niespodzianką było zaproszenie na scenę niepełnosprawnego fana na wózku inwalidzkim, który już do końca koncertu towarzyszył muzykowi. Trzeba przyznać, że występ Travisa to mieszanka wybuchowa, o czym świadczą nie tylko pokazy pirotechniczne użyte w jego show!

alt-J

Na występ tego zespołu czekałam cały dzień. Pomimo głosów jakie dochodziły z publiczności – śmiem twierdzić, że koncert tej brytyjskiej grupy nie był nudny. Co to to nie! Panowie swój występ rozpoczęli od piosenki 3WW, która idealnie wprowadziła zebranych w odpowiedni nastrój. Kolejno alt-j przed krakowską publicznością wykonali takie piosenki jak In Cold Blood, Matilda, Deadcrush czy Bloodflood. Warto nadmienić, że swoje największe hity zostawili na koniec! Kompozycje Left Hand Free czy Breezblocks pięknie uzupełniły cały koncert. Trzeba przyznać, że Panowie są oszczędni w słowa i interakcję z publicznością, ale jeśli już to robią to z całą życzliwością! Nie należy zapominać, że ich występ uzupełniony był o piękną scenografię, która mieniła się milionem kolorów dając niesamowite wrażenie. Jeszcze jedno: głos Joe Newmana na żywo brzmi po prostu rewelacyjnie!

Ellie Goulding

Pierwszy dzień na Main Stage zamykała gwiazda wieczoru – Ellie Goulding. Były hity, oj były! Artystka nie przebierała w środkach i do Krakowa zabrała cały swój zespół. Razem wykonali wszystkie piosenki, które przeciętny Kowalski może kojarzyć z radia. W konsekwencji show było przepełnione dobrą zabawą, wspólnym śpiewaniem, a także pełną paletą emocji. Podczas wykonywania kompozycji Army na artystkę czekała przygotowana przez polski fanclub akcja fanowska. Ellie nie kryła wzruszenia, czego efektem było przytulenie do serca polskiej flagi (bardzo ładny gest z jej strony). Artystka jak już wcześniej wspomniałam zdecydowała się na zaprezentowanie swoich największych hitów, dlatego też nie powinno dziwić, że setlista była swoistym wymieszaniem piosenek z początków kariery jak i tych najnowszych piosenek z trzeciego albumu studyjnego. Lights, Outside, Don’t Need Nobody, Keep on Dancin’, On My Mind czy wreszcie Anything Could Happen wybrzmiały z taką siłą i radością, że trudno było ustać w miejscu. Nic dziwnego – Ellie wie jak robić dobre show, a kontakt z publicznością również nie jest jej straszny. Artystka parokrotnie podchodziła do swoich fanów pod sceną i witała się z nimi. Cały koncert zamykała piosenka Love Me Like You Do, podczas której na publiczność spadło tęczowe konfetti.

Dzień drugi – 19.08

Holak

Drugi dzień festiwalu na Kraków Stage rozpoczął Holak. Warto nadmienić, że dzień wcześniej artysta występował razem z Ten Typ Mes na jego koncercie. Jeśli wtedy odgrywał rolę drugoplanową, tak podczas swojego show mógł wyrazić się tak jak chciał. Kompozycje takie jak Wszędzie dobrze, Analogowe Serce, Jak się pożegnać czy Kot w wersji koncertowej prezentują się niesamowicie! Nic dziwnego, że zebrana publiczność oszalała na punkcie Holaka. Nie da się ukryć, że wizualizacje też były niczego sobie, jednak bezkonkurencyjne okazało się video zaprezentowane w tle podczas piosenki Kot. Zlepek krótkich filmików ze śmiesznymi kotkami podbił serca niejednej osoby w namiocie Kraków Stage!

Nick Murphy fka Chet Faker

Nick Murphy nie miał łatwego zadania, bowiem musiał zmagać się z deszczem no i oczywiście przemoczoną publicznością. Muzyk jednak poradził sobie świetnie prezentując swoje największe hity z debiutanckiej płyty wydanej pod pseudonimem Chet Faker. Co ciekawe, artysta koncert rozpoczął od swojego największego hitu – Gold. Potem było równie dobrze. Utwory jakie znalazły się na płycie zostały przearanżowane w taki sposób, aby można było się do nich świetnie bawić. Nie zabrakło także wpływów elektroniki, kojących ballad oraz charyzmatycznego głosu Murphy’ego. Warto również wspomnieć, że Nick nie poskąpił polskiej publiczności piosenek! Jego ponadgodzinny występ zawierał w sobie takie kompozycje jak: The Trouble With Us, Talk Is Cheap, Fearless, 1998 czy Your Time. Pomimo okropnego deszczu publiczność bawiła się bardzo dobrze, co samo w sobie powinno być pozytywną recenzją występu muzyka.

Wiz Khalifa

Tłum pod sceną, wskrzeszenie Kurta Cobaina, wielkie gumowe jointy oraz kłęby dymu – tak w skrócie można podsumować występ Wiza Khalify na Main Stage. Hity w postaci utworów Black and Yellow, Work Hard, Play Hard, Roll Up czy So High bez problemu wprawiły publiczność w szampańską zabawę. Trzeba przyznać, że Wiz to bardzo wyluzowany gość! Świetny kontakt z publicznością, palenie skręta na scenie, ciągłe zachęcanie do wrzucenia na luz i do dobrej zabawy udzieliło się ludziom, którzy z wielkim entuzjazmem i nieukrywaną radością wchodzili w interakcję z muzykiem. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Khalifa to wulkan energii! Przez cały swój występ skakał po scenie, tańczył i zachęcał ludzi do tego samego. Było widać, że koncerty to coś co sprawia mu przyjemność. Warto jeszcze zauważyć, że wszystkie atrakcje jakimi muzyk uraczył polską publiczność zostały przyjęte bardzo dobrze, a sporym zaskoczeniem okazało się wykorzystanie jednego z najbardziej znanych utworów Nirvany – Smells Like Teen Spirit. Artysta zastosował jeden popularny chwyt – swoje najbardziej rozpoznawalne kompozycje zostawił na sam koniec – See You Again czy Young, Wild & Free rozbrzmiały jako pożegnanie z Krakowem.

xxanaxx

Zarówno xxanaxx jak i Ralph Kamiński najbardziej zyskali na deszczowej pogodzie – Kraków Stage jest sceną zadaszoną, dlatego nic dziwnego, że podczas ich występów namiot wypełniony był po brzegi. Jednak niech was to nie zmyli – wyżej wspomniani artyści w pełni sobie na to zasłużyli dając bardzo dobre show. Chciałabym jednak skupić się na zespole xxanaxx, który już po pierwszej piosence musiał zmagać się z problemami technicznymi. To właśnie wtedy pokazali swoje profesjonalne podejście do sprawy – usterka została szybko naprawiona i już po kilku minutach publiczność mogła bawić się w rytm przebojów takich jak: Pseudoephedrine, Sweetly Bitter czy Hurt Me. A ich występ był magiczny! Publiczność doceniała zespół za każdym razem nagradzając ich gromkimi brawami.

Lana del Rey

Przyszedł i czas na ostatniego wykonawcę dnia drugiego na głównej scenie. Ten zaszczyt przypadł w udziale Lanie del Rey. Ilość fanów, którzy zebrali się pod sceną by posłuchać piosenkarki była wręcz zatrważająca! A ich zaangażowania w koncert może pozazdrościć im niejeden fanbase! Sama wokalistka była bardzo mile zaskoczona odbiorem, nie kryła się z tym jak bardzo lubi polską publiczność, z wielką chęcią podchodziła do fanów i robiła sobie z nimi zdjęcia. Co do samego koncertu, nie można określić tego inaczej niż… magia. Dobrze znane hity na żywo wypadły jeszcze lepiej. Utwory takie jak Blue Jeans, Born To Die, Video Games, Summertime Sadness zwyczajnie nie miały konkurencji – śpiewał je chyba każdy! Nie da się ukryć, że Lana oczarowała Kraków – bez wątpienia swoją życzliwością i otwartością kupiła publiczność. Należy również zauważyć, że jako jedyna zapowiadała poszczególne piosenki dzieląc się niekiedy drobnymi historiami związanymi z danym kawałkiem. Wokalnie również było bardzo dobrze – wspierana przez chórki w trudniejszych partiach radziła sobie całkiem nieźle. Ciekawa scenografia tylko dopełniła pozytywny odbiór show. Nie ma co przedłużać – Lana del Rey dała naprawdę dobry koncert, a fakt że wszyscy śpiewali jej piosenki zdaje się tylko to potwierdzać.